„Hiacynt” – LGTB w PRL (ocena 5/10)


Niewygodna prawda historyczna o traktowaniu homoseksualistów przez komunę.

Młody milicjant, syn wysoko postawionego funkcjonariusza, otrzymuje pilną do rozwiązania sprawę o zabójstwo. Trop prowadzi jednak do środowiska homoseksualistów, wobec których w latach 80-tych sam Kiszczak przygotował akcję zwalczania pod pseudonimem „Hiacynt”.

Specjalizujący się we współczesnych historiach o Polakach reżyser Piotr Domalewski sięga po nieodległą historię. Pomysł intrygujący, bo traktowanie homoseksualistów w komunie owiane jest zmową milczenia. Najwyraźniej niewygodnie jest przypomnieć, że byli oni prześladowani na równi z Kościołem, czy też ludźmi Solidarnością. A w latach 80-tych właśnie akcją Hiacynt nawet drastyczniej. Niestety najwyraźniej ukazanie tej prawdy przerosło reżysera. Sama akcja Hiacynt i jej motywacje są w tle, a wyjaśnienie dopiero w napisach końcowych. Film jest głównie kryminałem o samotnym śledztwie młodego, ambitnego milicjanta. Niestety ten główny motyw narracyjny ma wiele mankamentów: przede wszystkim jest mało absorbujący i łatwo przewidywalny. Do tego dochodzi jeszcze jeden wątek, jakby wprost odpowiadający tendencjom kina LGTB: bohater zakochany w koleżance z pracy odkrywa w sobie słabość do młodego chłopaka – czyli jak chce przekonać środowisko LGTB „każdy ma w sobie coś z geja”. Nawet przy tak skopanym scenariuszu widać jak na dłoni porównanie traktowania LGTB współcześnie, a ledwie 40 lat temu. Cała propaganda o prześladowaniu we współczesnej Polsce wali się jak domek z kart. Tak jednak reżyser boi się spuentować swojej historii i wpada w liczne filmowe ślepe uliczki.


Abstrahując od tematyki niewiele dobrego można powiedzieć o warstwie realizacyjnej. Oddanie klimatu PRL jest nieudolne. Czy to z braków budżetowych, czy też braku umiejętności reżyser decyduje się na ciemne, kameralne sceny, nie wymagające dbałości o scenografię, czy też kostiumy. W efekcie 90% filmu dzieje się w nocy, albo w obskurnych lokalizacjach. Mogłoby to nawet umknąć, ale akurat film trafia w okresie gdy pojawiły się trzy jakże różne produkcje, ale znakomicie oddające lata 90-te (Żeby nie było śladów”, Zupa nic, Najmro). Popsute są także montażem (Glińska) sceny sensacyjne, a dosłownością erotyczne. Trudno uwierzyć że za kamerą stał doświadczony operator Sobociński.


W tym wszystkim bronią się jedynie aktorzy. Cały film opiera się na barkach Ziętka, który miał po sobie do ogarnięcia dwie jakże różne role z lat komuny. Poradził sobie może odrobine gorzej niż w „Żeby nie było śladów”, ale i tak wyróżnia się na tle innych aspektów.


Nie ma co żałować braku kinowej dystrybucji. Nawet na Netflixie film nie zyskał większego rozgłosu. Cóż, kino LGTB to nie jest samograj. A najwyraźniej Domalewski strzelił sobie w kolano.


Plusy:

+ ukazanie traktowania homoseksualistów w komunie

+ rola Ziętka

+ poprawne aktorstwo drugoplanowe

+ przeboje muzyczne z lat 80-tych


Minusy:

- reżyseria

- scenariusz

- próba uratowania wizerunku środowiska LGTB

- montaż

- realizacja scen sensacyjnych

- obsceniczne sceny erotyczne

- kiepskie oddanie realiów komuny

- niedopracowane role kobiece


Zwiastun:


produkcja: Polska

rok: 2021

dystrybucja: Netflix

gatunek: kryminał LGTB


· reżyseria: Piotr Domalewski

· scenariusz: Marcin Ciastoń

· zdjęcia: Piotr Sobociński Jr.

· montaż: Agnieszka Glińska

· obsada: Tomasz Ziętek, Hubert Miłkowski, Adrianna Chlebicka, Tomasz Schuchardt, Marek Kalita

Ostatnie posty
Search By Tags
Follow Us
  • Twitter Social Icon