"Kim jest Michael" - SZOK - dobry film LGTB



Nie zawiera się w tematyce tego portalu dyskusja o problemach homoseksualizmu i jego postrzegania w społeczeństwie. Ale faktem niezaprzeczalnym jest, że wszystkie filmy z tego nurtu (ostatnio często wyświetlane w Warszawie, szczególnie w Kinotece i KC) są nadzwyczajnie nudne. Może jeszcze jakieś festiwale budzą zainteresowanie, ale zauważalna jest powszechna prawidłowość że na tych seansem pojawia się jedna osoba (pisząca te słowa).


W efekcie prawicowy Ogień z obowiązku zasuwa na wieczorne seanse LGTB nudząc się jak mops, a lewicowa Woda omija te filmy szerokim łukiem.

Czułem że kiedyś kinowy bożek mi te męki wynagrodzi.


Film „Kim jest Michael” sprawiał wrażenie widma. Pierwsza premiera była kilka tygodni temu i według repertuarów na jednym seansie miał być grany w Kinotece – problem w tym że w kinie nic o tym nie wiedzieli. W ubiegłym tygodniu film był w repertuarach kin na wieczornych seansach w KC i też w kinie nie wiedzieli skąd ten błąd. Istne fatum. Więc dopiero w ten weekend dane było obejrzeć.

Oczywiście bez zaskoczeń – na seansie jestem sam. O dziwo po 20 minutach przychodzą dwie dziewczyny z kolorowymi włosami (nie oceniam, ale wiadomo jakie było moje skojarzenie), którym zajęcie miejsca w malutkiej Sali KC zajmuje kilka minut hałasu. Ale nawet mi to nie przeszkadza, bo wszystko jak do tej pory jest przewidywalne: z ekranu wieje nudą, a na domiar złego główny bohater wikła się nie tylko w związek z mężczyzną, ale dodatkowo z takim który już ma partnera – więc atrakcje zaczynają się od „trójkąta” (a fe).


I nagle zaczyna się dziać coś zupełnie niespodziewanego. Film porusza tematy bardzo poważne: utraty bliskiej osoby, śmierci, sensu istnienia. Główny bohater zaczyna się zastanawiać nad poważnymi problemami egzystencjalnymi, nad swoimi skłonnościami, nad sensem życia człowieka, nad życiem pozagrobowym. Szybko trzeba się skoncentrować i chłonąć to co dzieje się na ekranie, bo naprawdę film jest mądry, inteligentny i zaskakujący.

Bohater staje przed poważnymi wyborami życiowymi: z jednej strony ma wrodzone skłonności homoseksualne, z drugiej coraz bardziej interesują go sprawy religijne, rozważania o sensie człowieczeństwa. A jak wiadomo praktycznie wszystkie religie raczej niechętne przyjmują skłonności homoseksualne. Więc jest problem i to problem nierozwiązywalny. Trzeba czytać, zastanawiać się, rozważać, podejmować trudne decyzje, czasami bolesne dla najbliższych,


Największą zaletą tego filmu jest to, że do ostatniej sceny nie jest agitką na rzecz danego światopoglądu. Nie ma tutaj prostych odpowiedzi, nie ma jednoznacznego „masz ochotę to dawaj z dwoma chłopaki”, ani „pedalstwo to grzech, chcesz być zbawiony to się ożeń z kobietą”. Główny bohater co prawda idzie jakąś drogą, chociaż najczęściej nazywa ją „własną ścieżką”, ale do końca do ostatniej sceny ma wątpliwości. Subtelny sposób w jaki te wątpliwości są w formie filmowej ukazane jest wielkim atutem „Kim jest Michael”. Końcowe sceny w supermarkecie, czy w kościele są doskonałe.


Padł kolejny dogmat mojej pasji kinowej. Film LGTB jest zawsze nudny i fatalnie zrealizowany? Nie! Bo jest takie małe arcydzieło jak: Kim jest Michael”.


Podziękowania dla kina KC, że w końcu zagościł film na ekranach.

Ostatnie posty
Search By Tags
Nie ma jeszcze tagów.
Follow Us
  • Twitter Social Icon