Green Book – przyjaźń ponad uprzedzeniami (ocena 8/10)


Uroczo optymistyczny film o skomplikowanym problemie koegzystencji ludzi o różnych kolorach skóry.

Tom, przedstawiciel włoskiej rodziny w USA traci pracę w nowojorskim klubie z powodu remontu. W trudnej sytuacji finansowej pojawia się okazja dodatkowego zarobku. „Haczyki” są dwa. Nowe wyzwanie zawodowe wymaga kilkutygodniowej wyprawy na południe USA bez kontaktu z tak ważną we włoskiej tradycji – rodziną. A drugi to taki – że zleceniodawcą i kompanem będzie muzyk o czarnym kolorze skóry. A Tom takich nie lubi. Poza tym jest rok 1962, co dopiero oficjalnie potępiono zachowania rasistowskie, ale w południowych stanach Ameryki jakby ta nowa wiadomość jeszcze nie dotarła: na porządku dziennym są miejsca do których wstęp mają jedynie osoby o białym kolorze skóry. Tom zachęcony gratyfikacją finansową podejmie się jednak, po lekkiej modyfikacji - zadania, które zmieni jego życie i podejście do osób innej rasy.

O problemach rasizmu, uprzedzeń, konfliktów na tle rasowym postały setki filmów spoglądających z różnych perspektyw i operujących różnorakimi konwencjami filmowymi. „Green Book” jednak pomimo dystansu czasowego, akcja bowiem rozgrywa się gdy ten problem był dużo bardziej namacalny, zdecydowanie się wyróżnia, i to na kilku płaszczyznach.


W wielu podobnych konfliktach wychodzi, że na poziomie mas nie ma szans na opanowanie uprzedzeń, co innego na poziomie kontaktów osobistych. Zestawić obok siebie dwóch zwolenników zwalczających się partii, czy klubów sportowych i wysłać na wspólną misję, a nie tylko będą współpracować, ale i mogą się polubić. W tym właśnie pomysł tego filmu. Bohaterów dzieli praktycznie wszystko, bo nie tylko kolor skóry, ale i zachowanie, zwyczaje, nawyki, umiejętności, ubiór, podejście do życia, sytuacja rodzinna, a nawet zwyczaje życzeniowe (genialne wręcz scena z konsumpcją kawałków kurczaka). Co więcej ten lepiej wykształcony, wybitnie utalentowany jest przez społeczeństwo wykluczany, a prosty chłop -tylko dlatego że biały, ma otwarty dostęp do np. wykwintnej restauracji. To uwidacznia jak na dłoni bezsens dyskryminacji, co zauważa Tom – który jeszcze kilka tygodni wcześniej wyrzucał do kosza szklanki, z których piły „czarnuchy”. W filmie udało się te różnice kulturowe ukazać w bardzo ciepły sposób, tak aby one zbliżały, a nie zniechęcały. Można nawet powiedzieć, że bohaterowie biorą od siebie to co najcenniejsze. Nawet jeżeli rozpoczyna się od takich szczegółów jak pomoc w pisaniu listów, to kończy się na potrzebie rodzinnego spędzeniu okresu świątecznego.


Ważny jest dystans opowiadanej historii do bohaterów. Nie są oni wybieleni (nomen omen), ukazane są również ich wady, także w przypadku tej postaci bardzo kulturalnej. Film pokazuje, że geneza konfliktu nie leży po jednej stronie, bo także osoby czarnoskóre często eskalowały napięcie. Udaje się to jednak zaprezentować w sposób niezwykle ciepły, sympatyczny, z poczuciem humoru. Nawet tak absurdalne problemy z jakimi stykają się w trakcie swojej wędrówki, jak jawna dyskryminacja, przemoc, czy absurdalne ograniczenia jawią się jako błąd systemu, a nie zła wola jednostek. To jest najlepiej widoczne w przerysowanych scenach, gdy muzyk jest traktowany jako wielka gwiazda, ale jednocześnie odmawia mu się najprostszych praw, jak chociażby możliwość skorzystania z domowej toalety. Czyli ma szacunek ludzi, a jednak ustalone zasady nie pozwalają traktować go jak pełnoprawnego obywatel. Absurd w czystej formie, który przetrwał jeszcze lata po równouprawnieniu.


Scenek humorystycznych jest tutaj bardzo wiele, a każda z nich ma swój niepowtarzalny humor. W zasadzie już obraz Toma za kierownicą, z nieodłącznym jedzeniem, jest wystarczająco komiczny. Twórcy mają duże wyczucie, potrafią wyhamować w odpowiednim momencie, dzięki czemu nie popadają w głupawą komedię (to sukces biorąc pod uwagę dokonania reżysera w filmach typu „Głupi i głupszy”), utrzymując jednak klimat tak sympatyczny, że nie sposób nie odbierać tego filmu pozytywnie.


To film jednego aktora. Viggo Mortensen zagrał rewelacyjnie. Wielka rola. W zasadzie trudno uwierzyć, że to współczesny aktor, a nie typowy przedstawiciel włoskiej emigracji sprzed prawie 60 lat. Idealnie partneruje mu Mahershala Ali stanowiąc kontrast pod każdym względem. Jedna z najlepszych par w historii kina.


Można co prawda utyskiwać, że nie wykorzystano drugiego planu, w trasie koncertowej bierze udział bowiem jeszcze dwóch muzyków, którzy również ze względu na rosyjskie (Tom uparcie twierdzi że niemieckie) pochodzenie również mieli potencjał. Jednak oni na długie minuty znikają, może i lepiej, bo pozostawiają pole na interakcje głównych postaci.


Film zyskał sympatię uzyskując nagrody Złote Globy. Oscary stoją więc otworem. To idealny film na nagrody – bo trudno sobie wyobrazić widza, który utyskiwałby na drobne niedociągnięcia.


Plusy:

  • kontrast bohaterów

  • ciepły, optymistyczny klimat

  • umiejętność operowanie żartem sytuacyjnym i słownym

  • wykorzystanie klaustrofobicznej przestrzeni samochodowej

  • Viggo Mortensen i Mahershala Ali

  • dialogi

  • skrojony pod nagrody filmowe

  • utrzymanie oryginalnego tytułu

  • zachęcający plakat


Minusy:

  • niewykorzystane postacie drugoplanowe

  • powtarzalność wydarzeń w kolejnych miejscach pobytu

  • przewidywalność fabuły

  • sentymentalny finał


Zwiastun:

Polska premiera: 15 lutego 2019

Dystrybucja: M2 Films

Produkcja: USA

Rok: 2018

Gatunek: dramat


  • reżyseria: Peter Farrelly

  • scenariusz: Brian Hayes Currie, Peter Farrelly, Nick Vallelonga

  • obsada: Viggo Mortensen, Mahershala Ali, Linda Cardellini, Sebastian Maniscalco, Dimiter D. Marinov

Ostatnie posty
Search By Tags
Nie ma jeszcze tagów.
Follow Us
  • Twitter Social Icon