Hulakula, FSL – Obcy. 8 pasażer „Nostromo”

31-07-2019

Centrum Hulakula na Jagiellońskiej (po przenosinach kilka lat temu z BUWu na Dobrej). Po raz pierwszy zorganizowano tutaj kino plenerowe w letnim ogródku. Jest mało miejsca, i niestety bardzo jasno ze względu na okoliczną oświetloną ulicę. Atuty tego miejsca to możliwość zakupu czegoś do jedzenia i picia, a także bliskie toalety. 

Niestety w przypadku kultowego pierwszego „Obcego” zbyt jasne miejsce przeszkadzało na tyle, że film nie robił aż takiego wrażenia. Ale to wciąż kultowy obraz dla fanów SF i horrorów. 

WIR - Filmowa Stolica Lata, „Królowie lata”

02-07-2019

Ochłodzenie. Nawet padało. Stad frekwencja nad Wisłą marna. Więcej za to miejsca na schodkach i nawet możliwość znalezienia miejsca na leżak, który jednakże trzeba sobie przytargać z pobliskiej barki. Nie jest to dobre miejsce na kino plenerowe ze względu na światło – ekran jest bardzo słabo widoczny nawet z kilku metrów.

 

Film może nie najlepszy, ale w takich okolicznościach miał swój urok. Jak to powiedział bardziej podpity widz: „pachnie komedią, ale taką nietypową” …

Kamionkowskie Błonia Elekcyjne - FSL, „Bécassine!”

01-07-2019

Drugi raz Filmowa Stolica Lata, która w tym roku operuje aż w 33 lokalizacjach, pojawia się w mniej uczęszczanej części Parku Skaryszewskiego. Jest to to dzięki temu miejsce dobre do projekcji: ciche, ciemne, wolne od imprezowiczów. Tylko, że za pierwszym razem trudno trafić, no i daleko do parkingu. A przede wszystkim chłodnawo – jakoś wyjątkowo ciągnie od jeziorka. Drugi raz byłem, drugi raz zmarzłem na kość.

 

Atutem jest także repertuar: francuskie kino, ale takie mniej popularne. Tym razem pokazano francuską komedię kostiumową, nieobecną w polskich kinach. A dość ciekawą. O guwernantce, która miała ciekawe pomysły.

 

Frekwencja nawet przyzwoita, jak na tak chłodny wieczór. Leżaków dużo i nawet spóźnialscy dostali. Brakowało jedynie koców. No i trzeba pamiętać, że nie ma w pobliżu ani cateringu, ani toalet.

ZOO Market - „Alibi.com”

28-06-2019

Ostatni seans w ZOO Market. Od kolejnej soboty seanse przenoszą się do praskiej muszli koncertowej. Dzikie tłumy, ale to zapewne ze względu na rodzaj filmu. Warunki przeciętne, bo to zbyt jasne miejsce. Ciepło. Sporo komarów.

 

Trzeba przyznać że recenzja (TUTAJ) z kinowej dystrybucji była bardzo niesprawiedliwa. To całkiem śmieszny film. A w takich ogródkowych warunkach wypadł jeszcze lepiej. Chociaż motywy z psem – żałosne.

Dorożkarnia – FSL, „Grand Hotel Budapest”

27-06-2019

Drugi rok z kinem w Dorożkarni na Siekierkach. Nadspodziewany tłum. Albo ze względu na sam film, albo nowe osiedle mieszkaniowe – okaże się w kolejne piątki. Leżaki wszystkie wykorzystane, a nawet ławki obstawione. Warunki do oglądania bardzo dobre: ciche i ciemne miejsce. Dobry dojazd, miejsce do zaparkowania tuż przy wejściu. Mankamentem brak cateringu. I komary – ale to w tym roku chyba wszędzie.

 

Film idealny do warunków ogródkowych. Tak absurdalny, że aż śmieszny. Może i najlepszy film Andersona – mistrza tego typu specyficznych produkcji.

WIR – Filmowa Stolica Lata, „Przed Północą”

25-06-2019

Nowe miejsce. Nad Wisłą, czyli najpopularniejszym obecnie miejscem melanżowym w Warszawie, co niespecjalnie sprzyja oglądaniu filmów w plenerze. Blisko Mostu Poniatowskiego. Z widokiem na Stadion Narodowy, gdzie akurat tego dnia trwał koncert Phila Collinsa. Może i klimatycznie, ale nie wygodnie, bo siedzenie na betonowych schodach. W dodatku plaga komarów. Za to było w miarę ciepło i przede wszystkim blisko do domu.

Start w miarę punktualnie. Ludzi sporo, ale większość to przechodzący akurat w okolicy imprezowicze. Popularność chlania w takim miejscu jest trudna do zrozumienia.

 

Film przegadany, ale ze świetnymi dialogami i znakomitym aktorstwem (Julie Delpy i Ethan Hawke). Odpowiedni na taką okoliczność. O miłości. Tym, którzy wytrwali cały seans z pewnością się spodobał. Warto było odświeżyć po sześciu latach od dystrybucji kinowej.

ZOO Market - "Power Rangers"

21-06-2019

Miał być Vabank w Kinie Perła, ale na Saskiej ani widu ani słychu, a na Ursusie zdecydowali się na mecz. Trzeba więc było wybrać się na z pozoru słabszy film do ZOO Market. A tam luzik: zaparkowanie przy samym wejściu, dużo leżaków. Piwo niestety tylko bezalkoholowe, ale dla kierowców jak znalazł. Trochę chłodno się zrobiło, a były kocyki, tyle że z tyłu. Ekran przeniesiono, dzięki czemu jest więcej miejsca i dalej od ulicy. Tylko, że za jasno. Punktualność to dobra cecha, jednak 21.30 w najdłuższy dzień roku spowodował, że jeszcze długo było zbyt jasno. To przeszkadzało. Ale film wypadł całkiem dobrze, nie przeszkadzał nawet głupiutki scenariusz. W kinie oglądało się gorzej RECENZJA. Sprzyjała również pogoda: jak zawiało to w połączeniu ze sceną akcji fajne wrażenie robił chylący się do upadku ekran.

