top of page

„Zima pod znakiem Wrony”: profesor Andrews w Warszawie (ocena: 6/10 za Tokarczuk)

  • 17 minut temu
  • 3 minut(y) czytania
Uznana brytyjska profesor psychiatrii Joan Andrews przylatuje za żelazną, komunistyczną kurtynę, do stolicy Polski, na cykl spotkań naukowych. Wita ją zimowa pogoda i chaos społeczny w momencie zaostrzenia konfliktu pomiędzy Związkiem Zawodowym "Solidarność", a rządzącym reżimem Jaruzelskiego.

O stanie wojennym w Polsce powstało wiele filmów: od komedii, po tragiczne dramaty. Kasia Adamik, która pamięta ten okres jak większość dzieci z braku porannego programu telewizyjnego, sięga po krótkie opowiadanie Olgi TokarczukProfesor Andrews w Warszawie”. A przynajmniej z niego korzysta jako scenariuszowy punkt wyjścia.

 

Najlepiej wychodzi córce Agnieszki Holland ukazanie surrealistycznego obrazu Polski, w zimowej scenerii i szaroburej rzeczywistości. Niedzielny poranek 13 grudnia 1981 roku dla pozostawionej samej sobie Brytyjki, nierozumiejącej co się dzieje, staje się sennym koszmarem. Pozbawiona kontaktu telefonicznego i zdana na barierę językową, nie ma realnej możliwości uzyskania wyjaśnień. Swoją drogą zaskakujący dla współczesnej młodzieży, może być jak trudno było znaleźć sąsiada mówiącego po angielsku. Ciekawa jest także percepcja polskiego widza, który w przeciwieństwie do bohaterki wie, co się wydarzyło i jakie są konsekwencje (odcięte telefony, zamknięte granice, puste sklepowe półki).

 

Dużo gorzej wygląda dalsza część filmu, która już bezpośrednio wchodzi w aktywność antykomunistycznej opozycji, próbującej walczyć z decyzją o wprowadzeniu rozwiązania siłowego. Symbolem oporu jest znana scena z nadawaniem audycji radiowej z dachu budynku i miganiem światłami. Zagraniczna profesor zostaje wplątana w intrygę, jednak nie jest ona już wiarygodna, a przez to intrygująca. Jednak reżyserka konsekwentnie utrzymuje klimat tego okresu wpisując się w oryginalne wizje Grudnia 1981 roku w Polsce. Pomaga jej w tym warstwa realizacyjna, w tym przede wszystkim ziarniste zdjęcia i prawie czarno-biała kolorystyka. Także kostiumy, charakteryzacja i scenografia, mimo zapewne niskiego budżetu, oddają czas, o którym opowiada film.


Istotna w tym wszystkim jest symbolika. Przede wszystkim ptaki - wrony, te z koszmarów, ale także jako analogia do ukonstytuowanej (zresztą niezgodnie nawet z ówczesną Konstytucją) Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (skrót WRON). Wrona stała się dla Polaków symbolem zła, kłamstwa i uciemiężenia narodu. Świetnie również wypada scena w sklepie rybnym, z przedświątecznym zakupem karpi: „żywy czy martwy”, bo nie ma nic pośredniego. To pomysł właśnie zaczerpnięty od Tokarczuk.


Opowiadanie polskiej (?) noblistki, ledwie jedenastostronicowe, jest praktycznie nieznane. Dzięki temu Adamik unika pretensji o istotne zmiany w tekście. Najlepiej wyszły fragmenty scenariusza tożsame z opowiadaniem, czyli pierwsze pół godziny filmu. Symptomatyczna jest również zmiana płci bohaterki. Reżyserka najwyraźniej, może ze względu na swoją orientację seksualną, woli opowiadać z perspektywy kobiety. A to akurat o tyle trafne, że po masowych internowaniach, to często na żonach, matkach i partnerkach działaczy Solidarności spoczywała odpowiedzialność za utrzymanie ducha narodu.


Większy problem w tym, że w drugiej części filmu przerysowania są już zbyt istotne, a historia istotnie traci wiarygodność. Nawet główna bohaterka schodzi na drugi plan, bo jej wplątanie w polską wojnę domową jest zbyt naiwne. Można nawet odnieść wrażenie, że zaangażowania politycznie Adamik, próbuje przemycić współczesne konotacje o braku zainteresowania zachodnich elit konfliktami na wschodzie Europy.

 


Kasia Adamik stworzyła ciekawą wizję, szczególnie pod względem realizacyjnym. Scenariuszowo jednak nie wzbudzi większego zainteresowania. Intryga jest zbyt przerysowana i mało wiarygodna. Ludzie z tamtych czasów tego nie kupią. A współcześni oczekują bardziej atrakcyjnych historii.

 

 

Zima pod znakiem Wrony” rysuje klimat „niedzieli bez teleranka”, z perspektywy osoby nie zaangażowanej w polski konflikt polityczny. Ciekawy punkt wyjścia i surrealistyczna wizja komunistycznej Polski.

 

 

Atuty:
  • surrealistyczna wizja okresu stanu wojennego

  • PRL jak z koszmaru

  • perspektywa osoby niezaangażowanej („to nie moja walka”)

  • zagubienie bohaterki

  • realizacja odrealnionych wizji

  • symbolika ptaków

  • karp w sklepie rybnym

  • ziarnisty obraz

  • ciekawe ujęcia

  • intrygujący tytuł

 

Mankamenty:
  • mniej interesująca druga część

  • mało wiarygodne włączenie bohaterki w opozycję antykomunistyczną

  • zbyt wiele ingerencji adaptacyjnych

  • przerysowania historyczne

  • uproszczenia historyczne

  • nachalne politykowanie

  • monotonna wizja

  • mało interesujące zarówno dla uczestników tamtych wydarzeń, jak i współczesnych

 

Polecane dla:
  • zainteresowanych okresem komuny w Polsce

  • ciekawych reżyserskich pomysłów Kasi Adamik

  • czytelników Tokarczuk

  • psychiatrów

  • więźniów politycznych i ofiar wojen domowych

 

 

Twórcy:
  • reżyseria: Kasia Adamik

  • scenariusz: Sandra Buchta, Kasia Adamik, Lucinda Coxon, na podstawie opowiadania Olgi Tokarczuk Profesor Andrews w Warszawie

  • zdjęcia: Tomasz Naumiuk

  • montaż: Andonis Trattos

  • muzyka: Emre Sevindik

  • scenografia: Aleksandra Kierzkowska

  • dekoracja wnętrz: Karolina Kosicka

  • kostiumy: Krzysztof Łoszewski, Virginia Ferreira

  • dźwięk: Kacper Habisiak, Gabriel Ohresser

  • obsada: Lesley Manville, Zofia Wichłacz, Andrzej Konopka, Sascha Ley, Magdalena Smalara, Jakub Guszkowski, Miron Jagniewski, Rozalia Mierzicka, Tom Burke, Julian Nest

 

 

 

produkcja: Polska, Wielka Brytania, Luksemburg, Niemcy, Szwecja

gatunek: dramat historyczno-społeczny

rok: 2025

data polskiej premiery: 20 lutego 2026 roku

dystrybucja: Telewizja Polska

festiwale: 41 Warszawski Festiwal Filmowy – sekcja „Konfrontacje”

 

 

Obejrzany w kinie Cinema City Promenada, w sobotę 21 lutego 2026 roku, o godzinie 18:20.


Komentarze


Ostatnie posty
Search By Tags
Follow Us
  • Twitter Social Icon
bottom of page