My French Film Festival

VIII edycja 2018

Zalety:

  • bez wychodzenia z domu

  • za darmo

  • dobra jakość

  • dużo filmów

  • fajne krótkie metraże

 

Wady:

  • kino francuskie

  • duży rozrzut gatunkowy

  • brak aplikacji

 

MFFF wszedł już na stałe do naszych zajęć na przełomie stycznia i lutego. Pomimo tak krytycznego podejścia do kina francuskiego kolejny rok z rzędu opiszemy aberracje narodu, który dopiero co nauczył się jeść widelcem.

Zakaz tonięcia

Wrzuć monetę

Chcesz obejrzeć więcej ciała syreny – wrzuć monetę.

Chcesz aby spełniło się życzenie – wrzuć monetę.

Krótka historia związku syreny zarabiającej w PIP Show i nurka żerującego na naiwności ludzkiej.

Z pomysłowym zakończeniem. Fajne

Lazare

Randka w ciemno

Tytułowy bohater zaprasza dziewczynę poznaną na portalu randkowym do mieszkania. Z ukrycia przebieg randki kontroluje jego przyjaciel-współlokator. Dziewczyna jest piękna i szybko przechodzi do zbliżenia. Ale jak to w takim przypadkach bywa – można się naciąć.

Pomysłowy krótki metraż, który zdąży zaskoczyć, rozśmieszyć, ale i skłonić do refleksji. Fajny pomysł, udane kreacje wszystkich bohaterów – aż skórka cierpnie jak Lazare znajdzie się w opałach – dobrze że jest ten przyjaciel na posterunku.

Prawo Dżungli

Erotycznie

Stażysta Marc, który się spóźnił do Ministerstwa Norm zostaje za karę zesłany do Gujany, gdzie ma być wykonany nowatorski projekt „śniegu w środku dżungli”. Na miejscu otrzymuje do pomocy kierowcę: Tarzana, który niespodziewanie jest … kobietą. I to całkiem atrakcyjną. Marc z Tarzanem ląduje w gujańskiej dżungli, gdzie bardziej muszą się martwić o przeżycie, niż o szukanie śniegu.

Absurdalna komedia, bez sensu i logiki, z mało śmiesznymi żartami. Tak absurdalne i żałosne, że … wciągające. Dodatkowo całkiem odważna erotyka. Jeżeli My French Film Festival miał trzymać jakiś poziom to ta produkcja już na dzień dobry sprowadza go do szamba.

Swagger

Świat oczami dzieci uchodźców

Jedenaścioro dzieci/nastolatków, nie rodowitych Francuzów opowiada o sobie, swojej historii, szkole, religii i innych rzeczach.

Film stylizowany na dokument, zawierający praktycznie wyłącznie gadające głowy, podzielone na pewne sekwencje tematyczne. To co się od pierwszej wypowiedzi rzuca w oczu to oderwanie od europejskości – trudno w ogóle spotkać w szkole rodowitego Francuza. Początkowa sekwencja fabularna to wpuszczanie uczniów do szkoły kontrolowane przez dwójkę starszych, czyli zdejmowanie kapturów, słuchawek itp. – bardzo dobrze w tej scenie widać różnorodność etyczną. Sama prawda, tylko Francja już nie odwróci tego trendu. Nie wiadomo czy Europa sobie z tym da radę.

Najciekawsze wypowiedzi dotyczą religii i spostrzeżeń na sens życia. Zapewne celem filmu było ukazanie różnorodności i możności pogodzenia tak sprzecznych światopoglądów, ale nie trudno dojść do wprost przeciwnego wniosku.

Bardzo ciekawa wstawka, wręcz rodem z kina science-fiction, wielkiego drona monitorujące życie mieszkańców osiedla. Zapewne twórcy chcieli pokazać, że z tej strony grozi ludzkości niebezpieczeństwo.

Film dość męczący ze względu na swoją formę, ale niektóre spostrzeżenia bardzo ciekawe. Na pewno za długi i raczej powinno się wprost przyjąć konwencję dokumentalną.

My French Film Festival

7 edycja

Kolejna edycja festiwalu filmów francuskich. Czyli prawdziwa uczta, bo przede wszystkim darmowa, dla zwolenników przeintelektualizowanych, pretensjonalnych i zwyczajnie nudnych obrazów tej jednej z gorszych na globie kinematografii. Czy tym razem coś pozytywnie zaskoczy? Wątpię.

