„Wielki Marty”: pingpongista (ocena: 6/10 za Chalamet)
- Andrzej
- 15 minut temu
- 2 minut(y) czytania
Marty, pewny siebie sprzedawca butów robi karierę jako czołowy amerykański pingpongista. Jednak na mistrzostwa w Londynie pojawia się nikomu nieznany zawodnik z bojkotowanej po II wojnie światowej Japonii.
Dla współczesnego widza już same problemy finansowe bohatera są mało wiarygodne. Co prawda uprawia mało popularny w USA sport, jednak dzisiejsi mistrzowie są krezusami. Marty natomiast musi walczyć o pozyskanie środków pieniężnych na realizację swojej pasji, co staje się przewodnim motywem filmu. Dochodzi do wielu absurdalnych perypetii: od romansu z podstarzałą aktorką, poprzez katastrofę w wannie, aż po strzelaninę o psa. Wiele scen jest wręcz groteskowych i trudno je zaakceptować. Podobnie sam bohater nie jest do końca postacią pozytywną.
Dużo lepiej film radzi sobie w scenach pingpongowych. Mecze są emocjonujące dzięki sprawnemu montażowi i poprawnym ukazaniu reguł gry. Co prawda bardziej wnikliwi kibice dostrzegą błędy, jednak nie są one zbyt istotne.
Produkcja ma zawrotne tempo. Wiele się dzieje. Mimo metrażu seans się nie dłuży. Atutem jest znakomite oddanie realiów epoki – a należy zauważyć, że akcja dzieje się w co najmniej czterech różnych lokalizacjach. Magnesem jest także główna rola. Aczkolwiek Timothée Chalamet jako aktor dzieli publiczność. Pojawiają się zarówno zachwyty, jak i negatywne oceny. Niewątpliwie to główny pretendent do zapewnienia produkcji oscarowej nagrody.
Osobnym tematem jest ścieżka dźwiękowa. Dobór muzyki znakomity i robi on wrażenie. Jednak momentami podkład zagłusza sam film, co zdecydowanie utrudnia śledzenie akcji.
Jeden z faworytów tegorocznych nagród oscarowych jest ulubieńcem wielu krytyków i fachowców. Dla zwykłych widzów może jednak być filmem stosunkowo trudnym w odbiorze. Nie przez czas trwania, ale chaos narracyjny, specyficzne prowadzenie kamery i małą wiarygodność ekranowych wydarzeń.
„Wielki Marty” zaskakuje praktycznie w każdej minucie filmu. Dla wielu widzów wysokie oceny krytyków mogą okazać się mało uzasadnione.
Atuty:
charyzmatyczny bohater
szybkie tempo
stylizacja czasów
sceny pingpongowe
wychwalana rola Chalamet
roznegliżowana Gwyneth Paltrow
dobór utworów muzycznych
Mankamenty:
mało wiarygodny scenariusz
bliskie kamerowanie
chaos narracyjny
zbyt głośny podkład muzyczny
Polecane dla:
ciekawych filmów o czasach powojennych
fanów tenisa stołowego
doceniających grę aktorską Timothée Chalamet
chcących obejrzeć podstarzałą Gwyneth Paltrow w koszuli nocnej
psiarzy
Twórcy:
reżyseria: Josh Safdie
scenariusz, montaż: Josh Safdie, Ronald Bronstein
zdjęcia: Darius Khondji
muzyka: Daniel Lopatin
scenografia: Jack Fisk
dekorator wnętrz: Adam Willis
kostiumy: Miyako Bellizzi
dźwięk: Skip Lievsay, Joe White
obsada: Timothée Chalamet, Gwyneth Paltrow, Odessa A'zion, Kevin O'Leary, Tyler the Creator, Abel Ferrara, Fran Drescher, Penn Jillette, Koto Kawaguchi, Géza Röhrig
tytuł oryginalny: Marty Supreme
produkcja: Stany Zjednoczone
gatunek: komediodramat historyczno-pingpongowy
rok: 2025
data polskiej premiery: 30 stycznia 2026 roku
dystrybucja: Monolith Films
Obejrzany w kinie Cinema City Sadyba Best Mall, w czwartek 5 lutego 2026 roku o godzinie 20:20













Komentarze