 

Ale najważniejsze, że tego dnia była konkurencja do Wianków z drugiej strony Wisły.

Plażówka Ursus – Kino Perła, „Atomic Blonde”

20-06-2019

Druga nowa lokalizacja Kina Perła. Trochę dalej, ale dzięki nowym drogom bardzo dogodny dojazd (może za pierwszym razem nie tak łatwo trafić). Duży, pojemny parking, tuż przy wejściu. Ludzi niewiele, ale jak na Ursus to jednak dobre miejsce. Starają się marketingowo, codziennie coś organizują. Wysypali piasek, zorganizowali boiska do sportów, jest knajpka, dużo miejsca.

 

Miejsca seansów filmowych oddalone, więc jest spokój. Jedyny problem to oświetlenie pobliskiej trasy drogowej. Leżaków dużo, zawsze można sobie coś znaleźć.

 

Gorzej z organizatorem. Jak ktoś chciał obejrzeć "Non-Stop" i przyjechał specjalnie, to został uraczony „Atomic Blonde” (który nawet przy kolejnym obejrzeniu się nie nudzi – taka już zaleta Charlize Theron). Ale przynajmniej coś było, bo na Saskiej nic nie było. Tak jak dzień później, gdy zapowiadano polski Vabank. Na Ursusie wybrano wówczas klęskę polskiej młodzieżówki z Hiszpanią, ale przynajmniej poinformowali na facebooku że filmu nie będzie.

Plażówka Saska – Kino Perła, „Dżentelmen z rewolwerem”

19-06-2019

Kino Perła zmieniło w tym roku warszawskie lokalizacje. Nieprzewidywalną Kredytową (klub „Miłość”) i Park Skaryszewski (knajpa „Pstrąg”) zamieniło na dwie plaże – nadwiślańską na Saskiej Kępie i trochę oszukaną - na Ursusie. Niestety organizacyjnie wciąż jest wiele niedociągnięć.

 

Saska ma zaletę lokalizacyjną. Blisko, można dotrzeć samochodem – jest parking, chociaż przy większym zainteresowaniu zbyt mały. A takie było w Boże Ciało, bo zorganizowano o godz. 20.00 występy cieszących się zawsze dużym zainteresowaniem standuperów. I tak cud że udało się jeszcze kino ogarnąć, ale seans rozpoczął się bardzo późno, bo o 22.30.

 

Nie jest to najlepsze miejsce do oglądania filmów, bo jest zbyt jasno, szczególnie lampki dookoła przeszkadzają. Poza tym większość ludzi przychodzi w celach rozrywkowych – hałas, biegające dzieciaki, lekko podchmielone towarzystwo.

 

Największym problemem jest jednak nieregularność organizatorów Kina Perła. Niby jest repertuar, ale rzadko kiedy się sprawdza. Tym razem akurat było to co miało być, ale w kolejnych dniach często nic nie było, a miało być. Problem jest również jakością. Często operator jest mocno nie rozeznany ze sprzętem. Słabo jest również z nagłośnieniem.

 

Nie wiadomo czy z tych powodów, czy ze już było późno mało kto wytrwał do północy, aby obejrzeć ten pożegnalny film Roberta Redforda. W kinach chyba wypadł lepiej RECENZJA.

ZOO Market „Atomic Blonde”

31-05-2019

ZOO Market to miejsce znane przede wszystkim z targów żywnościowych. Jednak już rok temu wprowadzili dodatkowe atrakcje, w tym kino letnie. Kontynuują to również w 2019r. Na dodatek w optymalnym dniu, czyli w sobotę. I jeszcze startują w czerwcu, gdy propozycja ogródkowa jest uboga ograniczając się do nieprzewidywalnego Kina Perła. Dzięki temu pierwszy tegoroczny seans można było zaliczyć już w Dzień Dziecka.

 

Podstawową zaletą ZOO Market jest lokalizacja. Przy Al. Solidarności naprzeciwko, jakby ktoś nie skojarzył nazwy, wybiegu niedźwiadków. Dużo miejsca do zaparkowania. Mało przypadkowych osób. Katering przeciętny, ale można było nawet coś zjeść na ciepło. Toaleta niestety w postaci zdezelowanego toy-toya. Leżaków dużo, ale może dlatego że frekwencja słaba – to jednak nie jest podstawowe miejsce pobytu młodzieży w sobotni wieczór.

 

Propozycja filmowa bardzo ciekawa. Na pierwszy ogień poszedł znakomity sensacyjnie i aktorsko „Atomic Blonde”. W tych ogródkowych warunkach zrobił jeszcze lepsze wrażenie, niż w kinie RECENZJA.

 

Mimo długiego seansu było stosunkowo ciepło, lekko przeszkadzały jedynie nieliczne komary.

VICE Dokumentalnie: Sport

10-09-2018

Nowe miejsce. ELEKTROWNIA POWIŚLE. Jeszcze w budowie. Ale w tym roku już zorganizowali letnie kino. Wybrałem się na ostatnie, wrześniowe i byłem pod dużym wrażeniem.

Wejście teoretycznie na nazwisko z listy facebookowej. Ale tak sprawdzane na ładne oczy. Na rękę opaska. Może to i dobry sposób, bo przynajmniej nie ma przypadkowych ludzi.
Dużo leżaków, były nawet koce, co na wrześniowy chłód bardzo przydatne. 
Darmowa degustacja piwa Brooklyn Brewery. Jedyny minus to kibelki – toytoy’e: ciemne i mało wygodne.

Świetna organizacja: punktualność, ciekawy panel pomiędzy filmami. Bardzo dobra, może nawet zbyt jaskrawa, jakość obrazu.

Filmy dokumentalne o sporcie:

  • bokserach z Ghany, która jest obecnie kopalnią talentów

  • szalona rywalizacja grupo skaterskich – coś w stylu Jackass – było sikanie, a nawet męski ślub

  • rywalizacja koszykarska w Bejrucie drużyn odmiennych religijnie.