Bez zarzutu

Bezrobocie

Po zwolnieniu z pracy, Constance znajduje się w ciężkiej sytuacji finansowej. Gdy dowiaduje się, że agencja nieruchomości, w której zaczynała karierę, poszukuje pracowników, wyjeżdża z Paryża do swojego rodzinnego miasteczka. Jednakże zamiast niej, agencja angażuje dwudziestoletnią Audrey. Świat Constance wali się. Odtąd jej jedyną obsesją będzie unicestwienie Audrey i odzyskanie miejsca pracy.

"Bez zarzutu" to film w tradycji Chabrola, udany debiut. Historia kobiety o twardym, nieustępliwym charakterze, która jest równocześnie zabawna i niepokojąca. Dzięki imponującej aktorce postać posiada niemal matafizyczną siłę.

Cleo od piątej do siódmej

Relacja live

Cleo, młoda, ładna piosenkarka czeka na wyniki badań lekarskich. Odwiedza wróżkę, przeżywa strach, błądzi po ulicach i kawiarniach Paryża, kokietuje lub wpada w panikę, krąży między swoim mieszkaniem i parkiem Montsouris, przeżywając 90 niezwykłych minut. Na świat otwierają jej oczy kochanek, kompozytor piosenek, przyjaciółka i na koniec żołnierz.

Ogry

Trupa z komediami Czechowa

Idą z miasta do miasta, z namiotem na plecach, ze spektaklem na karku. Wnoszą marzenia i zamęt do naszego życia. To ogry, olbrzymy, które żywią się teatrem i połykają kilometry.
Ale wkrótce pojawi się dziecko, wróci dawna kochanka i znów otworzą się rany, które już zarastały blizną.

Dyskutanci, sztywniaki, kuracjusze, pantoflarze, zwolennicy mrożonek filmowych i posiadacze abonamentów do kin z czerwonymi, aksamitnymi fotelami stwierdzą oczywiście, że te ogry są zbyt żywiołowe, za bardzo w stylu Rabelais'go czy Felliniego, że za dużo krzyczą, zbyt chętnie się dzielą i są przesadnie szczodrzy. Ale szkoda nam ich. Szkoda, że już ich nie ma. Ale jest Lea Fehner. Brawo!

W poszukiwaniu ultra seksu

Kosmiczne jaja

Stylizowane na lata 70-te pełne seksu komediowe wytłumaczenie dlaczego obecnie ludzie na naszej planecie mają ochotę na bzykanie. Wydaje mi się, że wcześniej tez mieli. Śmieszne to jest może przez 10 minut. Ciągle ten sam motyw: rozpasanie erotyczne na ziemi i próba powstrzymania na stylizowanym na co najmniej Star Treka pokładzie statku kosmicznego. Nieco, że słabe - to jeszcze trwa prawie godzinę.

Nieustraszona

Libanka

Kolejny „ważki” temat – emigranci. Ładna młoda dziewczyna, Libanka, jedzie do Paryża. Tam wprasza się do koleżanek, a później do kolegi. Ale nigdzie nie zagości dłużej miejsca. Jak młoda dziewczyna nie może znaleźć pracy i ma problemy z utrzymaniem się naprawdę trudno dociec. Wystarczyłoby żeby zatrudniła się w kawiarni i ze swoją urodą dorobiłaby się na samych napiwkach. Twórcy filmu drążą jednak temat złego traktowania emigrantów i prowadzą bohaterkę przed sąd, który może ją uratować. Część widzów może i czeka z zapartym tchem na wyrok, ale ja osobiście czekałem tylko ze względu na to, że miła on zakończyć ta kolejną słabą produkcję. Zaletą jest jedynie naprawdę wyjątkowa uroda aktorki odgrywającej główną rolę.

Marguerite i Julien

Kazirodztwo

Opowieść historyczna o wielkiej kazirodczej miłości. Zrealizowana bardzo topornie, przez co ciężko się ogląda. Najlepszy w całym filmie jest dźwięk ryżu sypanego po ceremonii ślubnej.

 

W końcówce próbowano rozbudzić emocje procesem sądowym i skazaniem bohaterów, ale to dla tych nielicznych, którzy wcześniej nie usnęli.

Ten nowy

Dwie imprezy

Nastolatek z rodziną przyjeżdża do Paryża. W nowej szkole czuje się zagubiony. Próbuje nawiązać kontakt z rówieśnikami: przynosi słodycze, zaprasza ich do siebie, organizuje imprezę. Ale nie tak łatwo wejść w nowe środowisko. Łatwiej mu idzie z innymi „wykluczonymi”: niepełnosprawną dziewczyną, wyobcowanym chłopakiem i Szwedką mówiąca łamiącym francuskim.

