top of page

„Wiedźmy”: Witch Club Satan (ocena: 6/10 za czarownice)

  • 13 minut temu
  • 3 minut(y) czytania
Młode, ładne dziewczyny z Norwegii — Nikoline Josefine Spjelkavik, Victoria Fredrikke Schou Reising, Johanna Holt Kleive — zakładają blackmetalowy zespół. Popularność zyskują dzięki oryginalnemu zachowaniu na scenie, epatowaniu nagością i głoszeniu bezkompromisowych tez.

Witch Club Satan tworzą trzy dziewczyny, które zaczynały praktycznie od zera, a mimo to weszły w black metal, jeden z najbardziej męskich rewirów rocka. Ich siłą stała się bezczelność, a znakiem rozpoznawczym naga, agresywna obecność sceniczna zbudowana wokół figury wiedźmy. Początkowo wyglądały bardziej jak prowokacyjny performans niż gotowy zespół, lecz właśnie ta surowość dała im rozpoznawalność. W świecie opartym na skrajności brzmiały wiarygodnie, bo nie udawały ogłady. Nawet brak umiejętności muzycznych im nie przeszkadzał. Z czasem stały się coraz lepszym technicznie zespołem metalowym.

 

Norweska reżyserka Maja Holand znakomicie trafia z tematem debiutu. Dostaje mocny obraz, konflikt oraz bohaterki, które przyciągają uwagę samą obecnością. Kamera ma do nich dostęp, dlatego film dobrze chwyta ekspresję, cielesność, tremę, gniew oraz moment, w którym dziewczyny uczą się własnej siły. Słabsza pozostaje kontrola nad całością. Narracja płynie nierówno, część wątków urywa się za wcześnie, a dokument chwilami traci kierunek między portretem grupy, feministycznym manifestem a historią nagłej popularności. To debiut z pazurem, ale jeszcze z wyraźnym brakiem dyscypliny.

 

Format dokumentu opiera się na oryginalnym pomyśle inscenizacyjnym. Holand sięga po dawne norweskie prawo, które za czary przewidywało śmierć bez litości, po czym konfrontuje z nim członkinie zespołu. Bohaterki nie wiedzą, co zaplanowała reżyserka, więc ich zdziwienie, skupienie oraz napięcie mają autentyczny charakter. Siedzą, słuchają wypowiedzi kolejnych „świadków”, reagują ciszą, mimiką, nerwowym śmiechem, czasem bezradnością. Całość została nagrana jednym ujęciem, bez prowadzenia uczestniczek za rękę. Dzięki temu te fragmenty mają szczerość rzadką w muzycznych dokumentach. Wplecione w film sceny procesu nadają opowieści mocniejszą konstrukcję oraz pozwalają ominąć typowy mankament formuły gadających głów. Z wypowiedzi powstaje żywa sytuacja, w której zespół zostaje wystawiony na osąd historii, prawa, religii oraz społecznych lęków przed kobiecą niezależnością.

 

Mocno w dokumencie działa warstwa cielesna. Twarze pokryte makijażem, nagie gesty, wrzask, pot, sceniczna poza oraz transowy montaż budują obraz grupy jako zjawiska bardziej performatywnego niż czysto muzycznego. To opowieść o kobietach, które wchodzą w black metal bez pokory wobec jego reguł. Biorą estetykę grozy, bluźnierstwa i hałasu, a potem nadają jej własny, feministyczny sens.

 

Istotnym aspektem jest kontrast między scenicznym manifestem a codziennością. Bohaterki mówią o wolności, sprawczości oraz siostrzeństwie, lecz w starciu z najbliższymi jakby wstydziły się swojej pasji. Ambicje, różne temperamenty, oczekiwania wobec ciała, sceny, macierzyństwa oraz popularności rozbijają obraz jednego frontu scenicznego. Dzięki temu dokument wychodzi poza hasła i łapie moment, w którym bunt zaczyna kosztować więcej niż efektownie wyglądać.

 

Symbol sabatu czarownic zostaje użyty czytelnie, momentami zbyt nachalnie. Film lubi rytuał, mocny obraz oraz hasłowy komunikat. Gdy powinien wejść głębiej w cenę takiej autokreacji, wybiera kolejną sceniczną ekspresję. Przez to miejscami przypomina atrakcyjny teledysk do idei, która brzmi donośnie, ale bywa opisana grubą kreską.

 

 

Wiedźmy” mają energię, dobry temat oraz kilka bardzo mocnych scen, lecz brakuje im większej narracyjnej precyzji. Najbardziej zostaje obraz trzech dziewczyn, które z braku ogłady robią atut, z nagości prowokację, a z black metalu narzędzie przejęcia głosu.

 

 

Atuty:
  • wyrazistość bohaterek

  • energia koncertowych scen

  • oryginalność pomysłu na kobiecy black metal

  • wykorzystanie rytuału oraz performansu

  • sugestywna warstwa wizualna

  • napięcie między buntem a potrzebą akceptacji

  • wyczuwalna fizyczność muzyki

  • sprawny montaż

  • uchwycona dynamika zespołu

  • formuła sądu nad czarownicami zastępująca gadające głowy

  • kostiumy, scenografia, choreografie

 

Mankamenty:
  • chaos reżyserski

  • powtarzalność scen

  • nachalna nagość

  • kontrast pomiędzy urodą dziewczyn a ich zachowaniem

 

Polecane dla:
  • widzów festiwalowych

  • fanów dokumentów muzycznych

  • zainteresowanych black metalem

  • odbiorców kina o kobiecej sprawczości

  • lubiących performansy

  • lewaków, satanistów, metalowców

 

Twórcy:
  • reżyseria, zdjęcia: Maja Holand

  • scenariusz: Maja Holand, Mari Nilsen Neira

  • montaż: Hilde Bjørnstad, Maja Holand, Fredrik S. Hana

  • muzyka: Witch Club Satan

  • występują: Nikoline Josefine Spjelkavik, Victoria Fredrikke Schou Reising, Johanna Holt Kleive, Olav Luksengård Mjelva 

 

 

tytuł oryginalny: Hex

produkcja: Norwegia

gatunek: dokument muzyczno-feministyczny

rok: 2026

festiwale: 23. Millennium Docs Against Gravity

 

 

Obejrzany w środę 13 maja 2026 roku o godzinie 20:15, w ramach 23. Millennium Docs Against Gravity, w kinie Kinoteka


Komentarze


Ostatnie posty
Search By Tags
Follow Us
  • Twitter Social Icon
bottom of page