 

Interesujący wieczór. Świetna lokalizacja (5 minut piechotą). Znakomita organizacja. Ciekawe dokumenty. Oby za rok, jak już będzie działało to centrum biurowe, też zorganizowali na tak wysokim poziomie.

Czarny Łabędź

03-09-2018

Pałac na Wodzie w warszawskich Łazienkach.
Bardzo dobra organizacja: wytyczona droga, popcorn, ubikacja. 


Dzikie tłumy. Największy minus to twarde ławki. A film bardzo długi. 
Należy także podkreślić świetny dźwięk, który w tym przypadku był niezwykle wyrazisty przy naturalnym ukształtowaniu amfiteatru. No bo taneczne dzieło Aronofskiego to przede wszystkim muzyka. Zresztą gdzie lepiej pasowałby „Czarny łabędź” jak nie w Łazienkach?


Warto było w takich warunkach obejrzeć. Tylko plecy już pod koniec mocno bolały.

Leon Zawodowiec

31-08-2018

Druga wizyta tego lata na boisku szkolnym przy Stawach Cietrzewia. Ale okazja wyjątkowa – bo film zacny. Chłodno, ale bez deszczu. Dużo leżaków. Jedyną wadą tego miejsca jest brak cateringu i toalety (nawet toi-tojów). Organizacja bardzo dobra – krótka informacja o filmie i szybki konkurs. Czegoż chcieć więcej.

Leon Zawodowiec Luca Bessona. Historia przyjaźni małej dziewczynki, której policja narkotykowa wystrzelała całą rodzinę, i ekscentrycznego, ale perfekcyjnego płatnego zabójcy – dbającego o swojego jedynego przyjaciela: roślinkę w doniczce. Magnetyczne aktorstwo, świetny klimat, muzyka, zdjęcia, montaż scen akcji. To chyba jeden z najlepszych filmów w historii kina. W ogródkowych warunkach również prezentował się doskonale. Warto było sobie przypomnieć dziecięcy debiut Natalie Portman.
 

Cyborgi są wśród nas

30-08-2018

Ostatni dzień wakacji i zakończenie letnich pokazów obok Centrum Nauki Kopernik. Pogoda jeszcze dopisała. Ludzi jednak już dużo mniej niż zazwyczaj. Bardzo ciekawa prelekcja i rozmowa przed filmów. Chyba nawet ciekawsza od samego dokumentu o cyborgach, który był trochę niespójny i nierówny.

Prawda o Lulu

28-08-2018

Sporym wyzwaniem był ten seans. 
Nowe miejsce - Kamionkowskie Błonia Elekcyjne, na które nie było łatwo trafić, szczególnie idąc po ciemku przez park.
Zimno jak cholera.
Ledwie kilka osób.


I jeszcze męczący film francuski, który przy komedii to nawet nie stał. Raczej dramat.

Alphago

16-08-2018

Centrum Nauki Kopernik. Dzikie tłumy. Wiadomo – blisko Wisły, ale mimo wszystko. Zero miejsc do parkowania, o wolny leżak także trudno. Ale za to ciepło i przyjemnie. A film ekscytujący. 

AlphaGo zyskał uzyskanie warszawskiej publiczności podczas ubiegłorocznego Festiwalu Warszawskiego, ale do kin niestety nie trafił. Historia pojedynku komputera z mistrzem gry Go jest niezwykle emocjonującym wydarzeniem, bardzo dobrze ukazanym przez twórców tego dokumentu. Co prawda polscy widzowie, nie zaznajomieni z zasadami gry mogą mieć pewne trudności z ogarnięciem, ale i tak czuć rangę tego wydarzenia. Więcej o filmie TUTAJ
 

Rewers

15-08-2018

Metro Słodowiec. Cykl ważnych polskich filmów. Tym razem całkiem niezły „Rewers”, chociaż przy drugim obejrzeniu już nie robi aż tak dobrego wrażenia.


Pożyteczna ta wizyta była również z uwagi na odnalezienie nowego miejsca do zaparkowania: blisko i pusto.

50 Pierwszych Randek

01-08-2018

Park Szczęśliwicki, więc bardzo dużo ludzi. Już pół godziny przed seansem problem z leżakami.
Chłodnawo, ale utrzymało się bez deszczu.


Komedia, która wiele lat temu robiła dobre wrażenie. Tym razem też oglądało się z przyjemnością, chociaż widać pewne niedoróbki.

Wielka majówka

31-07-2018

Foksal za Pałacem Zamoyskich. Jak zwykle dobra, chyba najlepsza w tym roku - organizacja: dużo leżaków, ciekawa prelekcja, punktualność.


Zmieniono program ze względu na śmierć Kory i pokazano film z zespołem Maanam. Na 1 sierpnia i tak słabo pasował.
 

Niestety duże rozczarowanie, bo był beznadziejny. Nic dziwnego, że słuch o nim zaginął.
Rozczarowaniem był również dokument o największym bloku na Śląsku „Superjednostka”.


Tylko frytki były OK.

Pociąg soli i cukru

30-07-2018

Pole Mokotowskie. Tym razem organizacyjna kompromitacja, bo film nie chciał ruszyć i reklamy oglądaliśmy przez pół godziny. Ale przynajmniej pucharowy mecz Legii się skończył.
Film jak już ruszył – to raczej był kiepskawy. Cóż – kino afrykańskie.

Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie

27-07-2018

Zależało nam żeby zobaczyć ten film, bo Gosia jeszcze nie widziała. Ale najpierw nie mogliśmy trafić, a potem zjadły nas komary i musieliśmy się poddać jeszcze przed rozpoczęciem. Pojechaliśmy do kina na coś innego. Porażka. Nigdy więcej na Wilanów.

Synecdoche. Nowy Jork

25-07-2018

Foksal. Ciekawa prelekcja. Stosunkowo ciepło.
Film mega zakręcony. Warto obejrzeć, bo w kinach w końcu nie zagrzał miejsca.

Rejs

21-07-2018

Dorożkarnia na Siekierkach, gdzie w tym roku również zorganizowano letnie kino. Mało ludzie, bo nie łatwo tam trafić. Ale za to dużo leżaków i komfort oglądania. Gdyby nie pijana baba która śmiała się irytująco.

