„Rocky II” – włoski ogier (ocena 8/10)

Film z budżetem 7 mln USD, zrealizowany w trzy miesiące, zarobił ponad 200 mln USD. Taki wynik – w latach 70-tych.

Rocky Balboa po morderczej walce ląduje w szpitalu. Zarobione pieniądze i propozycje na bazie zyskanej popularności otwierają nowe możliwości. Jednak dla boksera o włoskim pochodzeniu, określanego mianem „włoskiego ogiera”, najważniejsza pozostaje rodzina i miłość do swojej nieśmiałej dziewczyny.

Kontynuacja hitu z 1976 roku, niespodziewanego zdobywcy Oscara, niosła ze sobą duże ryzyko. Utrzymanie kameralnego charakteru i perfekcyjnego scenariusza nie było łatwe. Tym razem Sylwester Stallone przejął także reżyserię. Zastosował udany manewr zazębienia fabuły. Film rozpoczyna sekwencja walki, która kończyła pierwszą część. To pozwala na ciągłość akcji. Podobnie jak w pierwszej części ambicje sportowe schodzą na drugi plan. Bohater korzysta z sytuacji, jednak wkrótce znajdzie się w trudnej sytuacji. Takie rozwiązanie fabularne może razi przewidywalnością, jednak ukazuje życiowe troski i typowe po osiągnięciu nieoczekiwanej popularności zagrożenia. Bohater filmu przezwycięża jej stanowczym charakterem i przywiązaniem do wyznawanych wartości. Dzisiaj już trudno spotkać filmowy scenariusz, w którym wiara i zasady odgrywają tak istotną rolę, jak w tym filmie z końca lat 70-tych. Ciekawym, chociaż może wówczas marginalnym, wątkiem jest reakcja fanów na wynik pierwszego pojedynku, którą można porównać ze współczesnym hejtem internetowym. Jest ona przyczynkiem do decyzji o dążeniu do rewanżu.

 

Stallone znakomicie zmienia konwencje nie psując tempa i klimatu filmu. Po sportowym początku następuje długi okres, w zasadzie trzon filmu, wypełniony scenami kameralnymi – nawet scena oświadczyn ma ze względu na okoliczności swoją specyfikę, czy też długa scena w szpitalu. Nie przeszkadza to jednak wrócić do konwencji sportowej. Odkryciem serii Rocky jest sekwencja treningu: świetnie zmontowana, wypełniona muzycznie oraz scenograficznie (słynne schody). Po niej dopiero następuje wyjątkowo rozbudowana scena walki bokserskiej. Można na nią utyskiwać ze względu na zdecydowanie przesadzoną odporność na ciosy. Jednak znakomicie zrealizowana podtrzymuje emocje i nawet przewidywalny finał robi wrażenie.

 

Tajemnicą realizacyjnego sukcesu jest sprawny montaż – element który wyróżnia kino w porównaniu do innych środków artystycznego wyrazu. Poprzez sprawne operowanie perspektywą, ujęciami, cięciami nadaje się tempo i nastrój scen. Stallone wykorzystuje to znakomicie, wręcz perfekcyjnie czym buduje dramaturgie scen dynamicznych, a jednocześnie wystudza tempo w momentach kameralnych.

 

W drugiej części Rocky’ego utrzymano obsadę aktorską, co też pozytywnie wpływa na klimat tego filmu. Stallone już nie ukrywa się pod funkcją scenarzysty, przejmuje również reżyserię, bo i tak wiadomo że to jego osobiste dzieło. To jeden z niewielu w historii kina przypadek, gdy aktor potrafi łączyć w tak znakomity sposób funkcję scenarzysty i reżysera. Tym filmem na trwałe ustalił swoją renomę w środowisku filmowym, a trzy lata później postać boksera uzupełnił rolą amerykańskiego żołnierza-weterana.

 

Zalety:

+ reżyseria

+ montaż

+ emocjonująca walka finałowa

+ kameralne sceny

+ motyw muzyczny

+ podkreślenie znaczenia wiary

+ utrzymana obsada

+ wątek krytyki fanów

 

Wady:

- przewidywalne

- przesadna odporność na ciosy

 

Zwiastun:

produkcja: USA

rok: 1979

premiera światowa: 15 czerwca 1979 (w Polsce dopiero w erze kaset VHS)

gatunek: dramat

 

  • reżyseria i scenariusz: Sylwester Stallone

  • zdjęcia: Bill Butler

  • montaż: Stanford C. Allen, Janice Hampton

  • muzyka: Bill Conti

  • obsada: Sylwester Stallone, Talia Shire, Burt Young, Carl Weathers, Burgess Meredith, Tony Burton

     

     

     

     

     

     

     

     

     

Please reload

Ostatnie posty
Please reload

Search By Tags

I'm busy working on my blog posts. Watch this space!

Please reload

Follow Us
  • Twitter Social Icon