Sputnik 2018 - 12 edycja

Przyszedł listopad – czas na Sputnik. W tym roku trochę później. Nasuwa się nawet na azjatyckie Pięć Smaków.
Kina te same: centrum festiwalowe w Lunie, do tego Elektronik i Iluzjon. Oraz jeszcze kilka miejsc.
Jest jak zwykle Mały Sputnik. A także sporo wydarzeń towarzyszących. Nie ma niestety w tym roku nocnych maratonów.


Akredytacje bez problemów. Przyjmujemy taktykę wyboru filmów z głównego Konkursu Fabularnego, który zawiera 18 pozycji.


Nie jest to taki wysiłek jak Warszawski Festiwal, ale celujemy w ponad 20 seansów.

NU/牛

Rozpoczynamy w piątek o godz. 17.00. Bezproblemowy odbiór akredytacji i pierwszych biletów na trzy piątkowe pokazy.
Ludzi stosunkowo niewiele, ale może to być efektem dłuższego weekendu, jedenastolistopadowego. 


Nu to młoda Chinka mieszkająca w Moskwie poszukująca atrakcji seksualnych. Już na samym początku pokazuje swoje nagie ciało. 

 

Kameralny film, prawie bez fabuły. Ładnie sfotografowany. Ciekawe sceny erotyczne. Ale ogólnie nic wielkiego. Dopiero po napisach bohaterka wyjaśnia kluczowe motywy z fabuły, w tym znaczenie w języku chińskim swojego imienia.

Słonie mogą w piłkę grać

Krótka przerwa i kolejny seans w tej samej sali. Jest nawet reżyser, który niespecjalnie nas przekonuje. I jak się okazuje słusznie, bo film reżysersko jest na niskim poziomie.


Bohater filmu, antypatyczny kierownik z korporacji, podrywa młode dziewczyny. Robi to nad wyraz sprawnie, rozkochując w sobie kolejne młódki.


Film jest fatalnie skomponowany. Sama fabuła jest rwana, watki urywane, nowe sekwencje pojawiają się zupełnie bez sensu. Bardzo męczące kino, ze słabymi dialogami, kiepską kreacją głównego bohatera. 

Jedyny plus to faktycznie ładne dziewczyny, grane przez – co podkreślał reżyser – aktorki w odpowiednim wieku, a nie starsze studentki szkół filmowych.

Złe wrażenie pogłębiło jeszcze spotkanie z reżyserem, który był wyjątkowo nie miły. Na przykład na pytanie o pomysł na intrygujący tytuł odpowiada kobiecie, że chyba siedziała w telefonie, jak nie załapała jednej ze scen.

Wtopa.
 

Serce świata

Czekamy aż do 21:30 na ten film. A już po pierwszym kadrze Gosia odgaduje, że widzieliśmy go na WFF.
Usprawiedliwia nas tylko zmiana tytułu (u Laudyna była „Istota świata”).

 

Film ciekawy, ale nie zasługuje na drugie obejrzenie, a więc po kilku minut jedziemy wcześniej do domu. Przynajmniej mamy czas na odlewanie nalewek.

PS. Film niespodziewanie zgarnął pierwszą nagrodę jury.
 

Pustka

Na drugi, sobotni dzień, wybieramy kolejne dwa filmy z Konkursu Fabularnego, nie zrażeni piątkowymi wtopami. 

Przed pierwszym filmem obecny jest również reżyser, który raczej nie zachęca zapowiedzią tematyki tatarskiej.

Bohaterem faktycznie jest rosyjski obywatel pochodzenia tatarskiego, wyznania muzułmańskiego. Powraca z wojny (zapewne w Czeczeni), popada w depresję powojenną.

Tematyka niezwykle ciekawa. Zarysowane również stosunki społeczne: niechęć do obcych. Zawodzi trochę reżyseria, która jest niespójna. Momentami film jest twardym dramatem społecznym, a momentami jakąś odlotową wizją. To szczególnie objawia się w metafizycznej, chyba niepotrzebnej, końcówce. Raczej taka forma nie pozwoli zainteresować szerszej widowni tym poważnym, często występującym w krajach biorących udział we współczesnych wojnach, problemem. 


Spotkanie z reżyserem po filmie mało ciekawe. Jedyna nasza kontestacja to taka, że na festiwal chodzą głównie mieszkający w Warszawie Rosjanie.
 

Historia pewnego powołania

Duże nadzieje wiązaliśmy z tym filmem, który otwierał tegoroczny Festiwal. Tym razem trochę więcej ludzi, ale ciągle szału nie ma.

Akcja toczy się w połowie XIX wieku w armii rosyjskiej do której wstępuje nowy rekrut - syn bogatego ojca. Rozpoczyna od najniższego stopnia. Powoli wdraża się w zwyczaje panujące  w rosyjskiej armii. Wkrótce jednak stanie przed trudną sytuacją.