Chyba wymarzony film do takiej atmosfery. Oglądając go po raz wtóry aż trudno się nadziwić ile tekstów weszło do codziennej mowy.
 

Unseem Enemy

19-07-2018

Deszczowo. Ale dla Centrum Nauki Kopernik to żaden problem, bo seans przeniesiono do środka. Cieplutko, dużo miejsca, tyle że zamiast leżaków twarde siedzonka.


Bardzo ciekawa rozmowa przed filmem, głównie o problemie szczepionek. 
Film również interesujący, acz nie porywający.

Ostatnie dni miasta

18-07-2018

Nowe miejsce. Nowy organizator. Park restauracyjny na Foksal za Zamkiem Zamoyskich.
Świetna organizacja: prelekcje, dużo leżaków, a nawet prezenty.


Tylko filmy słabe, bo związane z architekturą. "Ostatnie dni miasta" - mocno nudnawy z jedną ciekawą sceną zauważenia obserwującego fotoreportera przez awanturującego się i poniżającego kobietę - mężczyznę.

Zagubiona autostrada

09-07-2018

Wtorek, 10 lipca:

  • półfinał mundialu w Związku Radzieckim

  • pierwszy pucharowy mecz Legii transmitowany amatorsko na facebooku

  • trzeci mecz Portland w lidze letniej.

Ale na Placu Zabaw nad Wisłą zgromadził się komplet widzów (zabrakło leżaków), aby obejrzeć jedno z arcydzieł kina: słynną „Zagubiona Autostradę” Davida Lyncha.

Początek trochę za wczesny, bo o 21.00 jeszcze było za jasno, a wiadomo że to film o mrocznych tajemnicach duszy. Też chyba minimalnie za mały kadr ekranu.

 

Ale to wszystko można wybaczyć, z uwagi na rarytas filmowy jaki został zaprezentowany. Nie brakowało ciekawych koincydencji, od standardowego już hałasu przejeżdżających pociągów, po czmychającą mysz straszącą żeńską część widowni, aż po tekst przechodzących w trakcie sekwencji erotycznych pijaków: „o, koreańskie porno”.

 

Film zapewne zasługuje na osobną recenzję, ale śmiem twierdzić że to najlepiej wyreżyserowana produkcja w historii kina. Smaczków i szczegółów jest tyle, że każde kolejne oglądanie to okazja aby odkrywać nowe rzeczy. To chyba najlepsza możliwa rekomendacja, jeżeli film zupełnie się nie starzeje.

Erratum

08-07-2018

Kredytowa – Klub Miłość, pomimo tak dobrej organizacji i w końcu nie najgorszej lokalizacji (blisko Mazowieckiej, która jednak w obliczu mody na Wisłę – podupadła) – to niestety frekwencyjna porażka. Widzów można policzyć na palcach jednej ręki. Jest tak mało ludzi, że przy dobrej organizacji przynajmniej warto zakupić perełkę za 11 zeta.

 

Film całkiem niezły, z charyzmatycznym Tomaszem Kotem. Ta produkcja ma już 7 lat, śmiesznie wygląda w gronie sponsorów Telefonia Dialog, obecnie praktycznie nieobecna na rynku marketingowym.

Mężczyźni wolą blondynki

07-07-2018

Dom Seniora.

Nowe miejsce. Nie tak łatwo się zorientować, bo jak się okazało trzeba wejść do środka, wjechać windą na II piętro i tam na tarasie urządzono kino plenerowe.

Film odpowiedni dla domu seniora – kultowa komedia przechodząca w musical.

Zebrało się prawie 20 osób, nawet kilka w wieku właśnie emerytalnym.

Frantic

06-07-2018

Zupełnie nowe miejsce. Dzielnica Włochy. Boisko szkolne przy Stawach Cietrzewia.

Dobry dojazd, miejsce do zaparkowania. Trochę braki infrastrukturalne: nie ma cateringu i toalet. Dobra organizacja, bo to projekt z budżetu partycypacyjnego. Ludzi niewielu. Stosunkowo ciepło.

 

Film znakomity – jedno z zapomnianych dzieł Polańskiego, bardzo rzadko pokazywany nawet w telewizji. Zdecydowanie warty obejrzenia i chyba jednak nie doceniony w karierze polskiego mistrza reżyserii.

Mad Max. Na drodze gniewu

05-07-2018

Ponownie FINA, ale kolejna wyjątkowa filmowa okazja.

Tym razem dużo sprawniej ze słuchawkami: i z wydawaniem i można bezkarnie zostawić po seansie bez stania w kolejce. Moje obawy, że za niesubordynację z poprzedniego razu zostanę aresztowany i osadzony w podziemiach instytutu okazały się niczym nieuzasadnione.

 

Kolejny film obsypany Oscarami, tym razem technicznymi, który do mnie zupełnie nie przemawia. Stąd moja chęć obejrzenia po raz kolejny. Także tym razem nie zrobił na mnie dobrego wrażenia. Klimat co prawda uzupełniał wiaterek na dziecińcu, można było się poczuć jak bohaterowie, który przemierzali piaszczystą pustynię.

Millerowie

04-07-2018

Park Polińskiego.

Blisko można zaparkować. Dobra organizacja. Park został zresztą zrewitalizowany. Dużo leżaków, ale i tak zabrakło, bo przyszło sporo ludzi.

 

Świetna komedia, jedna z najlepszych ostatnich lat. A jak Jennifer Aniston zatańczy – to szczęka opada.

 

Główny bohater - David, drobny diler (również świetny Jason Sudeikis), zostanie okradziony i popada w tarapaty finansowe. Dostaje więc zlecenie przemytu narkotyków z Meksyku. Aby zrealizować ten plan zatrudnia zespół i wspólnie udają zgodną rodzinkę: żona – striptizerka, córeczka – uciekinierka z domu, synek – nieogarnięty nerd.

 

Bardzo inteligentne poczucie humoru, zgrabna fabuła, a nawet rodzinne przesłanie.

