Ad Astra – z ojca na syna (ocena 6/10)

September 21, 2019

Do historii kina SF ten film nie przejdzie, chociaż realizacyjnie warty jest uwagi.

Roy McBride (Brad Pitt) kontynuuje rodzinne tradycje swojego ojca Clifforda, który był legendą świata kosmonautów - jego wyprawa w poszukiwaniu oznak życia zakończyła się jednak utratą kontaktu ze statkiem. Roy pracuje jako technik w przestrzeni okołoziemskiej, gdy do Ziemi docierają groźne impulsy z kosmosu. Ponieważ może to mieć związek z zaginioną misją ojca otrzymuje on zadanie specjalne.

Ad Astra” nawiązuje do klasyki kina SF, które wsławiło się filmami o długich, często samotnych wyprawach w przestrzeń międzyplanetarną, najczęściej z misją kontaktu z rozumną cywilizacją. Pozostając w klimacie gatunku czerpie pełnymi garściami z filmów już znanych i powszechnie docenianych. Zapewne gdyby nie to że w ostatnich latach powstały takie produkcje jak „Grawitacja”, „Marsjanin”, „Nowy początek”, „Interstellar”, a lata wcześniej „2001 Odyseja Kosmiczna”, „Obcy” to ocena produkcji reżyserii Jamesa Graya byłaby znacznie wyższa. Niestety korzysta on z motywów wykorzystanych w wymienionych filmach, często w bardzo zbliżonych scenach. To razi, nawet jeżeli realizacyjnie jest perfekcyjnie.

 

Chybionym pomysłem są również zmiany tempa. Film utrzymany jest w sprawdzonym w kinie SF stylu stonowanym, często jednak zbyt monotonnym. Przerywane jest to to scenami dynamicznymi, których przedsmak jest już podczas awarii na początku filmu. Te przejścia są niepłynne, a niektóre motywy (jak chociażby atak małp) zupełnie nie wnoszą nic nowego do filmu, jakby ich jedynym celem było ożywienie fabuły.

 

Problem jest również z końcówką. Ogólnie film jest za długi i lepiej jakby się skończył z pół godziny wcześniej. A tak to wygląda jakby reżyser chciał nawiązać do dłuższych metraży najlepszych przedstawicieli gatunku SF. Tylko że taką „Odyseję Kosmiczną” ogląda się z zapartym tchem nawet pod koniec trzeciej godziny, a tutaj losy bohatera obojętnieją mniej więcej w połowie. Także z powodu Brada Pitta, który jakoś się nie odnalazł w tej roli i najlepiej wypada jak nie widać go spod skafandra. Jeszcze gorzej jest z drugim planem, gdzie zaangażowano wielkie gwiazdy aktorskie przyporządkowując im słabiutkie, zbyt epizodyczne role.

 

Należy jednak oddać, że film pasuje do standardu dobrej produkcji SF. Na pierwszym planie stawia bowiem rozterki człowieka, problemy egzystencjonalne i ogrom kosmosu. Nawet jak to brzmi pretensjonalnie, szczególnie w końcówce, to jednak wybrzmiewają tutaj echa, które w wymienionych wyżej klasykach kina SF zapewniły im filmową nieśmiertelność.

 

Mimo wielu mankamentów film warto obejrzeć, tyle że koniecznie w kinach. Warstwa realizacyjna jest imponująca. Wspaniałe pomysły scenograficzne, ukazanie piękna kosmosu z pomysłem różnokolorowych planet: biało-czarny Księżyc, czerwony Mars, niebieski Neptun. Wrażenie również robi dbałość o najmniejsze szczegóły astronautycznego wyposażenia. Trochę to w pewnym momencie zastępuje nużącą fabułę, jednak nie sposób oddać realizacyjnej perfekcji.

 

Plusy:

  • zdjęcia

  • wizje kosmosu

  • scenografia, dbałość o szczegóły

  • efekty specjalne

  • fabuła w duchu gatunku

  • zaangażowanie znanych nazwisk aktorskich

 

Minusy:

  • wszystko to już było

  • nieudane połączenie scen dynamicznych ze stonowanymi

  • słabe role drugoplanowe

  • nieprzekonujący Brad Pitt

  • za długie

  • pretensjonalny finał

 

Zwiastun:

produkcja: USA

rok: 2019

premiera: 20 września 2019

dystrybucja: Imperial - Cinepix

gatunek: science-fiction

 

  • reżyseria: James Gray

  • scenariusz: James Gray, Ethan Gross

  • zdjęcia: Hoyte Van Hoytema

  • muzyka: Max Richter

  • montaż: John Axelrad, Lee Haugen

  • scenografia: Kevin Thompson

  • obsada: Brad Pitt, Tommy Lee Jones, Ruth Negga, Liv Tyler, Donald Sutherland, Greg Bryk, Loren Dean, John Ortiz

Please reload

Ostatnie posty
Please reload

Search By Tags

I'm busy working on my blog posts. Watch this space!

Please reload

Follow Us
  • Twitter Social Icon