Ukazane są stosunki w armii, kontakty z cywilami (oczywiście także miłostki), a w końcówce konsekwencje złamania regulaminu wojskowego – z sądem wojskowym na czele. Pojawia się również postać Lwa Tołstoja.


Zawodzi przede wszystkim reżyseria. Przez ¾ film jest chaotyczny, nudny i męczący. Gosia, która przespała zapytała tylko o czym oni ciągle tak gadali. Gdy już znikąd nie widać nadziei pojawia się ciekawa sekwencja sądu wojskowego z poprawną moralnie wypowiedzią Tołstoja oraz znakomita scena egzekucji. Ale to trochę mało jak na taki temat.

 

A był na te produkcję godny budżet, bo dołożył się sam Abramowicz, któremu twórcy filmu dziękują w napisach końcowych.


Z polskich akcentów należy wyróżnić rolę Łukasza Simlata oraz ogólne wrażenie że Rosjanie nie lubili nas już wówczas – może nawet bardziej niż teraz.

Małpki

11 listopada to niespecjalnie dobry dzień na kino rosyjskie, ale co roku tak się składa że na Marsz Niepodległości idzie się prosto z pokazów festiwalowych. W tym roku poranek wypełniły pokazy Małego Sputnika.\

Cykl kilkunastominutowych kreskówek o pociesznych, pomysłowych i psotliwych małpkach, na którymi próbuje zapanować pani Mama Małpa. 

Filmiki idealne na dobranocki powstały w latach 80-tych i 90-tych, ale animacja wygląda jakby była z 20 lat starsza. Ciekawe fabularnie, pozbawione dialogów, bez jakiejś głębszej puenty. Idealne dla kilkulatków, chociaż dzisiaj to już wstyd pokazywać. 


Pokazano w sumie 6 odcinków – co było odpowiednią dawką. Kilka motywów nawet fajnych, chociażby jak małpki kierowały samochodem. Ale ogólnie – do Wilk i Zając nawet się nie umywa.

Jesteśmy tą samą krwią, ty i ja - Teatr Apart

To nowość na Sputniku: teatr dziecięcy na scenie kinowej.

Historia dwóch stad zwierząt, z których jedno wychowywało ludzkie dziecko. Na podstawie Księgi Dżungli.

Fabułę trudno uchwycić z uwagi na rosyjski język, w dodatku mało wyraźny. Choreograficznie i tanecznie jednak ciekawie. Irytowało jedynie, że dzieciaki same sobie przeszkadzały głośnym gadaniem za prowizoryczną kurtyną.

Odyseja Piotra

Kino młodzieżowe. Powinno być ciekawe. Niestety nie było. 

Piotr to nastolatek, który uwielbia spędzać czas na daczy (taka podmoskiewska działka). Rodzice jednak planują wyjazd do Niemiec, co jest dla chłopca traumatyczną wiadomością (nie wiadomo czemu, pewnie wiele rosyjskich dzieci chciałoby mieszkać w bogatszym kraju).

 

Chaotyczny scenariusz, bardzo słabe aktorstwo. Tak naprawdę to nie bardzo wiadomo o co w tym wszystkich chodzi. A historia oparta na faktach.


Jedynym ciekawym motywem lecący z radia utwór polskiego zespołu Perfektu.
Po seansie spotkanie z twórcami, którzy na samym początku są pytani o tę polską piosenkę.

Spitak

Po rekordowym frekwencyjnie Marszu Niepodległości powrót na ostatni seans. 

Film nawet całkiem ciekawy, tym razem z sekcji Kalejdoskop Nowego Kina.

Tragiczne trzęsienie ziemi w Armenii. Akcja ratunkowa i gehenna uwięzionych pod gruzami.

Ciekawy jest motyw unieruchomionej pod gruzami matki i małej dziewczynki. Poszukuje ich ojciec, który wcześniej opuścił Armenię.

Klimat filmu jest trochę surowy, nie wszystkie sceny są potrzebne. Ale są też takie, które robią piorunujące wrażenie.
 

Inna ja

Zrobili nam wolny poniedziałek z okazji Stulecia Niepodległości. Korki ogromne, ciężko było zdążyć do Elektronika na ten bardzo ciekawy, jak się okazało film.

Nastolatka Eliza mieszka w rozpadającym się domku ze swoją podupadająca na zdrowiu matką i ojczymem - alkoholikiem. Odwiedza ich też siostra matki – paniusia z miasta. Eliza ma chłopaka, ale coś ją cały czas trapi, czego wyraz daje w swoich mrocznym, niczym z twórczości Beksińskiego – obrazach.