Mogło być całkiem nieźle, ale przede wszystkim brakuje pomysłów. Pół filmu to dwie imprezy. Raz wpadamy w nastrój absurdalno-komediowy, a chwilkę potem w dramatyczno-tragiczny. Szkoda, że nie rozwinięto scenariusza i przede wszystkim zmarnowano potencjał tkwiący w interesujących bohaterach. Bo każdy z nich coś w sobie miał, ale reżyser nie miał pomysłu na żadnego z nich.

Demony

Strachy na lachy

Ciężki film, pełen niedopowiedzeń. Bohaterem jest nastolatek, który wszystkiego się boi (czuję do niego sympatię bo miałem/mam to samo). Ale co się dziwić, jak w najlepszej scenie filmu koledzy zamykają go w przy-basenowej szafce na ubrania. Tyle, że złe przeczucia chłopaka zaczynają się sprawdzać. Co prawda nie dopada go AIDS, ale w okolicy ginie inny młody chłopak.

Wnikliwe obejrzenie tego filmu podnosi jego wartość. Ale trzeba być bardzo uważnym, bo wielu rzeczy trzeba się domyślać. Można na tym filmie usnąć, a można się nim zachwycić.

Pełno jest niedopowiedzeń, cięć scenariuszowych, urwanych dialogów. Najlepiej wczuć się w myślenie nastolatka – wówczas może się ten film spodobać. Oczywiście nie w pozytywnym znaczeniu, bo to obraz przygnębiający: o lękach, przeczuciu i ludzkiej niegodziwości.

Krzywda

Cedric

Tytuł odnosi się do mężczyzny (Cedric) wciąż mieszkającego u rodziców: wyraźnie upośledzonego i niezdolnego do samodzielnego funkcjonowania. Podczas przyjazdu siostry z mężem, ujawniającej fakt zajścia w stan błogosławiony, Cedric próbuje namówić rodziców o zgodę na swój pierwszy wyjazd – do Austrii.

Teatralny film - akcja dzieje się praktycznie w jednym pomieszczeniu. Oparty na dialogach. Napięcie stopniowo rośnie, ale ostatecznie góra rodzi mysz. Oczekiwałem, że się co najmniej pomordują w końcówce.

Paczka Juliette

Gwałt na imprezie

Tym razem średni metraż. Niestety film również średnio udany.

 

Na imprezę w domku na prowincji tytułowa Juliette zabiera swoją nową, lekko puszystą, koleżankę Maglone. Zaczyna się do zabawy, tańców, alkoholu. Ale dzień później wychodzi próba gwałtu. Obie strony mają swoją wersję wydarzeń.

 

Zbytnio przegadany i pozbawiony emocji film. Zrobiony raczej niechlujnie. Temat ciekawy, z potencjałem. Średnio wykorzystanym.

Dwie mamy

Emigranci

Ośmioletnia Aida mieszka z rodziną na obrzeżach Paryża. Kiedy jej ojciec wraca z Senegalu, kraju, z którego pochodzą, cała rodzina przeżywa wstrząs: ojciec nie wrócił sam, towarzyszy mu młoda Senegalka Rama, którą przedstawia jako swoją drugą żonę. Aida, widząc rozpacz matki, postanawia pozbyć się nowo przybyłej.

Zasłona milczenia

Niechciane porody

W 1968 r. Marianne ma 19 lat. Zostaje umieszczona w domu dla młodych dziewcząt z dala od rodziny i przyjaciół. Spotyka tam inne dziewczęta, których sekret zaważył na ich życiu.

Panic

Pierwszy dzień szkoły

Znana już widzom Festiwalu impresja o przygodach Kowboja i Indianina, które są taki zabawkami dziecinnymi, a nadzór nad nimi sprawuje koń.

Pomysły jakie mają twórcy tego filmu nakazuje okazać szacunek dilerom, którzy dostarczają im odpowiednie środki.

 

Tym razem bohaterowie mają taki problem, że chcą jechać na wycieczkę, a tutaj trzeba iść do szkoły. Oszukać konia się nie udaje i trzeba siedzieć na nudnych lekcjach. Pojawia się jednak alternatywa w postaci wyprawy w kosmos. Trzeba tylko podać odległość do Księżyca. Sposób w jaki nasi mało bystrzy, a na pewno nie zdolni do obliczenia tej wielkości, próbują wygrać pomysł to niezła jazda. Zagadkę rozwiązuje świnka, ale czy uda jej się odeprzeć nieuczciwe ataki bohaterów.

 

Jazda na całego. Tak głupie, że autentycznie zabawne.

W głębokich wodach

Brat przed porodem

Bardzo ciekawa animacja poruszająca temat wpływu okresu płodowego na całe życie. Dla tych, którzy uważają, że życie człowiek zaczyna się dopiero w momencie porodu.

