"Dziewice i mężatki" - Teatr Ateneum

Znakomita charakteryzacja

Najnowsza premiera (12 grudnia 2015) warszawskiego Teatru Ateneum to adaptacja mało popularnej (i jednej z ostatnich) sztuki Moliera („Uczone białogłowy”) wystawiona pod tytułem „Dziewice i mężatki”, z wykorzystaniem przekładu Tadeusza Boya-Żeleńskiego w reżyserii Janusza Wiśniewskiego.

 

Rzecz dotyczy (oczywiście) skrywanych marzeń kobiet, stosunków z mężczyznami i różnorakich konfiguracji małżeńskich. Sam tekst – mimo że komediowy – nie jest łatwy i sporym wyzwaniem jest zainteresować współczesnego widza. Fabułą Moliera obecnie tłumów do teatru się nie przyciągnie.

 

Twórcy spektaklu udanie jednak podołali wzywaniu.

Pierwszym znakomitym zabiegiem była rewelacyjna charakteryzacja i kostiumy aktorów. Na scenie pojawiają się postacie tak dziwaczne, że momentalnie przykuwające uwagę widza, dzięki czemu może również zainteresować ich rola w przedstawieniu. Niektóre makijaże są tak doskonałe, że nawet popularni aktorzy (Ciunelis, Opania) są trudni do rozpoznania.

W sztuce bardzo subtelnie uwypuklone są wątki erotyczne (ale bez przekraczania granic dobrego smaku), które przykuwają uwagę widza i wywołują uśmieszki, bo jak wiadomo ten temat jest zawsze aktualny.

Świetna jest również scenografia, w zasadzie skromna, ale jednak w trakcie spektaklu znakomicie zorganizowana. Wykorzystane są również efekty wybuchowe i pirotechniczne, co nie pozwala spokojnie usiedzieć w wygodnych fotelach Teatru Ateneum.

 

Nie za długi – bo niewiele ponad godzinny – spektakl jest więc próbą uatrakcyjnienia Moliera na warszawskiej scenie teatru. Czy to się uda, to mocno wątpię. Ludzie wyszli ze spektaklu ukontentowani, ale frekwencja kilka dni od premiery na dużej scenie Teatru Ateneum nie jest powalająca.

Szkoda gdyby pomysłowość i trud twórców adaptacji z Ateneum poszedł na marne.

Please reload