MARSJANIN

Od wczoraj tj. od 02.X.2015 do kin weszła jedna z najbardziej oczekiwanych i zapowiadanych premier tego roku – „Marsjanin” – ekranizacja książki Andy’ego Weira o tym samym tytule, uznanej za jedną z lepszych z gatunku SF.

Monumentalny obraz w reżyserii Ridley’a Scott’a z imponującymi i zapierającymi dech w piersiach zdjęciami polskiego operatora Dariusza Wolskiego.

Początek filmu jest ekscytujący, dynamiczny i dramatyczny zarazem (niczym w rewelacyjnej „Grawitacji” Alfonco Cuaron z George’m Clooney’em).

W wyniku gwałtowniejszej niż przypuszczano burzy piaskowej, naukowa ekspedycja na Marsa zostaje przerwana, a jej sześcioosobowa załoga zmuszona do natychmiastowej ewakuacji i powrotu na Ziemię. Podczas ewakuacji dochodzi do wypadku, wynikiem czego jest zaginięcie jednego z członków wyprawy. Po wstępnej ocenie sytuacji i bezskutecznej próbie nawiązania kontaktu z Markiem Watney’em, załoga uznaje, że ich kolega zginął i podejmuje dramatyczną decyzję o odlocie, przyspieszoną z powodu pogarszającej się sytuacji.

W tym momencie film przechodzi do kolejnej fazy. Mamy nowy dzień, ciszę po burzy i… Marka, który jak się okazuje nie zginął tylko został ranny. Mark po udzieleniu sobie pomocy medycznej przystępuje do analizy swojego położenia i oceny szans na przeżycie w nieprzyjaznym środowisku Czerwonej Planety, wykorzystuje do tego swoją wiedzę, umiejętności i dostępne na miejscu środki.

Ta najlepsza sekwencja filmu przypomina wiele innych kinowych obrazów (np. „Cast Away” Roberta Zemeckis’a z Tom’em Hanks’em) – dostosowania samotnika do zaistniałej sytuacji, walka z samotnością i próby pozyskania niezbędnych do życia środków.

Zdecydowaną siłą filmu jest warstwa psychologiczna: samotność Marka; rozterki załogi, czy decyzja o pozostawieniu kolegi była słuszna; trudne wybory decydentów na ziemi. Na tym wypada zakończyć opis filmu, a ponieważ jest on zdecydowanie warty obejrzenia, nie należy zdradzać więcej szczegółów.

„Marsjanin” jest filmem doskonałym pod każdym względem – mistrzowska reżyseria, zdjęcia, muzyka, montaż, dźwięk, efekty specjalne i oczywiście rewelacyjna gra aktorska. Aktorzy (szczególnie Matt Damon) dają tutaj popis swoich możliwości. Ich wyrazistość sprawia, że praktycznie każdy tworzy wokół siebie tak mocną aurę, że widz natychmiast się z nim identyfikuje. Ten film mógłby być zarówno o walce samotnika na Marsie; jak i rozterkach psychologicznych dowódcy załogi, która go zostawiła; czy też o szefie misji NASA, którego bezradność i walka z czasem jest materiałem na osobny obraz. Pewnie każdy w „Marsjaninie” znajdzie coś dla siebie, więc można go z czystym sumieniem polecić zarówno fanom kina SF i sensacyjnego, jak i amatorom filmów uznawanych za bardziej ambitne.

„Marsjanin”, jak przystało na jego reżysera Ridllay”a Scott’a, to film bardzo długi (niemal 2.5 godziny). Jednakże dzięki wciągającej historii, ciekawej konstrukcji, doskonałej grze aktorskiej i rewelacyjnym zdjęciom, zupełnie tego nie odczuwamy. Jedynym (w moim odczuciu) problemem jest fakt, iż wymaga on od widza wiedzy fizyczno-matematyczno-technologicznej. Część aspektów (np. sposób nawiązania kontaktu z Marsjaninem) jest dość trudna dla przeciętnego zjadacza chleba, a nie bardzo jest czas żeby się zastanawiać nad przydługawymi wynurzeniami naukowymi.

Reasumując:

„Marsjanin” to imponujące widowisko warte polecenia i najwyższej oceny. Zapraszam zatem do kin.

Ostatnie posty
Search By Tags
Nie ma jeszcze tagów.
Follow Us
  • Twitter Social Icon