Dobrze skomponowana historia z mocnymi zwrotami akcji. Tylko w kilku momentach wkrada się chaos. Dodatkowo film jest bardzo plastyczny, a momentami nawet "odjechany". Finalnie porusza jednak niezwykle poważny problem. Świetna kreacja głównej bohaterki. Piękne ujęcia operatorskie.


Nie mamy już siły w ten dodatkowo wolny poniedziałek przebijać przez całą Warszawę do Luny i odpuszczamy sobie kolejny seans, wybierając "Dziadka do orzechów" w Arkadii.

Muszę opowiedzieć

Frekwencja marniutka, może ze względu na wtorek godz. 17. Rosyjskie dokumenty to najczęściej wtopy – ale tym razem okazał się miłą niespodzianką. Chociaż słowo "miła" źle koresponduje z tematyką.

Wstrząsająca historia litewskiej żydówki Mascha Rolnikaitė, która cudem przeżyła koszmar holokaustu.

Forma może nie jest rewelacyjna: gadanie bohaterki, stare zdjęcia, trochę wkręceń współczesności (korespondująca sielanką w porównaniu do koszmaru II Wojny). Jednak sama historia robi piorunujące wrażenie. Może takich filmów jest na pęczki, ale wciąż robią wrażenie.

Głębokie rzeki

Środa w Elektroniku, czyli trochę niewygodnie. Dwa filmy z głównego konkursu. Na pierwszy Ogień zapowiadający się na wizualny film Władimira Bitokowa.

Fabuła toczy się przy wyrąbie drzew. To rodzinny biznes. Jeden z synów wraca do rodziny. Pojawiają się jakieś konflikty.

Przypomina się trochę polska „Siekierezada” – swego czasu laureat Festiwalu w Gdyni, a dzisiaj już zapomniany film. Fabuła tej rosyjskiej jest monotonna, rozwleczona i trochę nieoczywista. To przeszkadza. Trochę pod koniec się ożywia, ale brakuje dobrego podkładu. Lepsze wrażenie sprawia warstwa wizualna. 


Z ciekawostek – to pierwszy film zrealizowany  w języku kabardyńskim. 


Był reżyser – po seansie długie, ale mało ciekawe, głównie ze względu na idiotyczne wypowiedzi widzów, spotkanie.

Car-ptak

Tytuł zachęcający.

Samotna chatka w Jakucji w okresie tuż po rewolucji październikowej. Mieszkają w niej samotnie staruszkowie. Niespodziewanie pojawia się ptak. Jest ranny. Mieszkań mu pomagają, a on im się potem odwdzięcza. Niestety pojawiają się również mało roztropni żołnierze.

Melancholijne kino. Bardzo mało się dzieje. Film oparty jest na drobnostkach, które trzeba dostrzegać, aby się wdrożyć w klimat. Pod koniec jest trochę ciekawiej, ale dla odmiany smutno.

Kameralny film. Z długimi, zbyt długimi - scenami. Napięcie buduje proces więzi człowieka i drapieżnika. Opowieść pełna symboliki i historycznych aluzji. Tylko dla zainteresowanych tematyką i odpornych na minimalistyczne tempo narracji.

Było spotkanie, ale już niewygodne fotele w Elektroniku nie skłaniały do dłuższego siedzenia.

Kryształ

Tym razem film spoza sekcji konkursowej.

Pierwsze lata po odłączeniu Białorusi od ZSRR. Bohaterka chce uzyskać wizę do USA. Zostawia jednak w ambasadzie fikcyjny numer telefonu. Musi udać się na prowincję do właściciela numeru.

Sama fabuła ma zbyt wiele dziur scenariuszowych i prostych braków. Na pewno dałoby się to bardziej wiarygodnie ułożyć. Film jednak ma ciekawy klimat, uwypuklających chęć ucieczki z porosyjskiej rzeczywistości. Ciekawa wizja trochę już zapomnianego okresu, bo w Polsce było w końcu bardzo podobnie. Udane zestawienie małomiasteczkowej mądrości z wielkomiasteczkowymi ambicjami. Trochę słabe sceny erotyczne – zbyt przerysowane.


Po seansie ciekawe spotkanie z twórcami.

Dwoje

Z festiwalem Sputnik jest jakoś tak dziwnie, że po odbębnieniu całej masy słabych filmów, gdy już wydawałoby się „znikąd nadziei” przychodzą seanse poruszające. W tym roku trzeba było czekać na takowy aż do czwartku.

Córka milionera, właściciela korporacji, wyjeżdża ze swoim mężem – pracownikiem tejże firmy na szaloną wyprawę przez lasy i jeziora. Ojciec próbuje kontrolować to szaleństwo. Wychodzą jednak coraz większe problemy małżeńskie.

