

„To, co zabijasz”: nauczyciel z sobowtórem (ocena: 5/10 za Turcję)
Kwintesencją ambitnego kina tureckiego, z typowo azjatycką formą narracji. Polskie wsparcie pozwala uatrakcyjnić film i pokazać go w kinach.


„Dreams”: romans z imigrantem (ocena: 5/10 za Chastain)
nazbyt ryzykowny punkt w karierze Jessiki Chastain — film przesiąknięty ostentacyjną erotyką, a przy tym zaskakująco pozbawiony chemii między postaciami


„Presence”: nawiedzony dom (ocena: 5/10 za Soderbergha)
dom, który straszy


„Dzikość”: Knepp Estate (ocena: 3/10 — za rewilding)
jest dokumentem skrajnie subiektywnym, głoszącym mocno kontrowersyjną tezę proekologiczną, w dodatku nudnym i monotonnym


„Tama”: siłowanie na rękę (ocena: 3/10 – za rzekę)
miała potencjał na poruszający dramat o miłości, dorastaniu i rodzinie, ale finalnie tonie w nudzie, bezbarwności bohaterów i wymuszonych wątkach, nawet ładne plenery i odrobina symboliki nie ratują produkcji, która po seansie pozostawia głównie frustrację i poczucie straconego czasu


„Zwierzę”: bo byku (ocena: 5/10 – za torreadorkę)
ambitnie próbuje połączyć realizm społeczny z metaforycznym kinem kobiecego doświadczenia, ale nie zawsze znajduje właściwą równowagę


„Nasze królestwo”: córka mafii (ocena: 5/10 – za Korsykę)
miał szansę połączyć rodzinny dramat i kino mafijne w nowej odsłonie, ale ugrzązł w nadmiernym minimalizmie


„Naga broń”: era VHS (ocena: 6/10 - za suchary)
Świadomie kiczowata, powtarzalna i chaotyczna, ale zrobiona z wyczuciem i wiernością oryginałowi.


„Życie Chucka”: jeden człowiek = cały świat (oceny: Ogień 8/10, Woda 4/10 – za Kinga)
Piękny, skromny film, do którego warto wracać. Przynajmniej do sceny tańca ulicznego. I koniecznie przeczytać opowiadanie Kinga.


„Kwiat ośmiu gór”: Monte Rosa (ocena: 6/10 - za Alpy)
oszczędny, ale wizualnie sugestywny dokument, który bardziej niż narracją operuje nastrojem i kontemplacją












