„Dzień Petera Hujara”: Linda Rosenkrantz (ocena: 4/10 za wywiad)
- 4 godziny temu
- 2 minut(y) czytania
Zapis spotkania z 1974 roku, gdy fotograf Peter Hujar opowiada pisarce Lindzie Rosenkrantz o swoim „zwykłym” dniu, a całość rozgrywa się w jednym pomieszczeniu, w rytmie pamięci i mówionej narracji.
„Dzień Petera Hujara” sprawia wrażenie projektu, który pomylił ascetyczną formę z dramaturgią. Film Iry Sachsa opiera się na rekonstrukcji rozmowy, z której ma wynikać portret artysty i epoki, ale w praktyce przypomina zapis spotkania, które nie znajduje ani napięcia, ani wyraźnej stawki. Jest to kino w całości oparte na mówieniu — i to mówieniu, które rzadko prowadzi do odkrycia czegokolwiek poza kolejną anegdotą.
Największym problemem jest nuda wynikająca nie z „kontemplacji”, lecz z braku wewnętrznego ruchu. Film krąży wokół codzienności bohatera, jednak ta codzienność nie zostaje przekuta w sens, tylko w serię drobnych obserwacji. Zamiast rosnącej opowieści dostaje się monotonię, którą trudno usprawiedliwiać minimalizmem. Widz ma prawo oczekiwać, że nawet kameralna forma będzie miała rytm, punkt ciężkości i emocjonalny zwrot; tutaj wszystko pozostaje na jednym, płaskim rejestrze.
Nie pomaga też zasadnicza kwestia aktualności. Peter Hujar to postać istotna dla pewnej niszy i pewnego środowiska, ale film nie potrafi przekonująco wytłumaczyć, dlaczego dziś miałby obchodzić kogokolwiek poza garstką wtajemniczonych. Zamiast mostu do współczesności pojawia się hermetyczny autoportret świata artystycznego, zdominowany przez kontekst i nazwiska, które mają „pracować” prestiżem, a w praktyce pogłębiają wrażenie muzealnej gabloty.
Aktorstwo — nawet jeśli kompetentne — nie jest w stanie uratować koncepcji, która z definicji ogranicza możliwości kina. Ben Whishaw dźwiga ciężar monologu, ale jego rola staje się bardziej ćwiczeniem z modulacji niż pełnokrwistym portretem. Rebecca Hall zostaje w dużej mierze w funkcji reakcyjnej; jej obecność porządkuje sceny, ale nie nadaje im iskry. W efekcie film działa jak inscenizowana notatka, a nie jak opowieść, która ma rezonować.
„Dzień Petera Hujara” można odczytać jako hołd i archiwalny gest pamięci. Jako seans filmowy pozostaje jednak propozycją skrajnie wąską: statyczną, przegadaną i trudno angażującą. Dla osób spoza kręgu zainteresowanych historią nowojorskiej bohemy i fotografii artystycznej będzie to przede wszystkim doświadczenie letargiczne, z którego niewiele zostaje po wyjściu z kina.
Twórcy:
reżyseria, scenariusz: Ira Sachs
obsada: Rebecca Hall, Ben Whishaw
produkcja: Stany Zjednoczone, Niemcy
gatunek: dramat dokumentalizowany
rok: 2025
polska premiera: 21 listopada 2025
dystrybucja: Mayfly
Obejrzany w kinie Lab, w czwartek, 8 stycznia 2026 roku, o godzinie 20:00













Komentarze