Miszmasz czyli Kogel Mogel 3 – ja Ponka (ocena 5/10)

Dla fanów, a jest ich całkiem sporo, pierwowzorów z lat 80-tych to ciężka przeprawa, ale dla współczesnej młodzieży wychowanej na serialach i disco polo wcale nie jest aż tak źle.

Na głównego bohatera wyrasta syn Kasi – Marcin (Nikodem Rozbicki), który po rozwodzie rodziców mieszkał w Holandii. Teraz wraca do rodzinnych Brzózek, rzekomo na stałe. W rzeczywistości ma do wypełnienia zadanie zlecone przez ojca. Na ten cel uzyskuje, w dość specyficznych okolicznościach, pożyczkę od babci (bezbłędna Katarzyna Łaniewska).

Tymczasem w Warszawie okularnica Agnieszka (Aleksandra Hamkało) porzucona przez chłopaka wraz z ojcem-profesorem (Zdzisław Wardejn), zmęczonym gderaniem żony (Ewa Kasprzyk i jej punkt G), wyruszają w sentymentalną podróż.

Cudów po scenariuszu napisanym przez Ilonę Łepkowską (dla fanów i jednoczesnych krytyków obecnej wersji zaskakujące może być, że również współautorka wersji z lat 80-tych, chociaż pojawiają się już głosy że to efekt negatywnego samospełnienia serialowego) spodziewać się nie można było. I faktycznie najlepszym określeniem jest tutaj tytułowy „miszmasz”: są lepsze momenty, ale są i żenujące. Same pomysły wyjściowe jeszcze OK – stosunkowo zgrabna intryga: powrót syna/wnuczka po latach, prywatny biznes na zapadłej wsi, a z drugiej strony: ucieczka męża profesora i niespełnionej w miłości córki od gderającej żony/matki. Niestety szybko pojawiają się nieakceptowalne absurdy scenariuszowe, których zapowiedzią jest reakcja małżeństwa Goździków po przypaleniu towaru przywiezionego z Amsterdamu. Te lepsze momenty przeplatają się z idiotycznymi już do końca filmu, a ich cechą charakterystyczną jest że pojawiają się na chwilę, i często nic nie wnoszą do głównego nurtu fabuły. A ta niestety też kończy się idiotycznie: na deser pojawiają się aluzje polityczne (Donald Tusk i dobra zmiana) oraz obyczajowe (lesbijki, tęcza). Sądząc z wywiadów ze scenarzystką, chciała oddać współczesny obraz Polski – szkoda tylko że wyszło żenująco. Drobniejszych błędów scenariuszowych nie wypada nawet wymieniać, chociaż pewnie każdy po wykopaniu przez babcię słoika przypomniał sobie o fakcie przeprowadzonej w porównaniu do poprzedniej wersji „Kogla Mogla” - denominacji.

 

Generalnie nawiązywanie na siłę do kultowej polskiej komedii lat 80-tych, chociaż współcześnie i ona trąci myszką, stało się błędem twórców tego filmu. Minęło na tyle dużo czasu, że nie może być mowy o kontynuacji (wielu aktorów z obsady już odeszło z tego świata), a większość nawiązań jest na siłę. Nawet główna bohaterka tamtej serii jest tutaj praktycznie drugoplanowa. Marketingowo nie daje to efektu – co najwyżej rozsierdziło fanów pierwowzorów. Dużo bezpieczniej byłoby, gdyby na kanwie takiego scenariusza powstała niezależna polska komedia: skierowana do konkretnego odbiorcy, dla którego durne gagi i finałowa discopolowa dyskoteka będą atutem, a nie profanacją.

 

Muzycznie zresztą przez pewien okres jest całkiem sympatycznie, pojawiają się bowiem motywy muzyczne nawiązujące do filmów z okresu pierwowzoru. Niestety od pewnego momentu twórcy zarzucili ten ciekawy pomysł, a już finałowa sieczka będzie nie do zniesienia dla fanów porządnej polskiej muzyki z lat PRL-u.

