"Kong: Wyspa Czaszki" - Monarch (ocena 5/10)


1973 rok (najlepszy rocznik). Koniec wojny w Wietnamie. Do biura senatora w Waszyngtonie przybywa dwóch podróżników, jak się później okaże przedstawicieli tajnej organizacji Monarch. Namawiają na zorganizowanie wielkiej wyprawy na ostatnie niezbadane miejsce na Ziemi - Wyspę Czaszek. Senator nie wiadomo do końca dlaczego idzie na te układ i naprędce zorganizowana ekipa wojskowo-badawcza z uroczą panią fotograf wojenną (lub antywojenną) kilkoma helikopterami przez wielkie chmury burzowe wyrusza w nieznane. Jakimś cudem udaje się dolecieć, ale na wyspie już trup ściele się gęsto. A czego tam nie ma: ogromne stwory, zaginiony żołnierz z II Wojny Światowej, milczące plemię Indian, konflikt badaczy z wojskowymi ...


"Wyspa czaszki" bez żenady czerpie garściami z innych filmów, i to tak różnych gatunkowo jak "Czas Apokalipsy", "Park Jurajski" i "Predator". Problem w tym, że od siebie daje niewiele. Twórcy mnożą różne wątki i gatunki, ale przy żadnym dłużej się nie zatrzymują, serwując coraz to nowsze (acz odgrzewane) motywy.

Efekty specjalne niby są efektowne, ale ma się wrażenie jakby powstały 20 lat temu. Efekty 3D sporadycznie. King Kong jest uroczy - to trzeba przyznać, tyle że przebywa na ekranie góra 10 minut.

Uwaga - warto poczekać na scenę końcową po napisach.


Zwiastun:

Ostatnie posty
Search By Tags
Nie ma jeszcze tagów.
Follow Us
  • Twitter Social Icon