Film sprzed kilku lat, bardzo dobrze się również oglądało po raz drugi. No i ta Aniston.

Moonlight

02-07-2018

FINA, czyli Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny.

Miejsce bardzo ciekawe, co prawda oddalone od centrum, ale z dobrym dojazdem i atrakcyjną lokalizacją. Do tego bardzo ciekawy repertuar.

Niestety tym razem nie sposób opisać fatalnej organizacji. Filmy w trakcie pokazów letnich pokazywane są na dużym dziecińcu (nie wiem czy w wypadku deszczu będą przenoszone do Sali filmowej), ale z dźwiękiem jedynie w słuchawkach. Jest to dobry pomysł, bo nie przeszkadza okolicznym mieszkańcom (w końcu seanse trwają nawet do północy), ale niestety szkopuł jest w organizacji wydawania tychże. Widzowie traktowani są jak potencjalni złodzieje. Już przy wydawaniu trzeba wypełnić formularz naruszający nowe przepisy RODO, po wpisaniu adresu zamieszkania i peselu następuje weryfikacja z dowodem i uroczyste odebranie słuchawek. A więc już przed filmem trzeba swoje odstać. Jakież jednak jest irytujące, że po seansie też nie można oddać słuchawek i pojechać do domu, ale trzeba swojej odstać, bo jedna paniusia szuka kwitów i sprawdza czy przypadkiem słuchawki nie zostały uszkodzone. Patrząc na tempo pracy zanosiło się na godzinę stania w kolejce, więc zaryzykowałem poważne konsekwencje prawne i zostawiłem im te słuchawki bez słowa. Nie wiem czy przy następnej wizycie nie zostaną za to aresztowany, a niestety na takową się zanosi, bo jeszcze kilka interesujących filmów tam ma być.

 

Tym razem był wyczekiwany przeze mnie niespodziewany zwycięzca ubiegłorocznych Oscarów. Co ciekawe tego samego dnia na Polu Mokotowskim prezentowany był jego bezpośredni konkurent „La La Land” (pamiętamy zamieszanie przy nominacji). Koniecznie chciałem przy drugim obejrzeniu ocenić „Moonlight” bardziej obiektywnie, bo oczywiście za pierwszym razem nie przypadł mi do gustu.

 

Drugie obejrzenie filmu jest najczęściej kluczowe i pozwala najlepiej ocenić wartość artystyczną. „Moonlight” można ocenić jako film przeciętny, nie jest tak wybitnie zły jak wydawał się przy pierwszej „lekturze”, ale szaleństwo oscarowe to zdecydowanie przesada, co więcej zaszkodziło filmowi, bo jednak od dzieł nagrodzonych oczekuje się zdecydowanie więcej.

A Moonlight to taka nastrojowa opowieść, która stara się budować pewien klimat, chociaż nie do końca się to udaje. Szkodzi filmowi, to co pewnie miało być atutem, czyli wyraźny podział na trzy etapy życia głównego bohatera.

Półżywy w Nairobi

02-07-2018

Pole Mokotowskie.

Cykl filmów afrykańskich, z festiwalu Afrykamera.

Tym razem już bez wielkiej pompy. Mało ludzi, trochę chłodno, a nawet popadywał deszczyk.

 

Film z Afrykamery 2013. Kenijski kandydat do Oscara. Zrealizowany w ramach projektu rozwoju afrykańskiej kinematografii z inspiracji niemieckiego reżysera Toma Tykwera.

 

Bohater filmu po opuszczeniu swojej rodzinnej wioski z jednej strony jest na styku ze światkiem przestępczym, z drugiej chce zostać aktorem. Pomimo profesjonalnego wsparcia film razi kiepską realizacją, dłużyznami i niespójnym scenariuszem.

 

Najciekawszym wydarzeniem był jednak incydent: pewien facet stanął przed projektorem i zażądał ciszy. Musiała interweniować obsługa, zaangażowali się widzowie – umknęło nam kilka minut filmu zanim na czas awantury zatrzymano. Inna sprawa, że facet miał rację – głośny film po 22.00.

Najdalej

28-06-2018

Centrum Nauki Kopernik.

Także zmiana lokalizacji ekranu – to chyba tegoroczna tradycja. Jak zwykle w CNK - dobra organizacja i tłum ludzi (część przypadkowa – piątkowi nadwiślańscy imprezowicze). Leżaków jednak nie brakowało. Trochę chłodno. Przed filmem jak zwykle prelekcja, ale tym razem trochę zbyt krótka.

 

Znakomity dokument o sondach Voyager, który robił już furorę podczas Warszawskiego Festiwalu Filmowego (TUTAJ), ale do polskich kin nie trafił. Przy drugim oglądaniu już robi mniejsze wrażenia, ale i tak to niesamowita historia poznawania przez człowieka tajemnic kosmosu. A sondy sobie gdzieś tam daleko zaiwaniają.

Pan Tadeusz

27-06-2018

Metro Słodowiec.

Uroczyste otwarcie. Nawet pojawili się samorządowcy – widać że wybory się zbliżają szybkimi krokami. W tym roku na Słodowcu filmy polskie – na stulecie Niepodległości.

 

Na początek rarytas – odnowiona wersja filmu sprzed 90 lat!!! Pan Tadeusz w takiej wersji robi wrażenie. Są wszystkie ważniejsze wydarzenia z książki: grzybobranie, mrówki Telimeny, powabna Zosia, Zamek Horeszków, śmierć księdza Robaka, polowanie (niedźwiedź wzbudził trochę śmiechu). Można było się przekonać, jak kiedyś powstawały filmy – już wówczas myślano o montażu, a nawet efektach specjalnych.

 

Znakomita frekwencja – nawet zabrakło leżaków. Po drugiej stronie polany dużo mniejsze zainteresowanie mundialową strefą kibica. Największy problem to znalezienie miejsca do zaparkowania.

Chappie

25-06-2018

Tak naprawdę prawdziwa inauguracja Filmowej Stolicy Lata 2018.

Pole Mokotowskie.

Oczywiście chłodno i deszczowo. Ale jakoś udało się obejrzeć - stosunkowo długi film.

