„To był zwykły przypadek”: porachunki w Iranie (ocena: 6/10 za kuternogę)
- 14 minut temu
- 3 minut(y) czytania
Małżeństwo z dzieckiem wraca samochodem, ale awaria zmusza je do zatrzymania się w przydrożnym warsztacie.
Prosta, jak sugeruje tytuł, zwykła historia. Poprowadzona jednak w intrygujący sposób, wzbogacona zwrotami akcji i poczuciem niepewności. Bohaterami jest kilka osób, które łączą trudne doświadczenia z przeszłości. Film przybiera formę kina drogi: chcąc wyjaśnić zagadkę, bohaterowie ruszają na poszukiwanie kolejnych świadków. Niepewność dotyczy zarówno bohaterów, jak i — być może nawet mocniej — widzów. Jednak wiedza bohaterów i widza jest tożsama jedynie w odniesieniu do współczesnych wydarzeń. Przeszłość pozostaje owiana tajemnicą, a motywacje bohaterów początkowo można uznać za zbyt emocjonalne. Dopiero stopniowe, nienachalne odsłanianie przeszłości pozwala zrozumieć motywacje bohaterów. Ten proces dodatkowo wzmacnia zainteresowanie biegiem wydarzeń. Pomagają w tym nowe postacie. Początkowo to pojedynek dwóch mężczyzn, ale grono pokrzywdzonych się rozrasta, a ich postawy są bardziej zróżnicowane.
Irański reżyser Jafar Panahi oszczędnymi środkami potrafi budować napięcie. Już pierwsza scena w samochodzie znamionuje katastrofę, jednak nie jest ona wynikiem niezapinania pasów bezpieczeństwa. Prawdziwe zagrożenie czai się ze strony duchów przeszłości, a uaktywnia w warsztacie samochodowym. To opowieść o spotkaniu ludzi, których w zwyczajnych okolicznościach dopada traumatyczna przeszłość. Nawet widz niezaznajomiony z mroczną historią Iranu szybko zostaje wciągnięty w tę intrygę.
Podtrzymanie zainteresowania widza jest efektem wielu czynników: spójnego scenariusza, sprawnie rozpisanych dialogów oraz przekonującego aktorstwa. Bardzo dobrze się ogląda. To kino gęste od znaczeń, a przy tym komunikatywne. Można je czytać jako dramat psychologiczny, przypowieść o banalności zła albo studium społeczeństwa, w którym przemoc instytucjonalna nie kończy się wraz z zakończeniem samego aktu przemocy. Film zostawia widza nie z satysfakcją, lecz z niepokojem — i właśnie to wydaje się jego największym osiągnięciem. Nie oferuje prostych rozwiązań, pozostawiając widza z wątpliwością, czy zemsta ma sens, czy przynosi ukojenie i czy w ogóle jest zasadna. Niestety, w takich przypadkach system sprawiedliwości często zawodzi, także w Polsce — o czym świadczą wieloletnie spory o konsekwencje porozumienia przy Okrągłym Stole — zostawiając niebezpiecznie dużo miejsca dla samosądów.
Panahi nie boi się jednak wprowadzać elementów humorystycznych, wręcz groteskowych. To wyraźnie pomaga w odbiorze. Film pozostaje jednak poważny i dramatyczny, a w wymiarze osobistym wręcz katastrofalny. Przekaz jest precyzyjny, inteligentny i etycznie drażliwy. Konsekwentnie wystawia odbiorcę na dyskomfort. Nie jest to obce także europejskiemu widzowi, którego życie w demokratycznym porządku również nie pozostaje wolne od politycznej nienawiści.
Mimo ciężaru głównego wątku nie epatuje polityką, pokazując przede wszystkim jej konsekwencje w życiu zwykłych ludzi. Wyraźnie wybrzmiewa tu myśl, że ludzie uznawani za wrogów narodowych pozostają zwykłymi obywatelami: mechanikami, fotografami, lekarzami. Podobnie jest z ich oprawcami, którzy często żyją bezkarnie w mniej represyjnych warunkach. To prawda zbyt uniwersalna, żeby sprowadzać ją tylko do Iranu. Między innymi z tej uniwersalności produkcja czerpie swoją siłę. Międzynarodowe uznanie potwierdzają Złota Palma w Cannes oraz dwie nominacje do Oscarów — za najlepszy film międzynarodowy i scenariusz oryginalny.
Irańskie kino wielokrotnie urzekało, chociaż niektóre produkcje były przeintelektualizowane. Epilog do tej produkcji dopisała geopolityka. Walka oscarowa i polska dystrybucja przypadają w okresie ataków USA i Izraela na Iran. Dodatkowym aspektem pozostaje pytanie, czy w nowych okolicznościach znamienici irańscy twórcy filmowi będą mieli większą swobodę i wrócą do rozwijania swoich karier w rodzimym kraju.
„To był zwykły przypadek” przypomina, że irańskie kino wciąż potrafi z prostego punktu wyjścia wydobyć dramat o dużej sile moralnej i politycznej.
Atuty:
prostota historii
intrygująca wątpliwość
wysoka stawka moralna
etyczny ciężar tematyki
dawkowanie napięcia
widz ma podobne wątpliwości co bohaterowie
stopniowe odsłanianie przeszłości
naszkicowane prześladowania w Iranie
polityczne tło bez nachalnej publicystyki
uniwersalność przekazu
dobrze rozpisane dialogi
stonowane aktorstwo
wprowadzenie motywów groteskowych
liczne nagrody i nominacje
pozostaje w pamięci na dłużej
Mankamenty:
oszczędne w środki wyrazu
wątpliwe motywacje bohaterów
uproszczone rozwiązania scenariuszowe
pożądana znajomość irańskiego kontekstu
momentami przesadna groteskowość
Polecane dla:
widzów kina moralnego niepokoju
odbiorców ceniących dramaty psychologiczne
zainteresowanych kinem irańskim
ceniących filmy o pamięci, winie i zemście
akceptujących niejednoznaczność i brak prostych rozstrzygnięć
preferujących napięcie psychologiczne
szukających kina politycznego opowiedzianego przez los jednostki
cierpliwych, gotowych na stopniowe odkrywanie sensów
byłych więźniów i oprawców
zacietrzewionych w sporach politycznych
Twórcy:
reżyseria, scenariusz: Jafar Panahi
zdjęcia: Amin Jafari
montaż: Amir Etminan
scenografia, kostiumy: Leila Naghdi Pari
dźwięk: Cyril Holtz, Valérie Deloof, Reza Heidari, Angelo Dos Santos, Nicolas Leroy
obsada: Vahid Mobasheri, Mariam Afshari, Ebrahim Azizi, Hadis Pakbaten, Mohamad Ali Elyasmehr, Madjid Panahi, Delmaz Najafi, Afssaneh Najmabadi, George Hashemzadeh
tytuł oryginalny: Yek tasadef sadeh
produkcja: Francja, Iran, Luksemburg
gatunek: dramat społeczno-polityczny
rok: 2025
data polskiej premiery: 20 lutego 2026 roku
dystrybucja: Aurora Films
festiwale: 41. Warszawski Festiwal Filmowy (sekcja „Konfrontacje”), Cannes (Złota Palma), Nowe Horyzonty, Toronto
Obejrzany w kinie Cinema City Arkadia, w czwartek 5 marca 2026 roku, o godzinie 13:45.












Komentarze