

„Left-Handed Girl. To była ręka… diabła!”: leworęczność to zło (ocena: 5/10 za Tajpej)
intryguje tytułem, ale jest propozycją jedynie dla tolerujących chaotyczny azjatycki styl opowiadania


„Presence”: nawiedzony dom (ocena: 5/10 za Soderbergha)
dom, który straszy


„Bez przebaczenia”: tylko zwierząt żal… (ocena: 6/10 za owce)
ma swój klimat, ciekawą konstrukcję i wciągającą fabułę


„Cicha noc, śmierci noc”: głos wewnętrzny (ocena: 6/10 za Mikołaja)
odtrutka na zamieszanie przedbożonarodzeniowe: jest i wątek miłosny, i krwawe rozprawy, scena imprezy faszystów wybija się na czoło


„Tron Ares”: 29 minut (ocena: 4/10 za czerwień)
zachwyca pomysłami wizualizacyjnymi, ale jest tak słaby narracyjnie, że szybko zniknął z dużych ekranów, na których można docenić obraz i dźwięk


„Psi Patrol. Pieski ratują święta”: prezentów nie będzie (ocena: 5/10 za wiertarkę)
bronią się jako kolorowa, nieskomplikowana rozrywka dla fanów serii, natomiast jako świąteczna animacja „ogółem” pozostają pozycją odtwórczą – poprawną, lecz całkowicie wymienną


„Mysz-masz na Święta”: myszy i ludzie = wojna (ocena: 6/10 za konflikty)
mimo niefortunnego polskiego tytułu, oferuje nie tylko rozrywkę, lecz także sensowną opowieść o eskalacji konfliktów i efektach zacietrzewienia


„Błękitny szlak”: ucieczka emerytki (ocena: 7/10 za ślimaka)
Główna bohaterka urzeka niezależnością, a wizja niedalekiej przyszłości zostawia z refleksją. Specyficzne kino drogi.


„Zgiń kochanie”: depresja poporodowa (ocena: 6/10 za Lawrence)
Ważny w przekazie, mocny w formie i niekomfortowy w odbiorze. Dopracowany dźwiękowo, brawurowy aktorsko, narracyjnie poszarpany — dla jednych hipnotyczny, dla innych depresyjny


„Noc w zoo”: wyzwanie wilczycy (ocena: 5/10 za kometę)
pozostawia po sobie wrażenie chybionego projektu: animacji, która próbuje łączyć horror z kinem familijnym, a w rezultacie nie spełnia obietnic żadnego z tych gatunków.











