

„Girls Will Be Girls”: Przewodnicząca Klasy (ocena: 4/10 - za popęd)
monotonny i banalnie prosty film o tym że dziewczynki zaczynają interesować się seksem, i chłopakami, nawet w Indiach


„Za rok o tej porze”: Mini Cooper (ocena: 6/10 - za Sylwestra)
sympatyczna komedia romantyczna ze wszystkimi wadami tego gatunku


„Próba łuku”: zaginięcie Krzysztofa (ocena: 6/10 - za Thassos)
angażujące tylko do pewnego momentu, dokumentalizowana historia zaginięcia filmowca podczas wakacji z żoną w Grecji


„Mizerykordia”: śmierć piekarza (ocena: 5/10 - za monotonię)
przeciągnięte, monotonne, mało angażujące, surowe, z wyraźną fobią homoseksualną, jedynie tytuł intrygujący


„Arcydzieło czyli dekalog producenta filmowego”: Mariusz Pujszo (ocena: 4/10 - za roznegliżowanie)
zamiast podjęcia wysiłku satyry na przemysł filmowy roznegliżowane aktorki i chaos narracyjny, hitu nie będzie


„Punkty zwrotne”: pisarz kryminałów (ocena: 6/10 - za dialogi)
Kameralny, wręcz teatralny film umiejętnie budujący napięcie. Zrezygnowano z efekciarstwa – w zamian precyzyjnie rozpisano dialogi, które prowadzą narrację niczym szachową rozgrywkę. To słowo, a nie obraz, stanowi główne narzędzie dramaturgii.


„Mission: Impossible - The Final Reckoning”: koniec świata (ocena: 5/10 za Byt)
Na szczęście w ostatniej sekwencji mamy powrót do stylu serii. Scena samolotowa przypomina najlepsze, a zarazem najbardziej absurdalne i pozbawione podstawowych praw fizyki, rozwiązania scenariuszowe. Ethan Hunt, czyli Tom Cruise, zapewne znowu bez pomocy kaskaderskiej, oczywiście daje radę i finalnie, co nie jest spoilerem, bezpiecznie ląduje. Czy po raz ostatni w takiej roli? Oby.


„Follemente. W tym szaleństwie jest metoda”: pierwsza randka (ocena: 6/10 - za myśli)
Spotykają się po raz pierwszy. U niej. On przynosi kwiaty, ona buduje nastrój.


„Hurry Up Tomorrow”: the Weeknd (ocena: 4/10 - za Ogień)
Już samo dotrwanie do napisów początkowych to wyzwanie – a co dopiero do końcowych. Paradoksalnie to właśnie finałowa sekwencja zawiera jedyne ślady scenariusza. Tego właśnie najbardziej brakuje tej produkcji, która miano „filmu” nosi raczej na wyrost.












