

„Kto zabił Alexa Odeha?”: żydowskie porachunki (ocena: 5/10 za Izrael)
Pozostawia cenną 40-letnią perspektywę. Jako śledztwo gubi rytm i klarowność, ale potrafi wybrzmieć jako obraz epoki


„Pejzaż w kolorze sepii”: tylko kotków żal (ocena: 6/10 za Nagasaki)
Pięknie sfotografowana opowieść o pamięci i przezwyciężaniu przeciwności losu. Wymaga uwagi, a najlepiej znajomości książki.


„Młody Waszyngton”: Francja – Anglia 4:6 (ocena: 6/10 za USA)
poprawnie zrealizowana, lecz zbyt bezpieczna opowieść o młodości pierwszego prezydenta Stanów Zjednoczonych


„Spider-Man: Całkiem nowy dzień”: w łaźni z Czarną Wdową (ocena: 6/10 za NY)
kino superbohaterskie potrafi szukać nowych środków wyrazu, stawiając na psychologię bohatera i znakomicie wykorzystany Nowy Jork


„Jana Nayagan”: demokratyczne Indie (ocena: 4/10 za Vijaya)
imponuje rozmachem, lecz gubi się we własnych ambicjach, dwie świetne sceny taneczne nie ratują chaotycznej fabuły


„Odyseja”: Nolan jak Homer (ocena: 7/10 za epopeję)
Zamienia szkolną epopeję w potężne, współczesne widowisko. Homer pozostaje fundamentem tej historii, lecz autorski podpis reżysera widać niemal w każdej scenie.


„Co do… kury?”: przegdakane (ocena: 3/10 za Solniki)
dysponuje ciekawym materiałem wyjściowym, lecz roztrwania potencjał w monotonnym zapisie wydarzeń


„Supergirl”: alkoholowa wersja Supermana (ocena: 7/10 za Alcock)
udane widowisko z wyrazistą bohaterką, dużą dawką humoru, psem Krypto oraz całą plejadą drugoplanowych dziwnych stworzeń egzystujących jak normalni ludzie


„Ojczyzna”: Thomas Mann (ocena: 3/10 za Pawlikowskiego)
Bardziej nuży, niż porusza. Festiwalowy prestiż przykrywa scenariuszową pustkę, monotonię oraz emocjonalny chłód


„Robin Hood: Koniec legendy”: potwór nie bohater (ocena: 5/10 za Jackmana)
Mroczna wariacja na temat znanej postaci. Ponura interpretacja mitu i przewidywalny scenariusz ograniczają potencjał filmu