 

Ciekawa fabuła, ale najlepszy jest sposób jej opowiadania z powolnym odkrywaniem faktów za pomocą retrospekcji i skoków w czasie. Świetnie zagrane przez najważniejszych aktorów. Ale także zachwycający wizualnie. Najlepszy bezsprzecznie film z tegorocznego konkursu, a więc ... nie miał żadnych szans na jakąkolwiek nagrodę zmanierowanego jury.

Dowłatow

W czwartek był najlepszy film festiwalu, to w piątek trafił się najgorszy, przerywając dobrą serię. Ale sami go wybraliśmy.

Tydzień z życia bardzo popularnego, chociaż w Polsce słabo znanego rosyjskiego pisarza – Siergieja Dowłatowa.

Film pod każdym względem fatalny. Nawet udział polskich aktorów nie pomógł.

Sputnik 2017 – 11 edycja

Festiwal filmów rosyjskich, który ma wiele zalet, i prawie tyle samo wad.

Bardzo szeroki przegląd najnowszych propozycji, ale również wiele filmów z poprzednich edycji.

 

Główny konkurs filmów fabularnych obejmował 13 projekcji, bardzo zróżnicowanych. Były filmy bardzo dobre, głównie tragikomedie, były urokliwe, ale też była cała masa przeciętnych, które raziły przede wszystkim fatalną reżyserią.

 

Dodatkowo kalejdoskop filmów, w których było bardzo wiele ciekawych produkcji, w tym filmy których nie powstydziłaby się kinematografia amerykańska: katastroficzny film o pilotach samolotu pasażerskiego (Załoga), dwa filmy kosmiczne: o pierwszy locie człowieka (Czas Pionierów) – 1965r., awarii satelity (Salut 7) – 1985r.

 

Wydarzeniem był nowy film Andrieja Zwiagincewa (autora słynnego Lewiatana) "Niemiłość", na który tylko dzięki Gosi się dostaliśmy. Kto wie czy to nie będzie laureat Oscara (był nominowany, ale niestety przegrał).

 

Nie podarowałem sobie z ubiegłorocznych zwycięzców znakomitego „Ucznia”, przy okazji Gosia nadrobiła ta zaległość.

 

Szerokim łukiem omijałem natomiast filmy dokumentalne oraz mistrzów kina Andrieja Konczałowskiego i Siergieja Eisensteina.

 

Był również Mały Sputnik z wieloma atrakcjami poza filmowymi oraz kino VR.

 

Organizacja często pozostawiała wiele do życzenia: wiele opóźnień, słabe spotkania z twórcami. Wadą festiwalu jest również kino Luna, które do najwygodniejszych nie należy, poza tym słychać dźwięki z drugiej sali.

 

Niezbyt fortunny jest również termin – po zmęczeniu Festiwalem Warszawskim i już w chłodnej atmosferze, chociaż to akurat do rosyjskości pasuje.

Czas pionierów

Tradycją Sputnika są nocne maratony. Ta szczytna idea pozwala nadgonić kilka filmów, w tym roku tylko dwa, ale za to długie. Z drugiej strony siedzenie w Lunie do 4 w nocy wymaga samozaparcia. W tym roku było warto, bo organizatorzy przygotowali dwa znakomite i emocjonujące filmy o kosmicznych dokonaniach Kraju Rad.

 

Połowa lat 60-tych ubiegłego roku to Zimna Wojna, która przeniosła się na poziom wyścigu kosmicznego. Wynik znamy: Rosja pierwsza w kosmosie, Amerykanie na Księżycu.

 

Film się odnosi do sytuacji w 1965 roku. Rosjanie obawiając się przyśpieszenia procesu przez USA decydują się o dwa lata przesunąć swoją próbę. Wszystko jest wiec robione na wariackich papierach. Wpisuje się w to główny bohater, którego poznajemy jeszcze jako pilota samolotowego, który w obliczu awarii katapulty cudem ratuje samolot i życie.

 

Film bardzo szczegółowo, ale w ciekawy sposób prezentuje cała historię od przygotowania, samego lotu, aż po dramatyczną akcję ratowania kosmonautów. Pewnie wiele było ukolorowania całej historii, ale dzięki temu znakomicie się to ogląda. Ciekawi mnie tylko dlaczego to nie Gagarin był pierwszy.

 

Świetny scenariusz, dobre aktorstwo, ale również przyzwoity budżet – może trochę za długi film (szczególnie, że seans rozpoczął się przed północą), ale wyraźnie wzorowany na amerykańskich patetycznych filmach kosmicznych. W sumie dziwne, że nikt nie nakręcił jeszcze dobrego filmu o pierwszej misji na Księżyc (filmu Apollo 13 nie liczę) – no chyba że spiskowa teoria o sfałszowanym filmie autorstwa Kubricka jest prawdziwa …

 

W każdym razie nie ma dwóch zdań – ruscy byli pierwsi w kosmosie, a kto nie wierzy to niech obejrzy Czas pionierów. Znakomity film.

