Miszmasz czyli Kogel Mogel 3 – ja Ponka (ocena 5/10)
- 28 sty 2019
- 4 minut(y) czytania

Dla fanów, a jest ich całkiem sporo, pierwowzorów z lat 80-tych to ciężka przeprawa, ale dla współczesnej młodzieży wychowanej na serialach i disco polo wcale nie jest aż tak źle.
Na głównego bohatera wyrasta syn Kasi – Marcin (Nikodem Rozbicki), który po rozwodzie rodziców mieszkał w Holandii. Teraz wraca do rodzinnych Brzózek, rzekomo na stałe. W rzeczywistości ma do wypełnienia zadanie zlecone przez ojca. Na ten cel uzyskuje, w dość specyficznych okolicznościach, pożyczkę od babci (bezbłędna Katarzyna Łaniewska).
Tymczasem w Warszawie okularnica Agnieszka (Aleksandra Hamkało) porzucona przez chłopaka wraz z ojcem-profesorem (Zdzisław Wardejn), zmęczonym gderaniem żony (Ewa Kasprzyk i jej punkt G), wyruszają w sentymentalną podróż.
Cudów po scenariuszu napisanym przez Ilonę Łepkowską (dla fanów i jednoczesnych krytyków obecnej wersji zaskakujące może być, że również współautorka wersji z lat 80-tych, chociaż pojawiają się już głosy że to efekt negatywnego samospełnienia serialowego) spodziewać się nie można było. I faktycznie najlepszym określeniem jest tutaj tytułowy „miszmasz”: są lepsze momenty, ale są i żenujące. Same pomysły wyjściowe jeszcze OK – stosunkowo zgrabna intryga: powrót syna/wnuczka po latach, prywatny biznes na zapadłej wsi, a z drugiej strony: ucieczka męża profesora i niespełnionej w miłości córki od gderającej żony/matki. Niestety szybko pojawiają się nieakceptowalne absurdy scenariuszowe, których zapowiedzią jest reakcja małżeństwa Goździków po przypaleniu towaru przywiezionego z Amsterdamu. Te lepsze momenty przeplatają się z idiotycznymi już do końca filmu, a ich cechą charakterystyczną jest że pojawiają się na chwilę, i często nic nie wnoszą do głównego nurtu fabuły. A ta niestety też kończy się idiotycznie: na deser pojawiają się aluzje polityczne (Donald Tusk i dobra zmiana) oraz obyczajowe (lesbijki, tęcza). Sądząc z wywiadów ze scenarzystką, chciała oddać współczesny obraz Polski – szkoda tylko że wyszło żenująco. Drobniejszych błędów scenariuszowych nie wypada nawet wymieniać, chociaż pewnie każdy po wykopaniu przez babcię słoika przypomniał sobie o fakcie przeprowadzonej w porównaniu do poprzedniej wersji „Kogla Mogla” - denominacji.
Generalnie nawiązywanie na siłę do kultowej polskiej komedii lat 80-tych, chociaż współcześnie i ona trąci myszką, stało się błędem twórców tego filmu. Minęło na tyle dużo czasu, że nie może być mowy o kontynuacji (wielu aktorów z obsady już odeszło z tego świata), a większość nawiązań jest na siłę. Nawet główna bohaterka tamtej serii jest tutaj praktycznie drugoplanowa. Marketingowo nie daje to efektu – co najwyżej rozsierdziło fanów pierwowzorów. Dużo bezpieczniej byłoby, gdyby na kanwie takiego scenariusza powstała niezależna polska komedia: skierowana do konkretnego odbiorcy, dla którego durne gagi i finałowa discopolowa dyskoteka będą atutem, a nie profanacją.
Muzycznie zresztą przez pewien okres jest całkiem sympatycznie, pojawiają się bowiem motywy muzyczne nawiązujące do filmów z okresu pierwowzoru. Niestety od pewnego momentu twórcy zarzucili ten ciekawy pomysł, a już finałowa sieczka będzie nie do zniesienia dla fanów porządnej polskiej muzyki z lat PRL-u.
Starano się oddać klimat wiejski, co także było cechą charakterystyczną Kogla-Mogla. Jednak od pierwszych scen zdecydowanie przeforsowano, a sceny: demolowania krasnali, obrzucania pomidorami, czy wywracania radiowozu, są i zbyteczne, i przesadnie awanturnicze. Cały klimat sielski znika, a nawet wiejska dyskoteka jawi się jak z innej planety. Szkoda, bo tym elementem można było trochę podratować film.
