Happy End – Haneke na maksa (ocena 3/10)


Polski dystrybutor, Gutek Film, zamiast obejrzeć film i chwilę pomyśleć zdecydował się na szeroką dystrybucję, także w multipleksach. Tamtejsi widzowie zachęceni tytułem, zwiastunami i plakatem dają się nabierać na tą produkcję, przeznaczoną jedynie do kin typu „warszawski Muranów”. I przeżywają katusze: połowa sali wychodzi, a druga połowa nie może się nadziwić że przetrwała.

Bo tym razem Haneke przeszedł samego siebie (jednak poprzednie dzieła: „Pianistka”, „Miłość”, „Funny Games”, Biała Wstążka” miały konkretne przesłanie) tworząc film niestrawny dla przeciętnego widza, zawoalowany tak bardzo, że nawet jego fani mogą się w tym wszystkim zagubić. A przede wszystkim nic nie wnoszący – zabawa długimi ujęciami i nużącymi sekwencjami, która do niczego nie dąży. Nie ma tutaj nie tylko Happy Endu, nie ma tutaj żadnego celu do którego reżyser by podążał. O ciekawe tematy się co prawda ociera, ale robi to na odwal się.


Zaczyna się od formatu smartfonowego, malutki prostokącik pokazuje nam codzienne wydarzenia: poranną toaletę, czy też eksperyment z chomikiem. Przez moment można mieć obawę (jak się nie widziało zwiastuna), że cały film będzie w takim, męczącym formacie. Na szczęście resztki litości dla widzów Haneke przejawia przechodząc do normalnego ekranu. A na nim najbardziej dynamiczna przedstawiona w najmniej dynamicznie możliwy sposób scena - katastrofy budowlanej. To punkt wyjścia fabuły odnoszącej się do francuskiej rodziny klasy średniej (może nawet wyższej): starego dziadka marzącego o eutanazji, matki – właścicielki firmy budowlanej i syna odpowiedzialnego za kierownictwo na budowie. Sprowadza się do nich jeszcze trzynastoletnia dziewczyna – córka której matka zachorowała i trafiła do szpitala. Ale to nie tylko choroba, rozwód pomiędzy rodzicami wisi na włosku (współczesne problemy europejskiej rodziny), a dziewczynka nie tylko z chomikiem postępuje bezceremonialnie.


Haneke porusza również temat uchodźców (umiejscowienie akcji w Calais, czy scena zakłócenia przyjęcia), ale jakby bał się i wycofywał. To mógł być temat przewodni tego filmu, który może i by go ratował, ale reżyser – nie wiadomo zresztą czemu – nie poszedł w ta uliczkę.


No więc jakaś tam fabuła jest, ale stanowi ona jedynie pretekst do realizacyjnych pomysłów Haneke, który zresztą wrzuca wiele scen zupełnie „z czapy”, z opowiadaną (?) historią nie mające wiele wspólnego. Haneke bawi się w tym filmie głównie ujęciami i sposobem ukazywania rzeczywistości – bardzo rozmaite perspektywy, specyficzne umiejscowienie kamery, eksperymenty z oświetleniem. Do tego dochodzi jeszcze odpowiednie dawkowanie muzyką i dźwiękiem. Pod względem realizacyjnym można więc austriackiego reżysera analizować godzinami. Ale nie o to w sztuce filmowej chodzi. Za bilet do kina ludzie płacą żeby obejrzeć ciekawą historię, a sposób jej ukazania jest narzędziem, a nie celem samym w sobie. Dlatego nowy Haneke jest niestrawny i należy unikać tego filmu nie bacząc na zachwyty w zwiastunie, … nie jest to arcydzieło współczesnego kina.

Jak ktoś się jednak wybierze, to niech dodatkowo uważa, bo nawet polski dystrybutor postanowił zamieszać i w scenach „komputerowych” polskie napisy są trudne do odnalezienia.


PS. Gosia by chyba dała jedynkę, z trudem wytrzymała ….


Zwiastun:

Polska premiera: 16 marca 2018

Produkcja: Austria, Francja, Niemcy

Rok: 2017

Gatunek: dramat, komediodramat


  • Reżyseria i scenariusz: Michael Haneke

  • Obsada: Jean-Louis Trintignant, Isabelle Huppert, Mathieu Kassovitz, Fantine Harduin, Franz Rogowski, Toby Jones

Ostatnie posty
Search By Tags
Nie ma jeszcze tagów.
Follow Us
  • Twitter Social Icon