Karp rozmrożony

Starsza pani Jelena Michajłowa, emerytowana nauczycielka dowiaduje się o poważnej chorobie serca, od lekarza którego zna od małego chłopaka. Prosząc go o szczerość otrzymuje informacje o dużym ryzyku nagłej śmierci. Jelena mieszka w starej chatce sama, syn wyjechał do miasta olewając wiejską miłość, robi karierę jako prelegent i zupełnie nie interesuje się starszą matką. Kobiet postanawia więc załatwić formalności związane z ewentualnym pochówkiem. No ale jest do tego potrzebny akt zgony …

 

To film utrzymany w konwencji tragikomicznej, poprowadzony lekką i sprawną ręką reżyserską. W istocie jednak ma dość smutny i przygnębiający wydźwięk, szczególnie wśród widzów którzy z podobnymi problemami zetknęli się albo jako dzieci podeszłych w wieku rodziców, albo już jako samotni domownicy, którzy w razie potrzeby nie mają na kogo liczyć. Z drugiej strony to także film o tym jak spokojnie i w sposób wyważony (wręcz metodyczny) można podejść do umierania.

 

Pomysłowy scenariusz i wyważone aktorstwo. A do tego po raz drugi na festiwalu uroczy motyw zwierzęcy: karp prawie jak koza z „Byli sobie” ma wpływ na rozterki bohaterów”.

Jezioro Wostok. W górach szaleństwa

Słaby film mimo tak ciekawe materiału. Jedynie kilka sekwencji zdjęć ciekawych. Na szczęście koniec z dokumentami tym filmem, w tym gatunku albo Rosjanie sobie nie radzą, albo jest tak słaba selekcja.

Tatiana i jej dzieci

Imieninowy maraton pięciu filmów rozpoczynam dokumentem, który utwierdza mnie tylko w słuszności decyzji o odpuszczeniu sekcji „Rosja w dokumencie”.

Straszne nudy i nie wiem zupełnie o co chodziło głównej bohaterce. Poza rodzeniem dzieci.

Uczeń

Ubiegłoroczny zwycięzca. Chciałem sprawdzić ten film drugi raz, a Gosia go przeoczyła. Warto było. To jednak świetny film. Więcej: TUTAJ

Jedyna nasza wizyta w Iluzjonie. Festiwal ograniczyliśmy do Luny, a był jeszcze w Elektroniku.

Lodołamacz

Rosyjski Titanic.

 

Udaje się wyhamować przed górą lodową. A nawet uciec. Tyle, że utknięcie w lodzie ogranicza możliwości. A góra lodowa sama wraca. Wśród załogi bunt i absurdalne pomysły. Bałagan nie do opisania. Historia z połowy lat 80-tych ubiegłego wielu. Pojawia się już Gorbaczow, ale jeszcze pełna komuna. Chociaż jeśli chodzi o ruski bałagan to niewiele się po zmianie ustroju zmieniło.

Film niestety bardzo przeciętny. Niewykorzystany potencjał. Szczególnie reżyseria kuleje, co jak widać jest największa bolączką współczesnego kina rosyjskiego.

Mój morderca

Kolejny niewypał. Skomplikowany kryminał, dla mnie nie do przebrnięcia ze względu na azjatycki styl i trudność w rozróżnianiu twarzy. A tytuł rozbudził nadzieje.

Jak Witia Czesnok wiózł Liochę Sztyra do domu opieki

Najdłuższy tytuł na festiwalu. film jedynie przeciętny. Trochę komedii, trochę absurdu, trochę Tarantino. Niespójnie scenariuszowo. Za to bardzo kolorowo. Takie słabiutkie „kino (absurdalnej) drogi”.

Rosyjska czerwień

Dwie Brazylijki (ładna i … sympatyczna) przyjeżdżają do Moskwy na próby teatralne.

 

Koszmarnie źle zrealizowany film. Ciężko wysiedzieć. Jak ktoś by usnął to wybudzi go absurdalna kłótnia dwóch pań.

 

Film w ramach cyklu „Okno na Europę”, który - jak widać słusznie, sobie odpuszczamy.a

Boże cielę

Utrzymana w tonie humorystycznym opowieść o chłopku roztropku ze wsi, który w pierwszej części filmu jest zatrudniony do wyłudzania kredytów, a w drugiej do sprzedaży nikomu niepotrzebnych rzeczy.

 

Bardzo slaby film reżysersko, ale również aktorsko. Trudno polubić głównego, irytującego bohatera.

Scenariusz też niedopracowany, nie wiadomo o co w ogóle twórcom chodzi. No chyba o to, że nie zawsze dobrze zmienić pracę z przerzucania gnoju we wsi na zarabianie kasy w mieście.