Bardzo sprawna realizacja, dzięki czemu udało się w trakcie 12 minut zainteresować widza problemami bohaterów.

Wiadukt

Powrót brata

Chłopak rysuje graffiti na murze nad autostradą. Przejeżdżający partol rozpoczyna pościg. Moz namieć wrażenie, że to nagminny grafficiarz niszczący mienie. Jednak po udanym pościgu wraca do domu gdzie umawia się na wyjazd na lotnisko przywitać brata wracającego z misji wojskowej.

Zaskakująca końcówka pozwala inaczej spojrzeć na ten króciutki film. Nie zawsze należy oceniać ludzi po ich bieżącym czynie, bo mogą mieć głębsze pobudki.

Ciało i wulkany

Serduszko

Nudne i smutne. O dziewczynce Laurze, która ma problemy ze zdrowiem. Konkretnie z sercem.

Dobrze, że krótkie.

1992

Gej

Dostałem obuchem w głowę. Bo nie ma nic gorszego od francuskiego filmu o młodym homoseksualiście. Niektóre sceny są tak dosłowne, że wyjątkowe niesmaczne. Nasz bohater najpierw onanizuje się przed telewizorem, ale szybko nawiązuje romans z pracownikiem szkolnym. Scena ich zbliżenia erotycznego to jedna z najobrzydliwszych scen kina gejowskiego. Na tej zasadzie to można kręcić porno. W tym 25 minutowym filmie jeszcze zmieścił się konflikt syna z ojcem. A wartościowym w tym wszystkim jest tylko utwór przy napisach końcowych.

Ostatni Francuz

Multi-kulti

No proszę. Zorientowali się, że wpuścili samych imigrantów. Bohaterem jest Remi - co prawda muzułmanin, ale ostatni biały w towarzystwie na podwórku. Chłopak chce wstąpić do armii.

 

I w zasadzie to cała fabuła. Film krótki, ale i tak zabrakło pomysłów.

O cieniach i skrzydłach

Ptakopodobne

Produkcja bardzo ciekawa animacyjnie, ale trudna do rozkminienia interpretacyjnie.

 

Przez 12 minut po ekranie wędrują jakieś stwory ptakopodobne i chyba ma to większy. Jaki? W tym właśnie problem, że nie wiadomo.

 

Ciekawostka: jest to film szwajcarski. Co robi na festiwalu filmów francuskich – też nie wiadomo.

Formalność

Star Trek versus Gwiezdne Wojny

Krótkie filmy to ozdoba tego festiwalu, i nagroda za wszystkie minuty nudy.

Kilkunastominutowa „Formalność” jest prawdziwą perełką przypominającą klimat Tarantino.

Zlecenie zabójstwa ma być formalnością. Ale czy tak łatwo będzie zabić znajomego z branży?

Spotkanie w restauracji i dyskusja o kinie. Nawet bez powodu można zastrzelić kogoś, komu Star Trek miesza się z Gwiezdnymi Wojnami.

Hydraulik

Jęczenie

Krótki filmik o podkładaniu dubbingu pod film porno. Po pracy aktorzy idą do domu i oglądają

SPOILER:

jęki tenisowego pojedynku kobiet. Pomysłowe.

Przemoc zbiorowa

W czarnej burce

W tym krótkometrażowym filmie zagrał sam Vincent Cassel. Policję nęka nocami tajemnicza postać biegająca w czarnej burce. Równolegle śledzimy rozważania przestępcy.

Ciekawy filmik z zaskakującym zakończeniem.

Konwencja genewska

Ustawka w lesie

Ustawka w lesie za dług w wysokości 40 EURO.

Ugoda w postaci fuchy - sprzedawanie bułeczek pod szkołą.

Przeciętne scenariuszowo, ale nieszkodliwe - bo krótkie.

Za to bardzo sprawnie zrealizowane pod względem montażowo-zdjęciowym.

4XD Françoise Dorléac

Wspomnienie

Króciutki filmik przedstawiający uroczą kobietę – głównie w tańcu.

Był częścią projektu filmującego młode aktorki w 1964 roku. Jego pojawienie się w tegorocznej edycji jest związane z 50 rocznicą śmierci Françoise Dorléac.

French Film Festival

6 edycja

Festiwal Filmów Francuskich odbywa się przez bity miesiąc na przełomie stycznia i lutego. Specyfiką tej imprezy jest fakt, że filmy są do obejrzenia wyłącznie w Internecie. Idealny pomysł na zimowe mrozy. Bez wychodzenia z domu można sobie obejrzeć przegląd najnowszego (a nawet starsze) kina francuskiego. Problem w tym, że jakby kazano mi wybrać jedną kinematografię, której do końca życia nie można mi oglądać to wybrałbym bez wahania francuską. Szukanie jakiegoś dobrej filmu z tego kraju, nie mówiąc już o wybitnym, jest zadaniem ponad moje siły. Komedie są nieśmieszne, dramaty pretensjonalne, sensacje głupie. Nie wiem, może pornosy mają dobre, ale nie oglądam.

