Monument – Królestwo za 200 tysięcy (ocena: 5/10)


Trudno krytykować film, w którym na samym wstępie reżyserka zapowiada występując na ekranie, że zależy on od indywidualnej interpretacji, a w trakcie wywiadów podkreśla skromniutki budżet. Ale i tak szkoda tej produkcji, bo przy większym wysiłku scenariuszowym mogło powstać dzieło wybitne.

Grupa studentów jedzie na hotelowe praktyki. Zatrzymują się na stacji benzynowej, kupują wódkę, zawieraj przyjaźnie. Po dojechaniu przejmuje ich charyzmatyczna kierowniczka. Jedni będą kelnerami na polskim weselu, inni sprzątać pokoje hotelowe, jedna opiekować się niedołężną otyła kobietą z przeszłością jeszcze z II WŚ, a jeszcze inni przygotowywać tajemniczy monument. Odbiera się im tożsamość, dostają te same imiona. Realność całego świata zacznie powoli zanikać.

To drugi po „Wieży, jasny dzień” film Jagody Szelc, która podkreśla że ten test na reżysera, jakim jest druga produkcja, chciała przejść jak najszybciej i przy jak najtrudniejszych warunkach. Wybrała więc niedopracowany scenariuszowo pomysł angażując absolwentów łódzkiej filmówki, i przy budżecie na poziomie 200 tys. zł utkała film odnoszący się do wielu dzieł kulturowych: od literatury, poprzez malarstwo, po sztukę filmową. Wydaje się, że reżyserka zbyt mocno asekuruje się warunkami, bo na kanwie tego pomysłu mogło powstać dzieło duże lepsze, może nawet kultowe. Niewykluczone zresztą że Szelc taki film w swojej karierze nakręci. Zaczęła z wysokiego filmowego „C”. Może stąd niedosyt po projekcji „Monumentu”.


Sama koncepcja scenariuszowa jest pomysłowa (chociaż też już wielokrotnie stosowana), może jedynie razić bezpośredniość z jaką jest ona podana widzowi w ostatniej scenie. Jednak to ten film, w którym ostatnia scena przewartościowuje (raczej wątpliwe żebyś ktoś ze szczątków aluzji domyślił się wcześniej) wszystkie wcześniejsze. To powoduje, że widz może od nowa poukładać sobie wszystkie sceny i ma pretekst do przemyśleń. Ten filmowy zabieg wielokrotnie znamionował prawdziwe arcydzieła (chociażby horror „Inni”) i tutaj mogłoby być podobnie, gdyby nie jeden mankament. Otóż fabuła poszczególnych wątków, najlepiej nazwać jej jako „pokoje” ze względu na wyraźny podział, jest co najwyżej przeciętna. Tak naprawdę - żaden nie przekonuje w pełni. A mógłby. Wystarczyłoby więcej inwencji scenariuszowej. Może także lepszym rozwiązaniem byłoby któryś z nich uwypuklić. Początkowo takim wydawał się charyzmatyczny stosunek szefowej do uczestników, ale ona akurat zupełnie w pewnym momencie znika kosztem tematu donoszenia jednego z uczestników. Brakuje więc mocniejszego przekazu, a z pojedynczych epizodów trudno utkać rozsądny wkład scenariuszowy.


Monument” jest pomimo miernego przekazu wręcz kopalnią nawiązań do wielu dzieł malarsko-filmowych. Zresztą już sam tytułowy przedmiot nasuwa nawiązania do kultowego filmu science-fiction. Klimatem przez długi czas przypomina słynny serial „Królestwo” Larsa von Triera, co tylko pokazuje jaki potencjał tkwił w pomyśle. Kinomani znajdą także wiele innych nawiązań, co zresztą było widać podczas ciekawej rozmowy z reżyserką po premierze filmu w warszawskim kinie Luna.


Szelc bardzo ekspresyjna, wygłupiała się i modulowała głos, ale dodała wiele niezwykle ciekawych swoich spostrzeżeń, które w trakcie percepcji tego niewątpliwie trudnego w odbiorze filmu mogły umknąć. Jedną z nich jest zmienny sposób kamerowania: pierwsze sceny są w klimacie paradokumentalnym, następnie tworzony jest klimat charakterystyczny do thrillerów z najazdami kamery, odbiciami, przyciemnianiem, a w końcu odrealniony obraz z zakrzywieniami rzeczywistości.


Z niezwykłą dbałością potraktowano kwestię realizacji dźwięku. Nawet w tak słabym kinie (pod względem słyszalności) jak Luna wybrzmiewały w bardzo różnorakich miejscach nasilenia dźwiękowe, co wielokrotnie robiło piorunujące wrażenie. Szkoda, tylko że nie dopracowano kwestii słyszalności dialogów, co pewnie było kwestią ograniczeń budżetowych. Niestety momentami trudno zrozumieć co jest mówione, a w trakcie premiery ratowały jedynie angielskie napisy.


Produkcja tego filmu to test dla młodych aktorów, absolwentów łódzkiej filmówki. Pomimo kiepskiej podstawy scenariuszowej, praktycznie wszyscy sobie tutaj dali radę, co ważne: wiele od siebie dodając. Pomogła im z pewnością w tym reżyserka równomiernie rozdzielając czas ekranowy, kosztem bardziej wyrazistego przesłania. Znaleźć czas dla dwudziestu aktorów, mniej więcej w podobnym stopniu, z pewnością było wyzwaniem. Jednak się to Szelc udało, dzięki czemu wielu bohaterów pozostaje na dłużej w pamięci.


Nie ma oczywiście szans aby film, pomimo dość atrakcyjnej klamry scenariuszowej wyjaśniającej całość, przedarł się do szerszej widowni. Zapewne będzie jeszcze bardziej niszowy od pierwszej produkcji Szelc. Jednak młodej reżyserce bardzo blisko do osiągnięcia sukcesu komercyjnego, wbrew zarzekaniom. Bo i blisko jej do stylu, który wielu niepokornych reżyserów odprowadził do mainstreamu i filmowej sławy.


Plusy:

  • pomysł – klamra scenariuszowa

  • realizacja dźwięku

  • liczne nawiązania kulturowe

  • młodzi aktorzy


Minusy:

  • braki scenariuszowe

  • wyciszenie wątku dominującego

  • niesłyszalność dialogów


Zwiastun:

Polska premiera: 15 marca 2019

Dystrybutor: Velvet Spoon

Produkcja: Polska

Rok: 2018

Gatunek: dramat


  • reżyseria i scenariusz: Jagoda Szelc

  • obsada: Zuzanna Pawlak, Anna Biernacik, Paulina Lasota, Karolina Bruchnicka, Anna Bolewska

Ostatnie posty
Search By Tags
Nie ma jeszcze tagów.
Follow Us
  • Twitter Social Icon