„Mów mi Jimpa”: osoba niebinarna (ocena: 4/10 za Ono)
- 37 minut temu
- 5 minut(y) czytania
Nastoletnia Frances, identyfikująca się jako osoba niebinarna, wyrusza z matką, reżyserką, z Australii do Amsterdamu, by odwiedzić schorowanego dziadka Jima. To właśnie on przez lata kształtował ich spojrzenie na wolność, tożsamość i seksualność.
Australijska produkcja pokazuje środowisko LGBT w sposób codzienny, swobodny i wiarygodny. Opowieść prowadzi bohaterów przez zwyczajne sytuacje: rodzinne rozmowy, różnice w podejściu do wychowania, wspólną podróż do bliskich i oswajanie nowego otoczenia. Dzięki temu relacje wybrzmiewają naturalnie, a kwestie tożsamości i seksualności pozostają ważną częścią życia postaci, osadzoną w ich emocjach, charakterach i doświadczeniach.
Od początku uwagę przyciąga język używany wobec osoby niebinarnej, zwłaszcza sposób stosowania końcówek. Całość traktuje ten element jako organiczną część codzienności bohaterów, bez dodatkowego akcentowania. Właśnie ta zwyczajność daje historii siłę i wiarygodność, bo najważniejsze pozostają tu rodzinne więzi, napięcia między pokoleniami i próba odnalezienia bliskości w świecie różnych wartości.
Istotne jest miejsce akcji. Rodzina nieprzypadkowo wyrusza z Australii do Holandii. Amsterdam pełni tu funkcję miejsca-symbolu, miasta od lat kojarzonego z obyczajową swobodą, emancypacją i prawem do życia na własnych zasadach. To właśnie ta przestrzeń nadaje całej historii dodatkowy sens, bo staje się naturalnym tłem dla rozważań o tożsamości, seksualności i rodzinnych napięciach. Zarazem ten wybór nie wnosi do opowieści głębszej treści, bo działa głównie jako gotowy znak wyzwolenia obyczajowego, a znacznie rzadziej jako żywa przestrzeń.
Scenariusz pozostaje szkicowy i podporządkowany przede wszystkim interakcjom między postaciami, a nie wyraźnie poprowadzonej fabule. Owszem, pojawiają się kolejne etapy tej historii, ale ich ciężar dramaturgiczny okazuje się zbyt mały, by utrzymać uwagę na dłużej. W efekcie całość sprawia wrażenie rozwleczonej, a następne przegadane sceny stopniowo odbierają jej energię. Odbiór dodatkowo osłabiają same postaci, które budzą raczej dystans niż zaangażowanie.
Frances wyrasta na postać trudną do polubienia. Jej bunt i ostentacyjne podkreślanie własnej tożsamości sprawiają wrażenie pozy, a wątek uczuciowy pozostaje zbyt słabo zbudowany, by nadać tej sferze emocjonalną wiarygodność. To zaangażowanie ma przy tym ograniczony wpływ na rozwój akcji. Znacznie wyrazistszą figurą pozostaje dziadek, który zgodnie z ciężarem tytułowej postaci przejmuje uwagę. Jego barwna biografia zostaje zestawiona z chorobą i konsekwencjami ciężkiego udaru. Pozostaje postacią efektowną, ale moralnie daleką od jednoznaczności. Trudno bowiem patrzeć z uznaniem na człowieka, który własnej żonie oznajmił homoseksualność dopiero po latach wspólnego życia. Jeżeli taka postawa jest wzorem dla młodego pokolenia, to nie dziwi zagubienie życiowe wnuczki.
Słabo wypada także wątek matki jako reżyserki, bo ten rys funkcjonuje bardziej jako informacja o postaci niż realny element budujący jej charakter. Tym bardziej, że krył się w nim potencjał. Taki zawód mógł wnieść do opowieści ciekawą perspektywę: pokazać kobietę przyzwyczajoną do porządkowania rzeczywistości, nadawania sensu obrazom i kontrolowania narracji, która w życiu prywatnym stopniowo traci wpływ na rozwój wydarzeń. Zamiast wyrazistej bohaterki z własnym punktem widzenia pozostaje postać zepchnięta na dalszy plan. Relacja z dzieckiem, stosunek do ojca i cały emocjonalny bagaż tej bohaterki aż proszą się o pełniejsze rozwinięcie, bo właśnie tutaj mogło znaleźć się prawdziwe centrum tej historii.
Ciekawie wypada za to układ pokoleń. Dziadek, ukształtowany przez czasy znacznie mniej tolerancyjne, wyrasta na postać najbardziej obyczajowo wyzwoloną, żyjącą według własnych zasad i z dużą swobodą traktującą społeczne normy. Rodzice reprezentują środek: są bardziej stonowani, ostrożni, przywiązani do porządku i emocjonalnej kontroli. Najmłodsze pokolenie szuka z kolei własnej tożsamości już w rzeczywistości pełnej deklarowanej wolności, lecz właśnie ta szeroko otwarta przestrzeń prowadzi tu do zagubienia, chwiejności i moralnego rozproszenia. Taki układ dobrze pokazuje paradoks współczesności: największą wewnętrzną wolność zachowuje człowiek wychowany w epoce ograniczeń, podczas gdy młodość, otoczona językiem swobody i samookreślenia, porusza się po omacku i z trudem nadaje własnym wyborom trwały sens. Ten przekaz powinien wybrzmieć mocniej, ale osłabia go monotonia narracyjna.