 

Dlaczego więc poświęcam te 40 godzin na początku roku na ten festiwal? Ano żeby utwierdzić się w moim przekonaniu o beznadziejności kina z Paryża i okolic. Czy aby na pewno we Francji bez zmian. Nie oczekujcie więc pochwał, recenzje będą pełne hejtu, uprzedzeń, uszczypliwości i czepialstwa.

 

Tegoroczna edycja festiwalu miała jeszcze jakiś nietypowy podział na kategorię. Zamiast tradycyjnych konkursowych i pozakonkursowych, albo długo i krótkometrażowych, jakaś mądra głowa wymyśliła bloki tematyczne. W każdym było po kilka filmów. Sekcje były więc następujące:

  1. „French kiss” – czyli jak zrozumiałem z wolnego tłumaczenia coś o miłości, chociaż nie do końca romantycznej, jak wynikało z samych filmów. W tej sekcji cztery filmy:

    1. Henri, Henri

    2. Liczę do trzech

    3. Piękne lato (tego film w Polsce był niedostępny)

    4. Zamki z piasku

  2. „In your face” – pod takim tytułem to równie dobrze mogło być kino porno. Ale były dwa filmy społeczno-polityczne:

    1. Alleluja

    2. Historia pewnego Francuza

  3. „Paris Comedy” – czyli francuskie komedie cechujące się tym że są albo nieśmieszne, albo żenująco nieśmieszne, albo po prostu nudne. Tutaj załapały się trzy obrazy:

    1. Caprice

    2. Miłość po francuski

    3. Randka w ciemno

  4. „Crime Scene” – czyli kino sensacyjno-kryminalne, którego akurat francuzi nie potrafią kręcić. Tutaj załapały się trzy obrazy:

    1. Seryjny zabójca nr 1

    2. Upalne lato

    3. Windą na szafot

  5. „Cinema, Cinemas” – to najprawdopodobniej filmy dokumentalne o francuskim kinie. Ponieważ były bez wersji polskojęzycznej, bez żalu można było sobie je podarować:

    1. Francuskie kino, mon Amour

    2. Reżyser(ka)

  6. „Animation” – krótkometrażowe filmy animowane, które mają to zaletę ze najczęściej są krótkie, a i zdarza się że są całkiem przyzwoite, w tegorocznej edycji niestety tylko trzy:

    1. M poszukuje K

    2. Niedzielny obiad

    3. Ostatnie południowe drzwi

  7. „Lost generation” – również filmu krótkometrażowe ale już fabularne, ukazujące raczej niezbyt pozytywny obraz współczesnego świata (tutaj akurat Francuzom trudno się dziwić, też można popaść w apatię przy ich obecnej sytuacji społecznej):

    1. Spróbuj umrzeć młodo

    2. Tułacz

    3. Życie jest do bani

  8. „Women’s tales” –na końcu krótkie filmy o kobietach i nastolatkach:

    1. Dziewczyny

    2. Lato Sary

    3. Problemy nastoletnich wilkołaków

    4. Upadek smoka

    5. Uziemiona

Czyli żeby pokazać 25 filmów podzielono ja aż na 8 kategorii. Pomijam to że niektóre do samej fabuły mają się jak pięść do nosa. Z tych 25 filmów udało się obejrzeć 22, bo tak jak wspomniano jeden był niedostępny w Polsce, a dwa dokumenty bez polskich napisów. W dodatku jeden z filmów był już wcześniej pokazywany w dystrybucji kinowej (Miłość po francusku) więc de facto wiedza o kinematografii francuskiej została wzbogacona o filmową lekturę 21 dzieł. Wniosek? We Francji bez zmian. Dalej robią filmy nudne, pretensjonalne, a perełki trafiają jak ślepej kurze ziarno – rzadko.

Henri, Henri

Rzekomo Amelia i Forrest Gump

Tytułowy (nie wiedzieć czemu podwójnie) Henri jest fachowcem od wymiany żarówek. W dzieciństwie (aż do osiągnięcia wieku dojrzałego) przebywał w klasztorze sióstr, ale że klasztor zlikwidowano, to przed Henri nie lada wyzwanie: poradzić sobie w normalnym świecie. A nie jest to dla niego zadanie łatwe, bo jest trochę ociężały umysłowo, i poza wymianą żarówek niespecjalnie sobie radzi życiowo.

