Ikar – Oscar na dopingu (ocena 7/10)


Tegoroczny laureat Oscara w kategorii filmów dokumentalnych zdecydowanie zasłużył na nagrodę. Inna sprawa, że efekt końcowy jest dziełem niesamowitego zbiegu okoliczności, a tak naprawdę film miał być trochę o czymś innym. No, ale szczęście w kulturze, tak jak i w sporcie, sprzyja lepszym. Albo, jak się okazuje, sprytniejszym i bardziej zakłamanym. „W czasach powszechnego fałszu mówienie prawdy jest aktem rewolucyjnym” – George Orwell, taki trafny cytat jest sentencją filmu stworzonego przez Bryana Fogela.


Fogel od dzieciństwa był fanem kolarstwa. Decyduje się na start w amatorskim, siedmiodniowym wyścigu przez Alpy. Bardzo trudna trasa, sukcesem ma być miejsce w pierwszej setce, ale udaje mu się zająć nawet czternaste. Ale czołówka jest poza zasięgiem. Bryan zamierza więc w kolejnej edycji pójść w ślady swojego idola Armstronga Lance’a Armstronga. Amerykanin przeszedł w trakcie kariery blisko 500 kontroli antydopingowych, w których żadna nic nie wykazała. Fogel podejrzewał jednak, że Lance wspomaga się niedozwolonymi środkami. Wpada na pomysł, żeby samemu spróbować w swoim amatorskim wyczynie dopingu, tak żeby nie został wykryty. Kontaktuje się więc z amerykańskim Dona Catlina, kierownika centrum antydopingowego w Los Angeles. Ten odmawia współpracy w postaci oszukiwania kontroli ze względu na własną reputacje. Daje jednak kontakt do swojego przyjaciela z Rosji, szefa moskiewskiego laboratorium Grigorija Rodczenkowa. Ten chętnie przystaje na współprace, panowie sobie rozmawiają przez Skype’a, łączy ich nawet miłość do własnych psów. Fogel nawet odwiedza moskiewski ośrodek, gdzie mają zostać zbadane jego próbki po wstrzykiwaniu (najpierw w uda, a potem w pośladki) zastrzyków z zakazanymi substancjami.

Cały projekt Fogela odchodzi jednak w cień bo wybucha wielka afera: niemiecki dziennik publikuje artykuł oskarżający Rosjan o powszechne stosowanie dopingu podczas najważniejszych zawodów. Rozpoczyna się śledztwo, które potwierdza zarzuty. Rosjanie mają zostać wykluczeni ze startu w najważniejszych zawodach. Sprawa obejmuje nawet obszar polityczny, program oszustw miał bowiem być nadzorowany przez najwyższe władze państwowego, z prezydentem Rosji na czele. Jak to się skończyło widzieliśmy nawet podczas ostatnich Igrzysk w PuengCzang, a jak ktoś się nie interesuje sportem – to tym bardziej ten film go pochłonie.


Szczęściarz - Fogel. Miał w planie nakręcić film o prywatnej próbie oszustwa dopingowego na amatorskim wyścigu, a dzięki znajomości z Rosjaninem wyszedł unikalny dokument o największej aferze w historii sportu. Nawet jeżeli nie do końca go wykorzystał, to film ogląda się z zapartym tchem i w pełni zasłużenie dostał Oscara. Szkoda, że Fogel zupełnie nie porzuca swojego pierwotnego pomysłu i zanudza widza swoją „kuracją” przez pół godziny, której brakuje w i tak zbyt długim dwugodzinnym dokumencie, gdy sprawę Rosjan można było przedstawić jeszcze bardziej wnikliwie. Słabo też wychodzi naszkicowanie przyjaźni obu panów, a żarty o jajach psa wypadają żałośnie. Ale parcie na ekran Rodczenkowa można wyjaśnić abstrahując od przyjaźni z Fogielem, znalazł się on bowiem w tak trudnej sytuacji (wiadomo, Rosja / Putin nie wybacza), że kamera była dla niego wentylem bezpieczeństwa.


„Ikar” nie jest jakoś specjalnie odkrywczo nakręcony – to zbitek „gadających głów”, materiałów archiwalnych (konferencje prasowe, wypowiedzi prominentów, nagłówki gazet) i suchych faktów (parcie na sukces w Soczi). Wszystko jednak jest bardzo dobrze uporządkowane i zmontowane. Ogląda się to więc z zapartym tchem zarówno ze względu na tematykę, jak i sposób ukazania. To duży plus dla Fogela, który wykorzystał temat, bo raczej na pierwotnym za daleko by nie zajechał (chociaż tak słabe filmy jak SuperSizeMe też zyskały popularność, że o twórczości Michaela Moore’a lepiej nie wspominać). Ten też by go przerósł, szczególnie że wątek Rodczenkowa powoli zastępuje sam Putin, ale umiejętnie z tego wybrnął. Zdecydował się bowiem utrzymać Dyrektora Laboratorium jako głównego bohatera – człowieka tak charakterystycznego dla Rosji. Świetna jest scena, gdy mówi on, że kocha swój kraj, bo Rosja jest najbardziej wyluzowana na świecie, chwilę później śmiejąc się sam ze swojej diagnozy. Rodczenkow staje się tak sportowym Snowdenem (bohater poprzedniego laureata oscarowego). Postacią niejednoznaczną, trudną w ocenie, na swój sposób fascynującą, a jednocześnie zachowującą naturę charakterystyczną do kraju, który rozpętał całą aferę.


Oczywiście Ikar pozostanie w historii kina jako dokument „na żywo” (przez przypadek rzecz jasna) ukazujący aferę dopingową, która wstrząsnęła współczesnym światem. Ma więc przede wszystkim charakter poznawczy, niezależnie od tego jak ktoś bardzo interesuje się sportem. Można zarówno uporządkować swoją wiedzę, jak i ogarnąć cały temat od początku do końca. Duża rzecz – wręcz podstawowa rola dokumentu.


Nie wiem dlaczego film nie trafił do kinowej dystrybucji, nie był również pokazywany na żadnym festiwalu. Szkoda, bo kino to lepsze miejsce do obejrzenia niż ekran laptopa czy smartfona. Może nie ogarniam tych wszystkich układów z nową modą jaką jest Netflix, bo tam właśnie trafił ten dokument. Niezależnie do tego wszystko warto się postarać, aby obejrzeć. To prawdziwy ewenement dokumentalny, nic to że przypadkowy.


Zwiastun:

Polska premiera (ciekawe dlaczego): brak, film dostępny na serwisie Netflix

Produkcja: USA

Rok: 2017

Gatunek: dokumentalny, sportowy, polityczny


  • Reżyser: Bryan Fogel

  • Scenariusz: Bryan Fogel, Mark Monroe, Timothy Rode

  • Obsada: Bryan Fogel, Grigorij Rodczenkow, Władimir Putin

Ostatnie posty
Search By Tags
Nie ma jeszcze tagów.
Follow Us
  • Twitter Social Icon