13 Mar 2020

Koronawirus

BILANS 29-37

W styczniu Blazers w końcu dali swoim kibicom trochę radości. Udana wymiana z Sacramento, pozbycie się Bazemore i Tollivera, którzy najwyraźniej nie znaleźli klimatu w Portland, pozyskanie dobrze broniącego Arizy, zaskutkowało lepszą serią, a nawet wygranymi z czołowymi drużynami Zachodu.

W lutym wszystko jednak wróciło do słabej tegorocznej normy. W dodatku w ostatniej chwili przed weekendem gwiazd kontuzję odniósł Lillard, który musiał opuścić kilka meczów, a po powrocie wyraźnie się oszczędzał. Szanse na play-off po wyraźnych porażkach z Memphis, NOLA i Kings, czyli bezpośrednimi rywalami - sprowadzały się jedynie do matematycznych rozważań.

Światełkiem w tunelu miał być powrót Nurkicia zapowiadany na niedzielny mecz z Houston, który w dodatku miał się odbyć w korzystnej dla polskiego widza porze.

Niestety do powrotu Nurkicia, meczu z Houston, a może także zakończenia rozgrywek nie dojdzie. Kilka dni wcześniej bowiem pozytywny test na obecność nowego wirusa stwierdzono u środkowego Utah Jazz – Rudy Goberta, który w dodatku jeszcze dwa dni wcześniej wyśmiewał się z epidemii. Władze ligi zareagowały natychmiastowo zawieszając rozgrywki. Całe szczęście, bo kilka godzin później pojawiła się informacja o kolejnym zarażonym w zespole Jazz.

Wszystko więc wskazuje na to, że ten nieudany dla TrailBlazers sezon i tak zakończy się przed czasem, z trudnymi do przewidzenia rozstrzygnięciami.

03 Feb 2020

Remembering KOBE

BILANS 23-27

Poprawiło się. Styczeń był już dużo lepszy. Nawet dodatni. Szczególnie jednak gra jest na miarę ubiegłorocznego finalisty. Wygrane wyjazdy w Toronto, Houston i Los Angeles.

Ten ostatni wyjazd był szczególny. Tydzien wcześniej w katastrofie helikoptera zginął jeden z najlepszych koszykarzy wszechczasów Kobe Bryant. Lakersi akurat w meczu z Blazers uczcili pamięć swojej legendy.

Wracając do poprawy gdy Blazers. Na razie daje ona co najwyżej szanse na walkę o ósmą lokatę, a i to nie będzie proste bo Memphis gra również dobrze. A i tak skazuje to na pojedynek z faworyzowanymi w tym sezonie Lakersami, dodatkowo zmotywowanymi wielką tragedią. Nie wiadomo czy jest w ogóle szans zabijać się o tej playoffy. Dużo ważniejsze jest ułożenie drużyny pod nowy sezon, aby nie powtórzyła się tegoroczna wtopa.

Fundamentem poprawy jest znakomita forma Lillarda, który na wysokiej skuteczności w każdym meczu kręci rewelacyjne statystyki. Ale wyraźnie poprawiła się również gra zespołowa, obronna i zaangażowanie. Świetnie spisuje się Whiteside. Pierwszą piątkę po wymianie Bazemore’a uzupełnia kolejny weteran Ariza. Co raz lepiej spisują się rezerwowi – szczególnie Trent.

W kontekście spodziewanego powrotu Nurkicia przyszłość w drużynie coraz lepiej czującego się tutaj Hassana zaczyna być jeszcze bardziej dyskusyjna. Trudno wyobrazić sobie obu w jednym teamie. Z drugiej strony są przesłanki za Nurkiciem – jednak bardziej operującym na półdystansie i lepszym w zagrywkach obronnych. Ale statystyki bloków Hassana, ale także to że jest zdrowy i specyficzny dla rywala są ważnymi argumentami.

Los tegorocznego sezonu rozstrzygnie się wkrótce. Ale decyzje co do przyszłego będą dużo bardziej ważniejsze.

02 Jan 2020

TITANIC

BILANS 14-21

Tego nie przewidzieli najwięksi pesymiści. Ubiegłoroczni finaliści Konferencji Zachodniej, pomimo ciekawych roszad kadrowych są w sezonie 2019/2020 chłopcem do bicia. Co prawda wciąż mają realne szanse na awans do play-off, ale to wynik dużego rozwarstwienia sił ekip Konferencji Zachodniej. Od tych najlepszych Blazers dzieli w tym sezonie przepaść.

 

Pierwsze niepokojące sygnały pojawiały się już w okresie gier przedsezonowych. Blazers mieli duży problem z obroną strefy i takie pierwsze lepsze Suns śrubowało rekord w trafionych trójkach. Wydawało się jednak, że sygnalizowana dobra forma duetu Lillard McCollum wystarczy na dobry start, pomimo trudnego terminarza.

 

I zaczęło się przyzwoicie. Nawet jak przychodziły porażki to minimalne po ładnej walce, jak chociażby w pierwszym meczu z Nuggets. Blazers wygrali „na walce” trudny wyjazdowy mecz w Dallas, jak się później okazało to był największy tegoroczny wyczyn tej drużyny. Gra wyglądało co najmniej przyzwoicie – dobrze komponował się Whiteside, formą z ubiegłorocznych play-off popisywał się lider Damian. Bilans jednak był niespecjalny: 3-3 po pechowej porażce jednym punktem z Philadelphią.