 

W tym roku motywem wtorkowych pokazów na Polu Mokotowskim jest Afrykamera, czyli nowe kino afrykańskie. Były więc rytmy muzyczne specjalnie zaangażowanego zespołu. Otwarcie i przemówienia. A potem zbyt długi blok reklamowy, jeszcze męczący reklamą jacy to Warszawiacy są otwarci na obcych.

 

"Chappie" to film amerykański, z pokaźnym budżetem, muzyką samego Hansa Zimmera. Z Afryką łączy go jedynie osoba reżysera: Neila Blomkampa pochodzącego z RPA. Blomkamp realizuje niewiele, ale za to same hity: „Dystrykt 9”, „Elizjum”.

 

Akcja także toczy się w RPA. Tamtejsze władze aby walczyć z przestępczością zaangażowały w roli policjantów roboty sterowane przez człowieka. Okazało się to wielce skuteczne. Ale jeden z informatyków ma jeszcze dalej idący pomysł – stworzenie robota z własną inteligencją. Równolegle obserwujemy grupę przestępców, którzy muszą wykonać szybki skok aby spłacić dług. W to wszystko wmiesza się Chappie – pierwszy robot dziecko.

 

Film jest wprost uroczy i wychodzi zdecydowanie dalej niż typowe kino science-fiction. W sposób fantastyczny wykorzystano tutaj kwestie wychowania i wrażliwości dziecka.

 

Nic dziwnego, że film bardzo się spodobał, nawet czekano na kontynuację. Bo był to jeden ze świeższych pomysłów we współczesnym SF.

 

Bardzo ciekawym motywem jest również końcówka filmu, w której dochodzi do zdygitalizowania świadomości, co w zasadzie umożliwia nieśmiertelność. O takich opcjach mów się coraz głośniej – ostatnio temat ten poruszył dokument „Przyszłość człowieka pracy”. Fabuła ma więc wiele odkrywczych motywów, co jest niezwykłą siłą tego filmu.

Chappie to oczywiście głównie kino sensacyjne, jest zwarta fabuła i czytelne przesłanie. Dobro wygrywa, acz nie wszyscy dobrze kończą.

Film jest mieszanką gatunków filmowych charakterystyczną dla Blomkampa – zaczyna się sekwencją wiadomości telewizyjnych, jest też czas na fragmenty groteskowo-komediowe, jest typowe kino sensacyjne, ale głównie to sentymentalny dramat o wychowaniu dziecka – co z tego że robota …

Fotograf

24-06-2018

Kredytowa. Klub Miłość.

Zimno i deszczowo. Patio zamknięte. Już mam rezygnować, ale zaglądam do klubu, a tam seans w środku. No nareszcie uniezależniamy się od pogody. Co prawda małe spóźnienie, ale film warty obejrzenia. I to już po raz trzeci. Ten film to przekleństwo Gosi – która dwukrotnie na nim zasnęła – na WFF oraz później w normalnej dystrybucji.

Rosja. Seryjny morderca, który zostawia po morderstwach numerki stawiane przez fotografów policyjnych w trakcie oględzin miejsca zbrodni. Ślad wiedzie do Koli, który wychowywał się w rosyjskiej bazie wojskowej w Legnicy. Chłopak miał problem z mówieniem, w wieku kilku lat naśladował głosy obcych, ale nigdy nie przemówił własnym. Śledztwo prowadzi młoda policjantka, również nie wolna od kłopotów osobistych. Nieuchronnie śledztwo zaprowadzi do Polski, do Legnicy.

To bardzo sprawnie poprowadzony kryminał, ze stosunkowo szybko odkrywaną tajemnicą. Największa zaletą są świetne sceny retrospekcji. Wpisuje się trochę w ostatnie filmy związane z rosyjskim pobytem w Legnicy (słynna „Mała Moskwa”). Jeżeli film kryminalny oglądany po raz trzeci wciąż intryguje – jest to chyba najlepsza rekomendacja.

Piwko Perła, wygodny fotel, ciepełko w klubie, trzymający w napięciu film – czego chcieć więcej. Szkoda tylko ze ledwie kilka osób.

Dalida. Skazana na miłość

19-06-2018

Park Skaryszewski. Kino Perła.

Także tutaj udogodnienia. Lepszy ekran, zmiana lokalizacji, dużo wygodnych leżaczków.

Punktualność, ale to staje się minusem, bo seanse zaczynają się punkt 21.00 i jeszcze na żaden nie zdążyłem.

Pogoda umiarkowana.

Wada – niestety komary znad jeziorka Skaryszewskiego.

 

Film idealny na ogródek: muzyczny, z przebojem „parole, parole, parole”. Biograficznie może trochę gorzej. Ale oglądało się z przyjemnością, lepiej niż kilka miesięcy wcześniej w kinie. Znakomita główna rola kobieca.

Służąca (plus Zawrót Głowy)

13-06-2018

Mały Dziedziniec Uniwersytetu Warszawskiego

Miejsce wręcz kultowe dla rozwoju kina plenerowe w Warszawie. To tutaj cyklicznie w trakcie wakacji pokazywane były filmy. I to jakiej. To tuja pierwszy widziałem Matrixa, oglądaliśmy tyłem do ekranu ze względu na deszcz Billu Elliota, przeżywaliśmy Cast Away, czy uciszaliśmy przechodniów w trakcie słynnej bezdźwiękowej sceny z Cube.

Ostatnie lata to brak aktywności. Ale w tym roku zorganizowali trzydniowy maraton z dwoma filmami na wieczór. Dawka trochę męcząca, bo seans czwartkowo-piątkowy zakończył się o drugiej w nocy. A jeszcze chłodno było.

 

Pierwszy czwartkowy film to hitchcockowski „Zawrót głowy”, który trochę stracił na sile przekazu, a w niektórych momentach wywoływał nawet śmieszność.

 

Ze „Służącą” było jeszcze gorzej, to zbyt jednostajny, typowy azjatyckim klimatem film. Na uwagę jednak zasługują znakomicie sfotografowane sceny erotyczne, także miłości lesbijskiej. Na seansie zostało oczywiście ledwie kilkanaście osób, w porównaniu do kompletu na pierwszym filmie.