Jeszcze gorzej, jak w typowo nieudanej polskiej komedii romantycznej wyszło zobrazowanie Warszawy – pocztówkowo kolorowej, luksusowej do bólu i odrealnionej w każdym szczególe. Najbardziej irytują absurdy lokalizacyjne: dziewczyna biegnie mostem Świętokrzyskim na Pragę, a chwilę później z kierunku zachodniego w Parku Saskim do fontanny – nie bardzo zmęczona tym maratonem, a widać po naświetleniu, że kręconym w tym samym czasie, w dodatku wszystko toczy się o godzinie 8 rano.
Nie jest jednak tak, że film w reżyserii Kordiana Piwowarskiego jest w każdym calu źle nakręcony. Owszem – wiele scen, szczególnie jakiś bezsensownych bójek - odstręcza. Ale też są całkiem przyzwoite sceny, dobrze skomponowane, umiejętnie zmontowane, prawidłowo oświetlone, konsekwentne scenariuszowo. Odrzucając uprzedzenia, gusty muzyczne, sentyment do pierwowzoru, odmienne poczucie humoru, są momenty, że ogląda się z przyjemnością. A przynajmniej bez bólu, bo końcówka faktycznie już jest żenująca pod każdym względem.
Lepsze momenty to zasługa kilku dobrych kreacji aktorskich. Sprawdzają się Wardejn i Łoniewska, lepsze momenty mają Kasprzyk, Skrzynecka, a nawet Zakościelny. Trudniej ocenić dwie główne kreacje aktorskie – Rozbicki i Hamkało mają lepsze sceny, ale przez większość filmu są jednak drewniani, nie potrafiąc zapanować nad całym chaosem scenariuszowym. Hamkało niby marzy o kobiecości, a ubiera się najgorzej jak może, dopiero w scenie basenowej pokazując, że jest atrakcyjną kobietą i ze znalezieniem faceta nie powinna mieć aż takich problemów. Ta niewiarygodność scenariuszowa przeszkadza również w przypadku kilku innych ról, gdzie nawet talent aktorski na nic się zdaje (np. koszmarna rola Anny Muchy, czy nie lepsza Wiktora Zborowskiego).
rodzina z24295205Q,-Miszmasz-czyli-Kogel-Mogel-3 Łoniewska Kogel-mogl-5 hamkało Kasprzyl Goździki Kogel-mogl-2
Nie zachwyca poziom poczucia humoru. Sytuacyjny jest wręcz żenujący, opiera się głównie na absurdalnym przewracaniu, potykaniu, wpadaniu na siebie. Niewiele lepiej jest słownie, gdzie najlepsze teksty oparte na podobieństwie słówek: „głuchy / głupi”, „ja polka / Japonka” są już znane ze zwiastunów, chociaż jednak wybuchy śmiechu na widowni wywołują.
Tytułowy miszmasz mamy więc na wielu płaszczyznach: scenariuszowej, aktorskiej, realizacyjnej, muzycznej. Film nie ma szans na pozytywne recenzje, ale już części publiczności spodobać się może, w końcu jak tasiemce typu „M jak miłość” są hitami … Pytanie czy za kilka lat ma szanse, jak jego poprzednicy, stać się filmem tak złym że aż kultowym. I tutaj chyba jednak szanse są niewielkie, bardziej zostanie zapomniany jako kolejna polska nieudana komedia romantyczna.
Plusy:
Wardejn + Skrzynecka + Łaniewska + Kasprzyk
nie głupie punkty wyjścia: powrót z zagranicy, zmęczenie gderającą żoną
wiejski klimat
muzyczne motywy w pierwszej części
Minusy:
chaos scenariuszowy z niepotrzebnymi wątkami
absurdy scenariuszowe
kompozycja scen bójek
kiepskie poczucie humoru
discopolowe zakończenie (Martyniuk)
Zwiastun:
Polska premiera: 25 stycznia 2019
Dystrybucja: Next Film
Produkcja: Polska
Rok: 2019
Gatunek: komedia
reżyseria: Kordian Piwowarski
scenariusz: Ilona Łepkowska
muzyka: Marcin Macuk, Sebastian Krajewski
zdjęcia: Filip Marcickiewicz
scenografia: Zofia Lubińska
kostiumy: Anna Męczyńska
montaż: Marceli Majer
obsada: Grażyna Błęcka-Kolska, Ewa Kasprzyk, Zdzisław Wardejn, Aleksandra Hamkało, Nikodem Rozbicki, Jerzy Rogalski, Katarzyna Skrzynecka, Maciej Zakościelny, Anna Mucha, Katarzyna Łaniewska, Zenon Martyniuk, Małgorzata Rozenek












Komentarze