„Tulipanowa gorączka” – Tulipomania (ocena 5/10)


Hossa na rynku tulipanów w Holandii w XVII wieku jest uznawana za pierwszy wzorcowy przykład zachowań giełdowych spekulantów. Nagły wzrost cen, handlowanie już nawet nie samymi kwiatami, a cebulkami (takie trochę kontrakty terminowe) – szybkie fortuny i jeszcze szybsze bankructwa. Znakomity temat na dobry film. Niestety „Tulipanowa gorączka” jedynie zahacza o ten fenomen, o czym ostrzegam wiedząc że nasz serwis jest czytany przez fachowców z branży giełdowej …


Film w reżyserii Justina Chadwick (który zresztą nic wielkiego na nakręcił) jest przekombinowanym melodramatem opartym na powieści Deborah Moggach. Reżyser zupełnie sobie nie radzi z przełożeniem historii książkowej na szklany ekran. Ucieka się więc to zabiegów typ: tłumaczenie z offu co się wydarzyło, skrótów, przeskoków w czasie. Ogląda się to z narastająca irytacją, szczególnie że sama historia tez jest dość prozaiczna: ładna dziewczyna z sierocińca wychodzi za podstarzałego impotenta szybko znajdując miłość w młodym malarzu. Pewnie by się dało coś z tego wyciągnąć, ale Chadwick chyba zwyczajnie nie potrafi. W tle jest kilka ciekawych scen odnoszących się do „tulipomanii”, bohaterowie bowiem chcąc wyrwać się ze swojej niskiej pozycji społecznej poprzez szybkie zyski na handlu cebulkami.


Chadwick wykazał się jedynie w castingu: Alicia Vikander jest urocza (ale aktorsko nie ma możliwości się wykazać), Christoph Waltz jest znakomity nawet w takiej szmirze co jest ostatecznym dowodem na wielkość talentu tego aktora, Judi Dench natomiast nawet nie próbuje się wykazać w tym chaosie reżyserskim.


Mógł świetny film finansowy, mógł być dobry melodramat kostiumowy, wyszła przeciętna adaptacja książki. Pewnie jest jak w kawale o kozach, które jadły taśmę filmową: „książka była lepsza”.


Zwiastun:

Ostatnie posty
Search By Tags
Nie ma jeszcze tagów.
Follow Us
  • Twitter Social Icon