 

Problem zaczął się od pozornie niegroźnej kontuzji Zacha Collinsa. Ten bardzo siłowo przepracował okres przedsezonowy, nabrał masy, pewności siebie – i miał wreszcie spełnić pokładane w nim nadzieje. Pozornie drobna kontuzja barku przerodziła się jednak w konieczność operacji i kilkumiesięczną pauzę. To zupełnie rozbiło drużynę, która przegrała z tegorocznymi outsiderami GSW (tyle, że tam spadku formy się spodziewano po kontuzjach kluczowych graczy). I nagle się wszystko posypało: w listopadzie Blazers wygrali tylko 5 spotkań, a różnica klasy w meczach z silniejszymi rywalami była przygniatająca.

 

Kierownictwo wpadło w popłoch i zrobiło najgłupsza rzecz jaką można zrobić, aby podtrzymać zainteresowanie kibiców. Sprowadziło sławnego emeryta. Pod koniec listopada w Portland zadebiutowała gwiazda pierwszej wielkości, ale nie najświeższej jakości - sam Carmelo Anthony. Melo zaangażował się w swoją rolę ratowania zespołu i nawet okazał się kilka razy pożyteczny. Ale na drużynę spadł kolejny cios – kontuzji doznał Hood. Tę kontuzję również można zrzucić na karb sztabu, który nie przejmował się niepokojącymi sygnałami płynącymi od Robina.

 

W grudzień Blazers weszli rozbici, ale jeszcze z nadziejami ze względu na bardzo korzystny terminarz. I faktycznie w połowie miesiąca udało się wygrać pięć meczów z rzędu i wspiąć na ósme miejsce, mimo ujemnego bilansu. Rozbudziło to nadzieję nielicznych jeszcze optymistów na doczłapanie się do play-offów, powrót po kontuzji Nurkicia i Collinsa pozwalające na nawiązanie walki z tuzami Konferencji Zachodniej.

 

Okres świąteczny zweryfikował te oczekiwania. Blazers przegrali kolejne pięć spotkań, i to już niekoniecznie z lidera. Zwieńczeniem degrengolady była noworoczna porażka ze słabiutkimi Knicks w Madison Square Garden, gdzie wielki powrót miał Carmelo.

 

Jak zwykle w przypadku tak zaskakująco złej postawy pojawia się wiele chybionych recept. Jedna z nich głosi, że to kontuzja Collinsa, który do tej pory w NBA zagrał wszystkiego jeden dobry mecz rozbiła zespół. Prawda tymczasem leży w fatalnym przygotowaniu do sezonu. Wprowadzenie Whiteside wymagało zmiany ustawienia, do którego niezbędna jest dłuższa seria treningów. Blazers natomiast w chwale sukcesu spokojnie sobie wypoczywali i myśleli że sezon wygra się sam. Taka piątka jak Lillard-McCollum-Anthony-Whiteside-Bazemore powinna siać postrach. Mając wsparcie ławki: Labissiere-Simons-Trent-Little spokojnie powinni walczyć z dodatnim bilansem o czołówce konferencji. Niestety jak na Titanicu po pewności siebie i dobrej zabawie przyszła seria błędów i statek BLAZERS nie tylko tankuje. On tonie. Tonie nie dlatego, że ze składu wypadło trzech drugoplanowych graczy, albo że najważniejsi grają słabo. Tonie bo nie zespołu, nie ma schematów w ataku i obronie, nie ma gry zespołowej, nie ma wsparcia trenera i całego sztabu. Tego raczej już nie da się uratować i marzenia o mistrzowskim Portland z Lillardem jako liderem najprawdopodobniej trzeb dołożyć ad acta. Szkoda. Bo ubiegłoroczny sezon pokazał, że potencjał był.

18 Oct 2019

Apetyty po finale

Przed sezonem

Rozbudzone apetyty po ubiegłosezonowym sukcesie skłoniły zarządzających w Portland do gruntownej przebudowy otoczenia. Trzon drużyny pozostał wokół liderów: Lillarda i McColluma. Trzecim muszkieterem miał być Rodney Hood. Wielkie nadzieje budził Zach Collins, który mocno przepracował sezon letni: nabrał masy i pewności siebie. W roli centra sprowadzono z Heat chimerycznego Hassana Whiteside. Jeszcze większe przebudowa na ławce rezerwowych. Pozbyto się Turnera i Leonarda, pozostał Labissière. Wśród nowych twarzy Kent Bazemore, Anthony Tolliver i Mario Hezonja. A jeszcze pojawił się doświadczony, chociaż kontuzjowany Paul Gasol. Na papierze wyglądało to optymistycznie.

 

Niepokój mogły budzić co najwyżej zbrojenia bezpośrednich rywali. Co prawda odpadli z walki o najwyższe laury GSW oraz za naszą przyczyną OKC, ale silne zespołu zbudowały obie drużyny z Los Angeles, wzmocniło się Houston, a silni jak w poprzednim sezonie pozostali Denver i Jazz. Groźne wydawało się również Dallas. Jednak prawie wszyscy kibice w Portland, ale również eksperci, w gronie faworytów Zachodu wymieniali również Blazers.

 

W umiarkowanie optymistycznym nastroju Blazers przystąpili do nowego sezonu, nie przejmując się nawet trudnym terminarzem.

Please reload