Anna Karenina. Historia Wrońskiego

W ramach Kalejdoskopu Nowego Kina Rosyjskiego. Mimo Gosi urodzin postanowiliśmy przecierpieć ten film.

 

Niestety nudy na potęgę. Retrospekcja wielkiej miłości z wojennego szpitala polowego. Niestety rosyjskiej literatury (Tołstoj) nigdy nie mogłem ścierpieć, a i ekranizacje niewiele lepsze. Nawet grająca Kareninę aktorka - niespecjalnie ładna.

Niemiłość

Hit Festiwalu. Pokaz Specjalny. Film już nagradzany w Cannes i kandydat do Oscara.

 

Nawet dla dziennikarzy biletów nie było. Gosia jakoś wydębiła od Natalii Walki, i siedzieliśmy zgodnie z umową gdzieś z boku na krzesłach.

 

Rozwód. Byli małżonkowie sprzedają mieszkanie. Najmniej przejmują się nastoletnim synkiem. Oboje są również w nowych związkach. Chłopaka prawie nie ma w tym filmie, poza sceną w której płacze w kąciku. Wkrótce da o sobie znać właśnie swoją nieobecnością. Rozwodnicy będą musieli w obliczu nowych wydarzeń zmienić swoje podejście do życia.

 

Mimo oskarżeń o antyrosyjskośc temat filmu jest bardzo uniwersalny. Taka sytuacja mogłaby zdarzyć się w każdym kraju. Nawet rosyjskie służby są przedstawione w pozytywnym świetle.

Oczywiście jak to u Zwiagincewa film jest trudny w odbiorze: minimalistyczny, z wolną narracją i niedopowiedzeniami. Ale jako całość robi wrażenie – uważam, że jest dużo lepszy od przesadzonego Lewiatana. Jak dostanie Oscara nie będę miał żadnych obiekcji.

Poganie

Do miejskiej rodziny (muzyk, pośredniczka handlu nieruchomościami, wiecznie pijany malarz i niepokorna córeczka) przyjeżdża dawno nie widziana . I zaczyna ewangelizację. Początkowo nawet przynosi ona efekty: wuj przestaje pić, a muzyk znajduje pracę u księdza. Matka jest dłużej niepokorna. zupełnie nie udaje się przekonać córki, która ma w życiu inne przekonania. Kończy się tragicznie.

 

Film trochę przypomina ubiegłorocznego zwycięzcę Sputnika „Ucznia”, głównie z powodu skrajnych podejść do religii. Bardzo ciekawa produkcja, chociaż pewnie można było więcej wycisnąć, szczególnie w końcówce.

 

„Poganie” są adaptacją sztuki Anny Jabłońskiej, która w wieku 30 lat zginęła w zamachu terrorystycznym. To biorąc pod uwagę tematykę sztuki, na podstawie której zrealizowany film, też chichot historii.

Byli sobie

Gdzieś na odludziu mężczyzna wspina się na wiatę żeby złapać zasięg telefonu. Dzwoni z pretensjami o kolejne przerwy w dostawie prądu. Winny jest wadliwy, przestarzały transformator jeszcze z 1973 roku (co prawda najlepszy rocznik, ale widać nie dla ruskich transformatorów). Przyznaje, że w wiosce mieszka jedynie 4 mieszkańców.

Oprócz prądu największy problem jest z kozą, która nie wiadomo jak - znajduje się w różnych dziwnych miejscach typu: dach, piwnica, albo nawet środek rzeki na tratwie.

 

Niezwykle urokliwy film, który wprost uwiódł widzów Sputnika. Wiele się o nim mówiło, w samych superlatywach. Ale nagrody publiczności nie wygrał, jednak Arytmia była lepsza (chociaż nie wierzę w to liczenie).

Dziewczyna z kosą

Kilka, rozgrywających się równolegle - w wieczór sylwestrowy, historii:

  • chłopak uwięziony w windzie,

  • dziewczyna próbująca popełnić samobójstwo,

  • brak groszku do sałatki,

  • spóźnione zakupy,

  • mąż w obliczu konfliktu żony z jego matką,

  • snob niezadowolony z niepełnego zamówienia sushi i jego dziewczyna szukająca miłości, a nie seksu.

Wszyscy mieszkają pod tym samym adresem (Zamorienowa 48), w jednym bloku. A ulicami Moskwy, nie bez problemów, bo nikt z nią nie chce jechać, podąża kostucha w postaci młodej zakapturzonej dziewczyny. Do kogo zmierza?

 

To też był kandydat do nagród, ale nic nie dostał. Film jednak z pewnością spodobał się widzom, utrzymując typowy dla kina rosyjskiego absurdalny komediodramatyczny nastrój.