Henri musi więc zamieszkać w nowym mieszkaniu i samemu zarabiać na życie. Wbrew obawom jakoś sobie radzi i nawet zakochuje się w niewidomej sprzedawczyni biletów z kina porno (niezły motyw, niewidoma się lepiej sprawdza bo widzowie niespecjalnie chcą być widziani w takim miejscu). Henri zaprzyjaźnia się również z panem Binotem, królem korniszonów.

Film ten miał bardzo dobre opinie i był wręcz określany jako połączenie Amelii z Forrestem Gumpem. W rzeczywistości brakuje jednak temu filmowy klimatu, dramaturgii i ciekawych pomysłów (jak w porównywanych filmach). Momentami staje się wtórny, a momentami wpada w nużąco francuską skłonność filmową.

Nie zdziwiłbym się gdyby tak film zagościł w normalnej dystrybucji filmowej, może bym się przy drugim obejrzeniu nawet do niego przekonał. Ale w internetowej wersji zupełnie mnie nie zachwycił, aczkolwiek nie był też najgorszym dziełem FFF.

www.youtube.com/watch?v=-PXPrB85iqM

Entuzjastycznie o filmie:

http://szczere-recenzje.pl/henri-henri/4205/#more-4205

Liczę do trzech

Trójkącik

Nie gdzie indziej, bo właśnie we Francji jest wzorzec kilograma i metra. Jakby zrobić wzorzec francuskiego kina to film „Liczę do trzech” bardzo dobrze by się do tego nadał.

Osią fabuły jest młoda dziewojka o muzycznym imieniu Mèlodie. Otóż panna ta wchodzi w życie dopiero co zamieszkałej pary Charlotte i Micha, która dopiero kupiła sobie mieszkanie i planuje razem przejść przez życie aż do końca. Ale nasza bohaterka najpierw „wtrampala” się do ich domu, potem podrywa Michę, a następnie zgodnie z zasadą „żeby życie miało smaczek raz dziewczynka, raz chłopaczek”. Żeby absurdów było dość jeszcze młoda para nawet nie domyśla się że o fakcie zdrady, a co dopiero kto jest jej źródłem. Głównym motyw film to scena jak Mèlodie całuje się z jedną osobą z pary, a druga właśnie wpada do domu i trzeba ukryć zajście. Dopiero pod koniec (sorry za spoiler) wszyscy się jarną i wspólnie pojadą sobie na romantyczny wyjazd nad morze – rzekomo najwspanialsze chwile w życiu tej żenującej podrywaczki.

Dlaczego ten film mógłby być symbolem kina francuskiego, a przynajmniej tego festiwalu? Ano dlatego że fabuła jest absurdalna, ujęcia są bezsensownie długie, motywacje bohaterów są pretensjonalne, a same postacie zamiast budzić sympatie - wkurzają i irytują, irytują, a nie śmieszą.

Ale byli też tacy, którym film się podobał:

http://szczere-recenzje.pl/licze-do-trzech/4142/#more-4142

www.youtube.com/watch?v=qRaUjpPf5WI

Alleluja

Makabryczna miłość

Film Alleluja nie jest mimo swojego tytułu bynajmniej obrazem religijnym. Jest to kino raczej makabryczne, trochę w stylu najlepszych twórców thrillerów. Oczywiście do kunsztu mistrzów, francuskim twórcom wiele brakuje i nadrabiają to makabrycznymi scenami: z krojeniem zwłok zabitych na czele, ale jakaś myśl przewodnia jest.

 

Film ma również uporządkowana strukturę podzieloną na rozdziały.

Na początku poznajemy główną bohaterkę: Glorię, kobietę odpowiedzialna za umycie i przygotowanie ciał zmarłych osób. Więc już pierwsza scena sugeruje, że nie jest to film pod jedzenie kolacji. Gloria, samotna kobieta już w dojrzałym wieku zakochuje się w Michel (to facet na szczęście, przynajmniej tym razem oszczędzono nam homoseksualnego wątku), któremu pożycza znaczną kwotę pieniężną. Jej ukochany okazuje się oszustem, który rozkochuje w sobie kobiety w celu pozyskania kaski. Ale to nie kończy ich związku. Glorii wcale nie przeszkadza profesja ukochanego, a wręcz zaczynają działają razem. I to drastycznie wykorzystując profesję Glorii. Ale nie wszystko się w tym i tak dziwnym związku układa, bo Michael nie traktuje swoich romansów jedynie jako środka pozyskania gotówki, ale czasami jako romans sam w sobie. To już Glorii mniej się podoba.

