"Tajemnice Manhattanu" - historia o koniu (ocena 7/10)


Główny bohater - dziennikarz, reporter, autor rubryki w gazecie opisującej wypadki i tragedie - od pierwszego zdania wzbudza moją sympatię. Zdaje sobie bowiem sprawę, że zawód dziennikarza odchodzi w zapomnienie, i pierwszy z brzegu dzieciak jest w stanie nakręcić filmik, czy napisać coś ciekawego w internecie. Poznajemy go w trudnym momencie, gazetę bowiem przejmuje nowy właściciel, który nawet nie raczy wymienić zdania z dotychczasową gwiazdą redakcji. Nawet sensacyjny materiał o poświęceniu ojca i uratowaniu dziecka przy spadku z dużej wysokości może nie wystarczyć. Ale to co najciekawsze dopiero przed nim.

Są filmy, przy których krytyk powinien zamilknąć. W Tajemnicach Manhattanu praktycznie nie ma do czego się przyczepić. Fabuła jest wciągająca i znakomicie opowiedziana: w odpowiednim tempie, trzymając napięcie, bez niepotrzebnych zwrotów akcji, ale ze stopniowym odkrywaniem prawdy. Od pierwszej do ostatniej minuty dowiadujemy się nowych okoliczności, i co rusz jesteśmy zaskakiwani.

Realizacja jest znakomita: zdjęcia są stonowane i dopasowane do osobowości bohatera, montaż jest idealny, do tego dochodzi muzyka - która nie przeszkadza, a buduje niepostrzeżenie nastrój.

Aktorzy nie są tutaj w zasadzie aktorami. To prawdziwe postacie. Jesteśmy w stanie uwierzyć, że Adrien Brody faktycznie jest reporterem, jego żona lekarką, a Yvonne Strahovski nieszczęśliwą wdową. Strahovski prezentuje się zresztą tutaj nad wyraz kobieco (szkoda że tak mało zdjęć jest z tego filmu w sieci).


Mocno się zdziwiłem jak przeczytałem negatywne opinie o tym filmie internautów.

No cóż - może Yvonne mnie zbytnio zauroczyła.

Tutaj jedyna recenzja obecnie dostępna w sieci:

Recenzji "czytanych" jest więcej, wklejam bo nikt nie zachwycił się tym filmem tak jak ja, więc warto też otworzyć się na inne spojrzenia:

TUTAJ z podłożem seksualnym (nie dziwię się - sceny erotyczne z tego filmu mogą zakryć nawet kryminalne zagadki)

TUTAJ trochę krytycznie, ale bez konkretnych argumentów (no ale czego oczekiwać od Onetu)

TUTAJ lustrzane odbicie moich odczuć (no ale czego spodziewać się po Interii)

no i do jakiego wniosku przy okazji "lektury" tego filmu dochodzimy? Ano do takiego, że znowu najbliżej mi do Gazety Wyborczej

Oczywiście jest jeszcze dużo lepsza TUTAJ


Film jest oparty na powieści Colina Harrisona. Przeczytanie jej przed obejrzeniem dzieła Briana DeCubellisa z pewnością zepsuje zabawę, i nie pozwoli na emocjonowanie się akcją. Ale podobno książką też jest dobra: TUTAJ

Ostatnie posty
Search By Tags
Nie ma jeszcze tagów.
Follow Us
  • Twitter Social Icon