Kobieta idzie na wojnę – islandzki energoterroryzm (ocena: 5/10)


Islandia ponownie zaskakuje. Tym razem filmowo. Tylko czy aby przekonująco?

Samotna kobieta narusza strzałem z łuku linie wysokiego napięcia. Powoduje to awarię w całej okolicę, a przede wszystkim w fabryce – przeciwko której skierowany jest akt sabotażu. Na codzień kobieta jest normalnym, przykładnym obywatelem, z marzeniem o adopcji dziecko z Ukrainy.

Kuriozalna historia. W dodatku mało wiarygodnie ukazana, przez co twórcy popadają raczej w groteskę, niż w społeczne zaangażowanie. Ukryte są motywacje bohaterki i cały sens jej działania, jakby z góry skazanego na fiasko, a przede wszystkim jej pojmanie i ukaranie. Co prawda przedłuża się bezkarność bohaterki ze względu na nieudolność służb, w którą także trudno uwierzyć. Nakazuje to bardziej potraktować film jako baśniową przypowieść. Nie sprzyja jednak temu pojawienie się drugiego wątku – bardzo przyziemnego, kobiecego. Bohaterka ma już swoją życiową ideę, ale wciąż brnie w tę absurdalną, skazującą ją na pożarcie przez system. Ta dwuznaczność trudna jest do pogodzenia.


Film stara się utrzymać w ryzach skandynawski sposób narracji, pełen absurdów, ale osadzony w rzeczywistości. W pewien nawias opowiadaną historię biorą sceny z udziałem jakby fikcyjnej orkiestry towarzyszącej w trakcie aktów sabotażu. Dzięki tematu klimat jest trochę podobny do świetnego „Nieściszalni” z 2010 roku. Aby jednak osiągnąć ten poziom brakuje wiarygodnego scenariusza. Można się więc tylko zastanawiać, co mieli do przekazania twórcy. Cały wymiar antyglobalistyczny jest bowiem tutaj mało wiarygodny.


Na niewiele zdaje się wiec charyzmatyczna rola Halldóry Geirharðsdóttir. Stara się jak może, ale pytanie jakie są jej motywacje pozostaje bez odpowiedzi. Jeżeli już czymś się zachwycać to nie jej pomysłowością, także w ukrywaniu się przed amerykańskimi dronami, ale pięknymi islandzkimi krajobrazami. Czy jednak pustka islandzkich również usprawiedliwia opieszałość w ujęciu sprawczyni? Tak, że na lotniskach trzeba pobierać DNA? Szyte tak grubymi nićmi, że w niwecz obracają wysiłek scenarzystów.


Dla wielu trudne będzie również do przyswojenia wolne tempo akcji, ograniczone dialogi i konieczność dopowiedzenia sobie części historii. Jeszcze na kina studyjne, czy festiwale – to w porządku, ale film wchodzi również do szerokiej multipleksowej dystrybucji.


Plusy:

  • klimat

  • bajkowość sytuacji

  • starania aktorskie Halldóry Geirharðsdóttir

  • islandzkie krajobrazy


Minusy

  • niewiarygodna historia

  • absurdy scenariuszowe

  • monotonne tempo akcji, ubogie dialogi


Zwiastun:

tytuł oryginalny: Kona fer í stríð

polska premiera: 21 czerwca 2019

produkcja: Islandia, Francja, Ukraina

rok: 2018

gatunek: dramat


  • reżyseria: Benedikt Erlingsson

  • scenariusz: Benedikt Erlingsson, Ólafur Egilsson

  • obsada: Halldóra Geirharðsdóttir, Jóhann Sigurðarson, David Thor Jonsson, Magnús Trygvason Eliassen, Omar Gudjonsson

Ostatnie posty
Search By Tags
Nie ma jeszcze tagów.
Follow Us
  • Twitter Social Icon