 

Organizacja za to bardzo dobra: był nawet darmowy popcorn, piwo do kupienia, porządne tojtoje i wprowadzenie do filmu. Nie wiem jak było w kolejne dwa dni, bo już byliśmy na wyjeździe, a szkoda bo taki „Mulholland Drive” chętnie bym jeszcze raz porozkminiał.

Foto: Ostkreuz

12-06-2018

Wpadłem mocno spóźniony, podjadłem ptasie mleczko (które ponownie organizatorzy zapewnili), i zerknąłem na pół filmu o agencji fotograficznej.

 

Niewiele ciekawego. Po ubiegłotygodniowej historii fotografów z Afganistanu, dużo mniej porywające przygody agencji powstałej w Berlinie po zjednoczeniu Niemiec.

 

Dobrze, że przynajmniej było ciepło i słodko od ptasiego mleczka.

Body/Ciało

10-06-2018

Kino Perła. Jak co roku dwie lokalizacje: Skaryszewski i Klub Miłość na Kredytowej. Perła organizuje seansu już w czerwcu, chociaż w po poprzednich latach organizacja pozostawiała wiele do życzenia, z przerwanymi projekcjami włącznie.

W tym roku, przynajmniej na Kredytowej, olbrzymie zmiany. Przede wszystkim zadaszenie, więc chimeryczna pogoda już nie będzie przeszkadzać. Lepiej ułożone leżaki, ekran w innym miejscu. Do tego oczywiście Perełka w barze. Warunki do oglądania znakomite.

Na początek bardzo ważny film: obsypane nagrodami i zachwytami dzieło Szumowskiej, czy dobra okazja w kontekście tegorocznej „Twarzy”.

Janusz Koprowicz (Janusz Gajos) jest prokuratorem, jednocześnie zgorzkniałym mężczyzną po śmierci żony. Utrudniło to kontakty z córką Olgą (Justyna Suwała), popadającą w nałóg narkomanii. Trafia do Pani psycholog Anny (Maja Ostaszewska), która jest jednocześnie spirytystką. Nie wierzącemu w nic prokuratorowi nasuwa sugestię kontaktu ze zmarłą żoną, której akurat trumna została wydobyta ze względu na prace na cmentarzu. Koprowicz prowadzący akurat drastyczną sprawę porzucenia niemowlęcia w dworcowym szalecie zaczyna przeobrażać swój punkt widzenia, szczególnie że Anna może pozwolić zbliżyć mu się do córki.

 

Popularność filmu, szczególnie w kręgach lewicowych odbiorców, wynikało z wykazania wyższości rozumu nad wiarą. Sprowadza się to co prawda do jednej, i to ostatniej sceny (SPOILER nieszkodliwy bo film już prawie każdy widział), która jednocześnie wskazuje na powrót więzi rodzinnej pomimo braku wpływu sił nadprzyrodzonych. Ta, w sumie groteskowa, scena zmienia nastawienie widza, który podobnie jak bohaterowie zaczynał wierzyć w te wszystkie „bajki” o możliwości kontaktu ze zmarłych. Można się taką konkluzją zachwycać, szczególnie przy ateistycznym podejściu do życia, można czuć rozczarowanie, a można cały film traktować jako dzieło mało zrównoważonej Szumowskiej. Nie można jednak abstrahować od faktu, że realizacyjnie jest sztampowo i bezbarwnie. Film jest zwyczajnie słaby, zarówno pod względem tempa, jak i kreacji aktorskich – tak w końcu doświadczonych aktorów. Przy kolejnym obejrzeniu wygląda on jak niedopracowany. Wiele problemów jest z dźwiękiem, część dialogów, może celowo, jest dukana i słabo słyszalna.

 

Drugie, czy trzecie obejrzenie filmu, najlepiej po kilku latach – to prawdziwy test. Jeżeli jest słabo 0 to wszystko wychodzi. Tak niestety jest z produkcją Szumowskiej.

Z ciekawostek – w finałowej scenie na klatce za ekranem zapaliło się tajemnicze światło. Może to znak i podsumowanie wizji reżyserki.

Frame to Frame

05-06-2018

Środy filmowe na Placu Defilad tuż obok Baru Studio.

Bardzo dobra organizacja: dużo leżaków, słodki poczęstunek (ptasie mleczko, delicje), wprowadzenie, punktualność, ciekawy repertuar pod hasłem „Wszyscy jesteśmy fotografami”. Niestety tylko cztery filmy przez całe wakacje.

Stosunkowo chłodny wieczór, ale dało się wytrzymać, film nie był specjalnie długi.

 

„Frame to frame” to historia kilku fotografów z Afganistanu, czyli miejsca gdzie robienie zdjęć to prawdziwe wyzwanie. Bardzo ciekawe są wątki historyczne na temat rządów talibów i początkowego społecznego poparcia. Wstrząsająca jest również historia powstania zdjęcia, na którym dziewczynka rozpacza po zamachu bombowym. Są też słabsze momenty – typu jak para bohaterów robi zakupy w supermarkecie. Ale ogólnie film został ciepło przyjęty i dobrze pasował do ogródkowego klimatu.

Mecz Zombie

25-08-2017

Ponieważ miałem własne krzesełko nie musiałem korzystać z niewygodnego Zamku Ujazdowskiego. Jak przyszedłem to jeszcze nikogo nie było, ale z czasem trochę osób doszło.

Fajnie, że pokazali film który w kinach niesłusznie nie zagościł. Więcej TUTAJ

Podróż do źródeł czasu

24-08-2017

Ogromną zaletą pokazów w CNK jest możliwość przeniesienia do sali filmowej. A że tego lata non stop padało dogodność to szczególna. Co prawda rok temu spóźniony nie zostałem wpuszczony, ale tym razem byłem prawie pierwszy.

Bardzo ciekawy wykład przed seansem o postrzeganiu czasu w kosmosie.

Film trochę jednostajny i bardziej dla zainteresowanych tematyką.