 

Film nie jest klasycznym thrillerem. Mimo swojej fabuły wpada raczej w maniery kina ambitnego. Niestety więc momentami jest nudnawo, dialogów nie ma, są za to długie, zdecydowanie zbyt długie ujęcia.

Obrzydliwe sceny nie są tutaj żadnym środkiem mającym ukazać ciekawą fabułę, ale celem samym w sobie. Niestety tym najbardziej film rozczarowuje, chociaż akurat ta fabuła miała potencjał. Stracona szansa boli jednak częściej bardziej od pomysłów od początku chybionych.

Historia pewnego Francuza

Na fali problemów z uchodźcami

Film zaczyna się od mocnego uderzenia. Francja, lata 80-te ubiegłego wieku. Grupa nacjonalistów francuskich brutalnie „przywołuje do porządku” imigrantów jednoznacznie wyrażając swoje niezadowolenie z faktu przyjazdu do Europy. Jakże aktualna sytuacja w kontekście kryzysu, który obecnie rozrywa całą Unię Europejską. Lider bojówkarz Bruno wydaje się stały w poglądach.

 

Jednak tylko pierwsza połowa ma taki charakter. W pewnym momencie główny bohater staje się przykładnym obywatelem. I to niestety kładzie cały film na łopatki. Bo tak naprawdę nie wiadomo co chciano nim przekazać.

 

Kto wie czy nakręcony kilka miesięcy później po nasileniu problemu uchodźców nie przybrałby innego charakteru. A tak to powstał filmik o zupełnie nieprzekonującej, pozbawionej argumentacji i motywów przemianie głównego bohatera. Do chociażby filmu „Imigranci” się nie umywa.

Caprice

Virginie Efira

Caprice to typowa francuska komedia, czyli mało śmieszna, nielogiczna i bez pomysłu.

 

Głównym bohaterem jest brzydki nauczyciel uczący w podstawówce. Jakimś cudem poznaje swoją ulubioną i piękna aktorkę (Virginie Efira), i to co w normalnym filmie byłoby przejściem do science-fiction - o tyle we francuskim to normalka, stają się parą. Ale to nie koniec absurdów scenariuszowych. Okazuje się że nasz brzydal wcale nie zachwycony takim związkiem i ciągnie go do – powiedzmy sobie szczerze – jednak mniej urodziwej, ekscentrycznej artystki (Anaïs Demonstier) tytułowej Caprice, więc jak rozumiem jej wątek jest tutaj najważniejszy.

 

Głupie to jak widać na potęgę, ale fanom francuskich filmów się może spodobać, czego dowód TUTAJ.

Warto jedynie dla Efiry, bo trzeba to przyznać: brzydka nie jest.

Miłość po francusku

Virginie Efira po raz drugi

Czasami się zdarza, że w ramach FFF pokazywane są filmu już znane polskiej widowni. Tak właśnie jest z filmem Miłość po francusku, który jeszcze w 2013 roku był w Polsce w normalnej dystrybucji kinowej.

 

Fabuła jest nieszczególna: kobieta w wieku średnim, samotna, ukierunkowana na karierę zawodową, poznaje w samolocie młodego chłopaka. Dotąd traktowana jako sztywniara, zauważona z tak młodym chłopakiem staje się obiektem plotek. I generalnie na tym nieźle wychodzi. Chociaż jej zachowanie jest często niespójne i nielogiczne (wiadomo – francuska fabuła).

 

To co jest naprawdę w tym filmie na wysokim poziomie to rola Virginie Efira. Bardzo umiejętnie oddaje tutaj postawę doświadczonej, samotnej, ale wciąż kobiecej i pięknej. Bez dwóch zdań – miss FFF jest niepodważalne.

 

Żeby nie było za pięknie to irytujący jest Pierre Niney, a już scena w której występuje w reklamie jest zwyczajnie irytująco.

Film niestety jeszcze ma bezsensowne zakończenie, co upewniło mnie w mojej negatywnej ocenie z wizyty kinowej, chociaż nie ukrywam że tym razem Efira mnie tak fascynowała (nie tylko urodą, ale i doskonałym aktorstwem), że był moment w którym film oglądało mi się całkiem przyjemnie. Co WAŻNE - Efira nie jest Francuzką, urodziła się w Brukseli.

Randka w ciemno

Dźwięko(nie)szczelna ściana

Randka w ciemno” oparta jest na bardzo ciekawym pomyśle. Pianistka (śliczniutka Lilou Fogli) wprowadza się do nowego mieszkania. Ale już pierwszej nocy ma dość. Coś jest nie tak, jakby straszyła. Po drugiej stronie mieszka młody mężczyzna (Clovis Cornillac) trudniący się wymyślaniem różnych łamigłówek i maszyn (np. szachy w kilku wymiarach).