Arytmia

Ruska odpowiedź na polski Botoks Patryka Vegi.

Oleg pracuje w pogotowiu. Film się zaczyna trochę podobnie jak produkcja Vegi od humorystycznej wizyty lekarskiej u hipochondryczki, której pracownik pogotowia wciska że przyjęcie do szpitala wymaga ogolenia głowy, a następnie oferuje jej holenderską pigułkę na wszelkie schorzenia. Nieszablonowe postępowanie lekarza wywołuje jednakże wiele skarg. Ale Oleg w rzeczywistości jest oddanym lekarzem, z widoczną intuicją medyczną, dla którego najważniejszy jest pacjent. Dla ratowania życia ignoruje zakaz transfuzji krwi świadków jehowy, na zawale pacjentki poznaje się dużo szybciej niż lekarze w szpitalu, a umierającej dziewczynce pomaga, w najlepszej sekwencji w całym filmie, chirurgicznym nacięciem. W pogotowiu obowiązują jednak coraz bardziej absurdalne przepisy utrudniające skuteczną interwencję, szczególnie po zmianie kierownictwa. Przychodzi nowy dyrektor wprowadzając nieżyciowe wymagania i dążąc do ich przestrzegania. Utrudnia to pracę zespołom medycznym. Konflikt narasta, a Oleg nie przejmując się nowymi restrykcjami, samodzielnie podejmuje decyzje.

 

Równolegle prowadzony jest wątek osobisty. Oleg lubi sobie wypić. Żona ma już tego dość i podczas rodzinnego spotkania smsem proponuje rozwód. Ale Oleg nie ma gdzie się wyprowadzić, śpi w kuchni na ziemi przy lodówce, a jak przyjdzie okazja organizuje kolejne libacje alkoholowe. Te sekwencje mają komediowy charakter, ale podobnie jak wątek lekarski z wolna przechodzą w dramat.

 

Film Borisa Chlebnikowa umiejętnie przechodzi więc od lekkiego kina, poprzez wiwisekcję pracy ratowników medycznych aż po dramat społeczny. Zapewne dlatego budzi dużą sympatie widzów, czego efektem była nagroda publiczności na Otwartym Rosyjskim Festiwalu Filmowym „Kinotawr” w Soczi. Nagradzany jest również odtwórca głównej roli Aleksandr Jacenko. Jego główna rola jest wprost znakomita.

Film urzekł również na warszawskim festiwalu filmów rosyjskich Sputnik wygrywając zarówno decyzją jury, jak i głosowanie publiczności. Taka jednoznaczność werdyktów jest bardzo rzadko spotykana. Chyba więc warto wprowadzić go do dystrybucji kinowej?

Jego córka

Nareszcie coś przyzwoitego. Minimalistyczna, ale bardzo umiejętnie wyreżyserowana opowieść sentymentalna. Starsza babcia wspomina lata dzieciństwa w wiosce gdzieś na dalekiej Syberii (Jarkuck). Film operuje głównie obrazem, ale robi to na tyle umiejętnie, że można się identyfikować z bohaterką z sentymentem wspominającej swoją młodość, a tym samym podsumowując całe życie.

 

Nawet myślałem, że film zostanie doceniony ale jury wolało beznadziejne produkcje o porwaniu samolotu (Zakładnicy) i likwidacji kopalni (Cała nasza nadzieja). Ale jak Kuba Czekaj (ten od Baby Bumb) był w jury, to czego się spodziewać.

Bliskość

Czwarty film Sputnika i czwarte rozczarowanie. Co ciekawe „Bliskość” zebrała już całą masę nagród, nawet FIPRESCI na 52. MFF w Cannes 2017. Może dlatego, że to debiut ucznia Sokurowa. Trafił również, po kilku miesiącach po Sputniku, do dystrybucji w polskich kinach.

 

 

Ogólnie z całego filmu zrozumiałem tylko tyle, że było jakieś porwanie Żyda.

 

Film wprost fatalny reżysersko, nic się nie kleiło. Rozumiem debiut, rozumiem manię stylu Sokurowa, ale na nazwisku nauczyciela daleko się nie ujedzie. Już powoli po tym seansie zwątpiłem w sens tegorocznego Sputnika.

Cała nasza nadzieja

Kolejny zmarnowany temat. Bardzo niechlujnie zrealizowany film. Nie wiadomo, czy bardziej opowiada o sytuacji w kopalni, czy życiu osobistym. Z trudem wysiedziałem, a na końcu jeszcze się dowiedziałem, że to tylko pierwsza część.

 

Ale jury znowu doceniła taki gniot za: „dojrzałą próbę rozliczenia się z trudną rosyjską rzeczywistością. W świecie pełnym nadziei i rozczarowań przedstawienie prawego i odważnego bohatera”.

