Avengers: Wojna bez granic – gdzie kucharek sześć, szesnaście … (ocena 4/10)

April 30, 2018

Seria Marvela doszła do ściany. Zebrała więc wszystkich bohaterów, aby przez dwie i pół godziny w „Wojnie bez granic” bić głową w mur.

 

Nie ma w uniwersum Marvela chwili spokoju. Światu zagraża Thanos, wyróżniający się pomarszczoną brodą. Zbiera różnokolorowe kamienie, a jak już nazbiera to stanie się coś złego. Na tyle złego, że aby temu zapobiec w szranki staje cała plejada, która do tej pory została przez studio Marvela wymyślona: do Avengersów (Iron Man, Thor, Hulk, Kapitan Ameryka, Spider-Man, Czarna Wdowa) poprzez Strażników Galaktyki aż po Czarną Panterą. Co za dużo to nie zdrowo? Niestety TAK.

 

Może dla fanów tego rodzaju filmów (a szczególnie dla maniaków komiksów) to raj i okazja do wielu odniesień z poprzednich odcinków. Brak lub nawet niepełna znajomość serii istotnie jednak ogranicza przyjemność oglądania „Wojny bez granic”. Sama w sobie jest bowiem filmem niezrozumiałym, a może nawet irytującym. Co chwila pojawiają się jakieś nowe postacie, które siłą rzeczy po kilkunastu minutach muszą ustąpić pola kolejnym.

Co gorsza nikt z nich nie ma za bardzo pomysłu na udaremnienie chytrego planu Thanosa, a nadciągające nieszczęście wydaje się nieuchronne. Trudno w takiej sytuacji emocjonować się kolejnymi konfrontacjami, będącymi w istocie zwykłym mordobiciem, tyle że perfekcyjnie doprawionym efektami specjalnymi. Patetyzm (Avengersi) miesza się z poczuciem humoru (Strażnicy Galaktyki), a efektowna scena bitewna nieuchronnie przypomina filmy z całkiem innej, równie kasowej serii.

 

W tym całym chaosie wyróżnia się co najwyżej Czarny Charakter. Thanos jest wyrazisty, obecny w fabule od początku do końca, jako jedyny przykuwa uwagę wzbudzając zainteresowanie. Tak bardzo, że to jemu można z czystym sercem kibicować, szczególnie że zaczyna rozsądnie uzasadniać swoje niegodziwe plany. Pojawiają się tutaj całkiem znajome tematy: przeludnienia, ograniczoności zasobów naturalnych, potrzeby oczyszczenia gatunku. Nawet jeżeli Thanos pozostaje negatywną postacią, to jest to najlepszy Czarny Charakter ze wszystkich filmów serii i rządzi pod każdym względem w „Wojnie bez granic”.

 

Pod względem realizacyjnym mamy to samo, co w poprzednich filmach Studia Marvel, tyle .... że dwa razy więcej. A może nie dwa, a pięć. Warto wybrać się do dobrego kina, na wersję trójwymiarową, bo atrakcji jest wiele. Nawet za wiele, bo momentami głowa boli od hałasu, wybuchów i demolki. Tylko, że tak naprawdę dobre kino zaczyna się pod sam koniec, gdy to wszystko cichnie, rozpływa się w powietrzu. Całe zamieszanie, zaangażowanie tylu postaci nabiera wówczas sensu, ale żeby do tego dotrzeć trzeba przemęczyć się prawie dwie i pół godziny. Czy to wysiłek do przełknięcia dla widza nie gustującego w tego rodzaju produkcjach? Raczej wątpliwe. Trudno się zachwycać nawet tak bardzo efektowną produkcją, gdy niezbędna jest znajomość kilkunastu wcześniejszych filmów, a może i lektura komiksowych przygód bohaterów.

 

Dlatego też, pomimo sukcesu frekwencyjnego i kasowego, najnowsza produkcja Marvela nie zostanie na dłużej zapamiętana. W takim razie może i szkoda, że nie jest ostatnią. Takie bicie głową w mur może się skończyć tylko jednym – rozbiciem głowy. A to akurat pasuje do wydźwięku "Wojny bez granic".

 

Film zbiera znakomite recenzje krytyków, nasza ocena znacząco odbiega od nawet najniższych. Oczywiście w takich przypadkach pojawiają się zarzuty o płatne protekcje - trudno żeby wszyscy krytycy gustowali w takiej chale. Dla nas najważniejsze są odczucia widzów, a te są mieszane – pierwsza opinia która usłyszałem po seansie była taka, że nawet nie warto czekać na scenę po napisach. Akurat na tą warto. Są też entuzjastyczne, wielu w dało się w polemikę z naszą oceną.

 

Uwaga - to film w którym nawet "I am Groot" - rozczarował.

MEGA Spoiler: jedyne co mi się podobało w tych "Wojnach bez granic", to to że Thanos wszystkich unicestwił i to w sposób cichy, spokojny - po prostu zmieniają się w pył, i to jest fajne bo mam już serdecznie dość tych wszystkich superbohaterów, więc ... bardzo, ale to bardzo się wkurzę, jak w kolejnej wersji się okaże że wszyscy zmartwychwstaną jak ostatnio Supermen ...

 

Zwiastun:

Polska premiera: 26 kwietnia 2018

Produkcja: USA

Rok: 2018

Gatunek: fantasy

 

  • Reżyseria: Anthony Russo, Joe Russo

  • Scenariusz: Christopher Markus, Stephen McFeely

  • Obsada: Chris Hemsworth, Robert Downey Jr., Benedict Cumbebatch, Chris Evans, Josh Brolin, Chris Pratt

Please reload

Ostatnie posty
Please reload

Search By Tags

I'm busy working on my blog posts. Watch this space!

Please reload

Follow Us
  • Twitter Social Icon