Zagadka rozwiązuje się dość szybko – otóż ściana pomiędzy mieszkaniami jest tak że przepuszcza każdy dźwięk. No więc wynalazca zniechęca każdego nowego lokatora, ale pianistka nie daje się. Muszą więc jakoś ze sobą żyć.

 

Ogólnie film jest spokojny i jakoś nie męczy. Chociaż odrobinę rozczarowuje, bo bardzo dobrym otwarciu. Aktorzy grają bardzo swobodnie i chyba dobrze czują się w tym scenariuszu. Z czasem zaczyna brakować pomysłów, zresztą nie trudno przewidzieć jaka będzie linia fabuła.

 

Najlepszym pomysłem są skomplikowane machiny. Naprawdę szacunek dla realizatorów, bo musieli się nad tym trochę napracować.

Upalne lato

Najsłabszy film edycji

Upalne lato” to chyba najsłabszy film tegorocznego festiwalu. Akcja dzieje się w niewielkim miasteczko, podczas jak już wiadomo z tytułu ciepłego lata. Mieszkańcy obawiają się młodego chłopaka, który pojawia się blisko ich domostw. Ale czy na pewno to jego mają się obawiać.

 

Film jest naprawdę słaby. Nie ma żadnego napięcia, trudno w ogóle się zorientować o co bohaterom chodzi. Scenariusz napisałbym że jest słaby, ale nawet nie jest scenariuszem, to jakieś szczątki fabuły. Aktorzy nudni, nawet nie ma ładnej dziewczyny, a ta która jest w kręgu zainteresowań tego chłopaka chwiejna i dziwaczna.

 

Strata czasu na ten film.

Windą na szafot

Klasyka broni się mocno

Czas na klasykę kina i od razu poziom wzrasta. Windą na szafot to film znakomity w sposobie realizacji i z całkiem znośnym scenariuszem.

Zupełnie nie odpowiedni dla osób cierpiących na klaustrofobię. Główny bohater bowiem po zabiciu swojego szefa i upozorowaniu samobójstwa (nie próbujcie tego w swojej pracy) zorientuje się że popełnił drobny błąd. Wraca, ale na naprawę jest już za późno. Utknie w piątkowy wieczór w służbowej windzie. Tymczasem jego samochód kradną młodzi ludzie. Akcja dzieje się więc wielowątkowo, ale jest dobrze zmontowana. A pamiętajmy że film powstał w 1958 roku. Powoli dowiadujemy się o prawdziwym motywach zbrodni, a na ekran wkracza żona zabitego oraz inspektorzy prowadzący śledztwo.

 

Można zrobić solidne kino sensacyjne praktycznie z niczego. Ano można. To nie przypadek, że do dziś Windą na szafot ogląda się z wypiekami na twarzy.

M poszukuje K

Namalować kobietę

Długie fabularne filmy załatwione. Czas więc na krótki metraż, który ma tą zaletę że nawet jak jest słaby to przynajmniej w miarę szybko się kończy. Na początek dosyć intrygująca produkcja „M poszukuje K”. Tytuł nie trudno odszyfrować, wiadomo że rzecz idzie o stosunki damsko-męskie. Mężczyzna jest malarzem, ale ma kryzys twórczy. Wyrusza więc na poszukiwanie drugiej połówki, albo modelki do swoich obrazów.

 

Dość ciekawa animacja, sympatyczny klimat, ogląda się całkiem dobrze, chociaż brakuje jakieś puenty (chyba że nie zajarzyłem).

Niedzielny obiad

Rosół z rodziną po sobotniej imprezie

Pochleje człowiek w sobotę, obudzi się skacowany, a tutaj jeszcze rodzina się zbiera na niedzielny obiad. Kto z nas nie ma takich traumatycznych wspomnień. Zgrabna, kilkunastominutowa animacja raczej w czarno-białej stylistyce. Można obejrzeć, chociaż potencjał był większy.

Ostatnie południowe drzwi

Dwie głowy

Postacie w animacji „Ostatnie południowe drzwi” mają jedną dużą głowę i druga taką malutką (trochę to może symbolizować duszę, ale może to moja nadinterpretacja). Jak spotykają człowiek a z jedna głowa to traktują to jako dziwadło. Bohaterem jest mały chłopiec, który wędruje po korytarzu i wchodzi do kolejnych drzwi. Pomysł jest dobry, realizacja tez przyzwoita, ale brakuje linii scenariuszowej, czyli tak naprawdę nie wiadomo do czego jest krótki filmik prowadzi i co chce przestawić. Ale w sumie warto poświęcić te kilkanaście minut.

Please reload