Zakładnicy

Film przenosi nas do 1983 roku w Gruzji będącej wówczas częścią Związku Radzieckiego. Nikt nie spodziewa się przełomu i ludziom pozostaje albo żyć tak jak można, albo uciekać. Na tą drugą ewentualność decyduje się grupa młodzieży.

 

Film Rezo Gigieniszwili jest projektem trzech państw, w tym również Polski i ma ambicje zagościć w szerokiej dystrybucji np. we Francji.

 

Osobiście bardzo mnie rozczarowała ta produkcja, przede wszystkim niechlujną kompozycją, słabą reżyserią i fatalną gra aktorską. Oglądałem z bólem. Ciekawe było jedynie porównanie ówczesnych zabezpieczeń w lotach pasażerskich z dzisiejszymi standardami. Porwania samolotów były wówczas na porządku dziennym, a na pokładach paliło się papierosy i wnosiło metalowe przedmioty z pistoletem włącznie.

 

Mam wrażenie, że można było z tego materiału zrobić świetny film. Ale bardziej sensacyjny. A twórcy chyba chcieli pójść w kierunku dramatu.

 

Wielkie było moje zdziwienie, jak film został wybrany przez jury i uhonorowany II nagroda w Konkursie za cytuję: „spełniony obraz młodych ludzi, którzy stają się zakładnikami własnych marzeń, za co płacą najwyższą cenę”.

Trzy dni do wiosny

Tyle mogę napisać o tym filmie, co widziałem przez 20 minut (niestety inne obowiązki nie pozwoliły mi obejrzeć całości). I było kiepściutko. Raczej wątpię żeby się rozkręciło, bo szczególnie słaba reżyseria raziła.

10 Sputnik

Warszawska edycja w dniach 3-13 listopada. Termin nienajlepszy, ale jest akredytacja więc najwięcej jak się uda opiszemy.

W programie:

Petersburg

Siedem reżyserek, siedem różnych epizodów:

  1. „Sny Józefa” – na planie filmowym

  2. „Dziewczęta” - ciąża

  3. „Poranek” - głuchoniemy

  4. „Selfi” - samobójczyni

  5. „Most Aniczkowa” - konie na moście i pilotka wycieczka w dialogu z kowbojem

  6. „Po prostu koncert” - chór męski

  7. „Wyprowadzanie psów” – specyficzna fucha

Niektóre całkiem pomysłowe, niektóre niespecjalne. Więc nierówno. Ale ogólnie warto obejrzeć. Szczególnie na zakończenie – potem winko i odpoczynek na rok od kina rosyjskiego.

Uczeń

Laureat Grand Prix.

Będzie w polskich kinach.

Opisaliśmy ten film TUTAJ

O miłości

Film „O miłości” to hit tegorocznego Festiwalu. Mozaikowa opowieść o miłości w Moskwie, przesiąknięta humorem i erotyzmem. Rewelacyjnie się ten film ogląda, aczkolwiek za wiele pewnie nie pozostaje. Ale i tak zasłużył na szerszy OPIS

Dobry chłopiec

Nadpopudliwy acz pomysłowy nastolatek, długie nogi pani od angielskiego, obfity biust córki dyrektora szkoły i system 12/36 - to atuty tego  słodko-gorzkiego filmu stworzonego przez uroczą reżyserkę.

Znalezisko

Minimalistyczny, a ekscytujący.

Sekwencja ratowania tytułowego znaleziska wciągająca widza w samo centrum wydarzeń. Nawet przeprawa przez rzekę trzyma w napięciu jak ostatnie minuty mecz Legia-Real.

Piękne zdjęcia i mądre dialogi:

"może lepiej sparzyć się za młodu żeby wiedzieć jak boli"

Kontrybucja

Długi, ale znakomity film.

Wojna w Rosji. Wojska Białych zajmują miasto. Brakuje pieniędzy. Pada więc pomysł sięgnięcia do kieszeni najbogatszych. W Pałacu pojawia się szóstka lokalnych magnatów finansowych.

Akcja praktycznie przez blisko 3 godziny rozgrywa się w jednym miejscu, a i tak intryga, głównie kryminalna a nie wojskowa, trzyma w napięciu. Udało się zbudować świetny klimat w tym filmie.

Szkoda, że pewnie nie obejrzymy go w normalnej dystrybucji.

Windykator

Film jednego aktora. Od początku do końca na ekranie. Akcję podtrzymują jedynie rozmowy telefoniczne.

Bezwzględny, skuteczny windykator sam wpada w kłopoty. Jedna noc zmieni jego życie i postrzeganie świata.

Dość trudny w odbiorze film, bo bardzo trzeba się skupić na dialogach (mimo tylko jednego aktora). Ale bardzo wysoka frekwencja i zwycięstwo w Plebiscycie Publiczności.