„Goldfinger”: Wielki Szlem (ocena: 6/10 za złoto)
- Andrzej
- 1 godzinę temu
- 2 minut(y) czytania
Agent 007 otrzymuje zadanie unieszkodliwienia tęgiego przestępcy specjalizującego się w przekrętach na złocie.
Tym razem scenariusz jest stonowany. Stawia na częstsze, ale mniej wyszukane rozgrywki. Brytyjski agent będzie musiał się wykazać nie tylko zdolnościami strzeleckimi i motoryzacyjnymi, ale także golfowymi i końskimi. W tej części szczególnie wyróżnia się czarny charakter. To wyrazista, przestępcza osobowość. Nawet jeśli niektóre jego przekręty łatwo byłoby wykryć (np. gra w karty ze słuchawką w uchu), postać pozostaje zaskakująco „życiowa”. Jest typem, którego można sobie wyobrazić poza ekranem. Bond tym razem nie ratuje całego świata, ale głównie amerykańską gospodarkę.
Film jest bardziej stonowany pod względem sensacyjnym. Są tu pościgi i efektowne kraksy. Najwięcej dzieje się jednak w bardziej osobistym starciu między bohaterami. Obaj zdają się gustować w nowoczesnych wynalazkach. W grę wchodzą: samochodowe gadżety, przenikliwy laser i śmiercionośny gaz. Pojawia się też klimat bliższy kinu gangsterskiemu (w duchu „Ojca chrzestnego”). Do tego dochodzi przebiegła intryga dotycząca amerykańskich rezerw złota.
Specyficzna jest również rola kobiet. Tym razem Bond nie ma stałej partnerki, bo i niektóre szybko opuszczają scenę. Najważniejsza kobieca postać dochodzi do głosu zwłaszcza w finale. Ma silną osobowość i pozostaje (pozornie) nieczuła na osobisty urok agenta. Przez to jednak wyróżnia się na tle innych partnerek z serii Bonda.
To trzeci film z serii Jamesa Bonda i trzeci z Seanem Connerym w głównej roli. Prawdziwa gratka dla fanów aktora, bo jego rola jest stonowana, a stroje i maniery wystawne. Obecna jest również szczypta poczucia humoru, chociaż w tej materii dystansuje go babcia z karabinem maszynowym.
Film ma swoich fanów, ale i krytyków. Wyraźnie widać, że pod względem produkcyjnym to wciąż produkcja niskobudżetowa. Aż dziw bierze, że po sukcesach dwóch poprzednich części nie zdecydowano się bardziej sypnąć groszem, ograniczając się do 3 milionów dolarów. Dziś brzmi to skromnie — zwłaszcza że w samym filmie padają kwoty rzucane z dużo większym rozmachem.
„Goldfinger” to jeden z bardziej pamiętnych Bondów: dopracowany scenariuszowo, z wyrazistym oponentem, pościgami, partią karcianą i golfowym pojedynkiem oraz odrobiną humoru. Na plus także zróżnicowane postacie kobiece, wyróżniające się nie tylko odważną urodą.
Atuty:
spójna fabuła
wyrazisty czarny charakter
różnorodne postacie kobiece
szczypta poczucia humoru
pojedynek golfowy
gadżety samochodowe
przystojny Connery
elementy azjatyckie
charyzmatyczny ochroniarz „kapelusznik”
liczne lokacje
motyw muzyczny
Mankamenty:
drobne wpadki scenariuszowe
naciągany motyw kradzieży złota
widoczna realizacja w studiu
Polecane dla:
fanów Jamesa Bonda
zakochanych w Seanie Connerym
amatorów produkcji sensacyjnych
miłośników motoryzacji
golfiarzy i pokerzystów
Twórcy:
reżyseria: Guy Hamilton
scenariusz: Richard Maibaum, Paul Dehn na podstawie powieści Iana Fleminga
zdjęcia: Ted Moore
montaż: Peter R. Hunt
muzyka: John Barry
scenografia: Ken Adam
dźwięk: Norman Wanstall, Otto Snel, Dudley Messenger, Gordon K. McCallum
obsada: Sean Connery, Honor Blackman, Gert Fröbe, Shirley Eaton, Tania Mallet, Harold Sakata, Bernard Lee, Martin Benson, Cec Linder, Desmond Llewelyn, Lois Maxwell, Austin Willis, Margaret Nolan, Burt Kwouk, Nadja Regin
produkcja: Wielka Brytania
gatunek: sensacja szpiegowsko-przygodowa
rok: 1964
Obejrzany we wtorek, 30 grudnia 2025 roku w serwisie Chilli













Komentarze