Wielki Błękit

21-08-2017

Nowe miejsce ogródkowe. Amfiteatr Bemowo im. Michaela Jacksona (byłem tutaj już na występie Piwnicy pod Baranami). Idealna lokalizacja na tegoroczne lato, bo pod dachem. Co prawda akurat tego wieczora nie padało, ale za to był chłodno. Porządne również kible. Brak za to cateringu. Zanosiło się co prawda na pizzę, ale niby ją przywieziono, ale w końcu zabrano, więc o głodzie trzeba było oglądać. Wada to brak leżaków – krzesełka aż tak wygodne nie są.

Film trochę długawy, ale dla wielu kultowy. Warto było obejrzeć po raz kolejny.

Słaba płeć?

20-08-2017

Marna frekwencja. Ledwie kilka osób. Ale Kredytowa sobie na to zapracowała. Słaba lokalizacja (chociaż bliskość Mazowieckiej), poniedziałkowy termin, a przede wszystkim nigdy nie wiadomo, czy film będzie i czy się nie urwie w połowie (jak „Co robimy w ukryciu”).

A filmy w sumie atrakcyjne. „Słaba Płeć?” bardziej mi się co prawda podobała za pierwszym razem w kinie, ale dla roli Głowackiego jako chamskiego szefa - warto było obejrzeć drugi raz.

Marsjanin

17-08-2017

Ogródki pod Centrum Naukowym Kopernik są zdecydowanie najlepiej zorganizowane. Zmieniono w tym roku ułożenie ekranu, więc widoczność jest lepsza. Przed każdym pokazem jest prelekcja i dyskusja. Dzięki temu zdążyłem na seans. Leżaków wolnych już nie było, na film przyszedł wręcz tłum – bliskość Wisły i piątkowy termin - sprzyja.

Po seansie, który skończył się w okolicy północy dochodzę do wniosku, iż Marsjanin to jeden z najlepszych filmów w historii kina, a już na pewno ścisła czołówki w segmencie „science-fiction”. Odkryciem była dla mnie kreacja Jessici Chastain, która w ostatnich produkcjach (Azyl i Sama przeciw wszystkim) mocno mi podpadła. W Marsjaninie była znakomita. Tak jak i cała reszta.

Dzień po żałobie

15-08-2017

POLIN. Leżaków to tam chyba w ogóle nie ma. Trzeba przynieść własny sprzęt – na szczęście przygotowałem się z kocykiem i karimatą.

Tym razem bardzo ciepło, ale silny wiatr, który zrobił psikusa organizatorom przewracając ekran. Społeczna akcja postawienia go do pionu była najśmieszniejszym elementem wieczoru.

Bo film, mimo że wygrywał festiwale żydowskie i miał za zadanie pokazać żałobę po śmierci bliskiej osoby w dowcipny sposób – mocno rozczarował.

Jezioro łabędzie

13-08-2017

Plac Defilad. Dziki tłum. Fakt, że przyszedłem spóźniony godzinę, ale nie tylko o leżaku mogłem zapomnieć, co nawet o przyzwoitym miejscu stojącym.

Jednak „Jezioro Łabędzie” to klasyk. Na szczęście było trochę cieplej, ale może dlatego że tyle ludzi hamowało powiewy wiatru.

Organizacja trochę kiepska, bo przerwa znowu trwała nie wiadomo ile, a poza tym kilka razy nikł obraz.

Fachowcem od baletu nie jestem, ale wyglądało to olśniewająco. Pod koniec znalazł się leżaczek – więc w zapale wytrwałem prawie dwugodzinny finałowy akt.

La Traviata

12-08-2017

Wyjątkowy wieczór. Plac Defilad. Niestety chłodno, przenikliwy wiaterek. A perspektywa ponad 4 godzin, bo pokaz operowy.

Może na początku trochę za dużo gadania, zapowiedzi i wywiadów. Po pierwszym akcie zbyt długa półgodzinna przerwa. Ale potem już można było chłonąć operę.

Co prawda do końca nie zajarzyłem, jaki problem miała główna bohaterka, ale sposób w jaki to oddał bułgarska śpiewaczka Sonya Yoncheva – genialny. Warto było marznąć blisko do północy.

Agentka

09-08-2017

Nowe miejsce. Wszystko byłoby dobrze, gdybym się nie spóźnił. Park Polińskiego na Pradze, tuż obok szpitala na Szaserów (niestety zbyt dobrze mi znanego) – zresztą na samym początku seans zakłócił odlatujący helikopter. Leżaków sporo, ale dla mnie już zabrakło, jednak w połowie filmu miłe dziewczynki które już musiały iść grzecznie spać oddały mi swoje. Seans z pizzą, więc się na kawałek załapałem.

Nie mogę zrozumieć czemu ten film nie przypadł mi w kinie do gustu, bo to super komedia, jakich obecnie w przypływie obrzydliwego poczucia humoru – jak na lekarstwo.

Za Życie!

08-08-2017

Park w okolicy POLIN. Chyba największa porażka ogródków. Mało leżaków, dużo ludzi. Fatalnie umiejscowiony, na podwyższeniu, ekran. Plusy: można blisko zaparkować, brak komarów.

Film nawiązujący do klimatów żydowskich. Cudownie ocalałe kobiety z obozu koncentracyjnego w codziennym powojennym życiu. Przeciętny film, ale może na odbiór miał wpływ fakt leżenia na twardej glebie.

 

Pozdrowienia dla dwóch ładnych dziewczyn, które mi trochę zasłaniały ekran :)

Snowden

07-08-2017

Plac Zabaw. Sporo ludzi, ale jakiś ostatni leżak udało się wyszarpać. Chłodno. Bez deszczu na szczęście. Pieprzone komary od Wisły.

"Snowden" to chyba największa porażka reżyserska Oliviera Stone'a. Taki temat, a film rozkłada się na mało ważne pierdoły (polityczne preferencje żony), jest słabo zrealizowany, ma kiepskie tempo, przegadane dialogi. Nie byłby za długi, gdyby było w nim „clue” tematu, a nie jakieś pierdoły.