Ważnym elementem filmu mogły się stać retrospekcje, które zostały zarysowane subtelnie, bez nachalnego objaśniania przeszłości. Nie przejmują narracji, ale pokazują historyczne tło współczesności. Sposób prowadzenia tych scen współgra z kameralnym charakterem całości, bo bardziej sugeruje, niż dopowiada wprost. Szkoda jedynie, że ten środek nie pracuje mocniej na pogłębienie postaci, ponieważ właśnie w powrotach do przeszłości krył się materiał, który mógł nadać większy ciężar opowiadanej historii rodzinnej.
Znana obsada miała potencjał na znacznie więcej, niż wynika to z ekranowego efektu. Najbardziej szkoda tu Olivii Colman, bo to aktorka stworzona do ról opartych na pęknięciu między emocjonalną siłą a wewnętrznym bezruchem. W tej historii mogła unieść cały ciężar rodzinnych napięć, dodać postaci matki głębi, nerwu i prawdziwego bólu, ale scenariusz zostawia ją w pół drogi, bez scen, które pozwoliłyby naprawdę wybrzmieć jej możliwościom. Podobnie John Lithgow buduje obecność wyrazistą, lecz opartą bardziej na gotowej charyzmie niż na pełnym rozwinięciu postaci. Aktorsko wiele tu się zgadza na poziomie warsztatu, lecz całość cierpi na brak mocniejszego materiału dramatycznego. W efekcie zamiast ról, które zostają w pamięci, pozostaje poczucie niewykorzystanej klasy i zmarnowanej szansy na znacznie mocniejsze emocje.
Obraz może jest słaby, nudny i pozbawiony wyrazu, ale przynajmniej nie nosi w sobie agresji wobec innych poglądów, które traktują LGBT jako wynaturzenie. Trudno jednak przejść obojętnie obok decyzji polskiego dystrybutora, który wprowadził ten tytuł do kin w Wielki Piątek. W polskich realiach taki termin wygląda jak gest obliczony na zaczepkę, a nie zwykły ruch repertuarowy. Zamiast budować zainteresowanie samym obrazem, dystrybutor dopisuje mu aurę ideologicznej prowokacji. Może tym zachęcić widzów nastawionych antykościelnie do wizyty w kinie, ale taki zabieg więcej mówi o strategii promocji niż o wartości samego dzieła.
„Mów mi Jimpa” wprowadzany do kin w Wielki Piątek to wprost jawny przykład jak środowisko LGBT jest prowokacyjne wobec konserwatystów.
Atuty:
wyrazistość bohaterów
interakcje między postaciami
swobodne pokazanie odmienności seksualnej
naturalne pokazanie środowiska LGBT
wiarygodne relacje rodzinne
czytelny układ trzech pokoleń
Amsterdam jako symbol wolności obyczajowej
spokojny ton narracji
trafne obserwacje o zagubieniu młodych
subtelnie zarysowane retrospekcje
solidna obsada
Mankamenty:
szkicowy scenariusz
mało angażująca fabuła
przegadane sceny
monotonne tempo
pretensjonalna postać nastolatki
spłaszczony wątek miłosny
zmarnowany potencjał matki
słabo wykorzystana Olivia Colman
dziadek jako wątpliwy autorytet
prowokacyjny termin polskiej premiery
Polecane dla:
zainteresowanych tematyką LGBT
fanów znanej obsady
odbiorców kameralnych dramatów
lubiących konflikt pokoleń
cierpliwych wobec powolnej narracji
przeciwników konserwatywnych wartości
Twórcy:
reżyseria: Sophie Hyde
scenariusz: Matthew Cormack, Sophie Hyde
zdjęcia: Matthew Chuang
montaż: Bryan Mason
scenografia: Bethany Ryan
muzyka: Nick Ward
dźwięk: Steve Fanagan
obsada: Olivia Colman, John Lithgow, Aud Mason-Hyde, Daniel Henshall, Kate Box, Eamon Farren, Hans Kesting, Zoë Love Smith, Romana Vrede, Tilda Cobham-Hervey, Cody Fern, Deborah Kennedy, Ani Sidzamba, Teun Stokkel, Naomi Janssens, Erle de Lanooi, Hanna van Vliet
tytuł oryginalny: Jimpa
produkcja: Australia, Finlandia, Holandia
gatunek: komediodramat LGBT
rok: 2025
data polskiej premiery: 3 kwietnia 2026
dystrybucja: Forum Film Poland
Obejrzany we wtorek 7 kwietnia 2026 roku o godz. 21:20 w kinie Cinema City Promenada












Komentarze