"Moje wielkie greckie wesele 2" - kolejna ucieczka z Chicago


Już jedynka „greckiego wesela” (hit kasowy z 2002 roku) nie przypadła mi do gustu. Więc z drugim odcinkiem tego słabego pomysłu nie mogło być wiele lepiej.


Cały ten film jest oparty na przesadnie mocnych więzach rodzinnych. Czyli nasza emigracyjna grecka rodzina mieszka w trzech domach obok siebie (żartem ma być że jeżdżą do siebie samochodem). A już nastoletnia dziewczyna ma całkiem przechlapane w szkole, więc jedyna szansa to ucieczka do college jak dalej można. Mogła sobie do Łodzi przyjechać studiować, to nikt by jej raczej nie nękał. Może poza Skowronkami.


Zgodnie z tytułem jakieś wesele muszą być i scenarzyści sobie wymyślają absurdalny pomysł, który ma być źródłem gagów, ale już tych gagów to niespecjalnie dużo wymyślili. Jedynym chyba ma być że tak naprawdę to prawie każdy jest Grekiem, bo pochodzi od Aleksandra Wielkiego. Grecja ostatnio ma na tyle słabe notowania, że faktycznie może z tego jest przysłowiowa „beka”. Jak już szukać jakiegoś jasnego elementu tego filmu to jest nim milcząca stara babcia, co dedykuję twórcom dzieła „Dama w vanie”.

To już drugi film po słabiutkiej „Wiernej” o opuszczeniu Chicago. Czy jest to związane z emigracją naszego Ojca Założyciela, czy ze sponsorowaniem miejscowego klubu przez polskich byłych (rzekłbym dosadniej że nawet skompromitowanych) prezydentów RP – trudno dociec.

W każdym razie uwierzcie (i weźcie pod uwagę przy ewentualnej decyzji o wycieczce do kina), że ta słabiutka ironia zawarta w niniejszej recenzji i tak jest dziesięć razy śmieszniejsza od całego tego filmu.



Ostatnie posty
Search By Tags
Nie ma jeszcze tagów.
Follow Us
  • Twitter Social Icon