

„Dzień objawienia”: zaUFOnie w spiskowe teorie (ocena: 5/10 za Spielberga)
Nazwisko reżysera nadal przyciąga uwagę. Finalnie seans zostawia chłodne wrażenie.


„The Cure: The Show of a Lost World”: Robert Smith (ocena: 8/10 za Troxy)
rejestracja występu, która wiernie oddaje klimat The Cure, udowadniając że koncertowo są najlepsi


„Chłopiec na krańcach świata”: wyprawa braci (ocena: 6/10 za baśniowość)
imponuje ambicją bardziej niż wykonaniem - krok we właściwym kierunku, choć do celu pozostaje jeszcze spory dystans


„Dog Man”: pies zawsze będzie psem (ocena: 5/10 za kotka)
Pozostawia wrażenie głośnego widowiska, które bardziej pobudza niż angażuje. Największym atutem pozostaje sympatyczny mały kotek, skutecznie kradnący całe show


„Ojczyzna”: Thomas Mann (ocena: 3/10 za Pawlikowskiego)
Bardziej nuży, niż porusza. Festiwalowy prestiż przykrywa scenariuszową pustkę, monotonię oraz emocjonalny chłód


„Robin Hood: Koniec legendy”: potwór nie bohater (ocena: 5/10 za Jackmana)
Mroczna wariacja na temat znanej postaci. Ponura interpretacja mitu i przewidywalny scenariusz ograniczają potencjał filmu


„Wrócicie do siebie”: świętować rozstanie (ocena: 4/10 za rozwód)
opiera się na jednym założeniu, które nie otrzymuje równie mocnego rozwinięcia, temperatura emocjonalna utrzymuje się na zbyt niskim poziomie


„Druga Furioza”: ustawka z siekierami (ocena: 6/10 za awanturę)
dostarcza emocji, tempa oraz charakterystycznego klimatu stadionowej subkultury. Efektowność wygrywa jednak z realizmem, przez co historia traci część swojej siły


„Frankenstein”: geneza potwora (ocena: 7/10 za netflix)
widowiskowa, emocjonalna interpretacja klasycznej powieści, która zachwyca rozmachem oraz świeżym spojrzeniem na znaną historię


„IMAX: Rolling Stones na Maxa”: (I Can't Get No) Satisfaction (ocena: 7/10 za Jaggera)
wygrywa skalą, muzyką, charyzmą oraz poczuciem uczestnictwa w legendzie