 

Starano się oddać klimat wiejski, co także było cechą charakterystyczną Kogla-Mogla. Jednak od pierwszych scen zdecydowanie przeforsowano, a sceny: demolowania krasnali, obrzucania pomidorami, czy wywracania radiowozu, są i zbyteczne, i przesadnie awanturnicze. Cały klimat sielski znika, a nawet wiejska dyskoteka jawi się jak z innej planety. Szkoda, bo tym elementem można było trochę podratować film.

Jeszcze gorzej, jak w typowo nieudanej polskiej komedii romantycznej wyszło zobrazowanie Warszawy – pocztówkowo kolorowej, luksusowej do bólu i odrealnionej w każdym szczególe. Najbardziej irytują absurdy lokalizacyjne: dziewczyna biegnie mostem Świętokrzyskim na Pragę, a chwilę później z kierunku zachodniego w Parku Saskim do fontanny – nie bardzo zmęczona tym maratonem, a widać po naświetleniu, że kręconym w tym samym czasie, w dodatku wszystko toczy się o godzinie 8 rano.

 

Nie jest jednak tak, że film w reżyserii Kordiana Piwowarskiego jest w każdym calu źle nakręcony. Owszem – wiele scen, szczególnie jakiś bezsensownych bójek - odstręcza. Ale też są całkiem przyzwoite sceny, dobrze skomponowane, umiejętnie zmontowane, prawidłowo oświetlone, konsekwentne scenariuszowo. Odrzucając uprzedzenia, gusty muzyczne, sentyment do pierwowzoru, odmienne poczucie humoru, są momenty, że ogląda się z przyjemnością. A przynajmniej bez bólu, bo końcówka faktycznie już jest żenująca pod każdym względem.

 

Lepsze momenty to zasługa kilku dobrych kreacji aktorskich. Sprawdzają się Wardejn i Łoniewska, lepsze momenty mają Kasprzyk, Skrzynecka, a nawet Zakościelny. Trudniej ocenić dwie główne kreacje aktorskie – Rozbicki i Hamkało mają lepsze sceny, ale przez większość filmu są jednak drewniani, nie potrafiąc zapanować nad całym chaosem scenariuszowym. Hamkało niby marzy o kobiecości, a ubiera się najgorzej jak może, dopiero w scenie basenowej pokazując, że jest atrakcyjną kobietą i ze znalezieniem faceta nie powinna mieć aż takich problemów. Ta niewiarygodność scenariuszowa przeszkadza również w przypadku kilku innych ról, gdzie nawet talent aktorski na nic się zdaje (np. koszmarna rola Anny Muchy, czy nie lepsza Wiktora Zborowskiego).

Nie zachwyca poziom poczucia humoru. Sytuacyjny jest wręcz żenujący, opiera się głównie na absurdalnym przewracaniu, potykaniu, wpadaniu na siebie. Niewiele lepiej jest słownie, gdzie najlepsze teksty oparte na podobieństwie słówek: „głuchy / głupi”, „ja polka / Japonka” są już znane ze zwiastunów, chociaż jednak wybuchy śmiechu na widowni wywołują.

 

Tytułowy miszmasz mamy więc na wielu płaszczyznach: scenariuszowej, aktorskiej, realizacyjnej, muzycznej. Film nie ma szans na pozytywne recenzje, ale już części publiczności spodobać się może, w końcu jak tasiemce typu „M jak miłość” są hitami … Pytanie czy za kilka lat ma szanse, jak jego poprzednicy, stać się filmem tak złym że aż kultowym. I tutaj chyba jednak szanse są niewielkie, bardziej zostanie zapomniany jako kolejna polska nieudana komedia romantyczna.

 

Plusy:

  • Wardejn + Skrzynecka + Łaniewska + Kasprzyk

  • nie głupie punkty wyjścia: powrót z zagranicy, zmęczenie gderającą żoną

  • wiejski klimat

  • muzyczne motywy w pierwszej części

 

Minusy:

  • chaos scenariuszowy z niepotrzebnymi wątkami

  • absurdy scenariuszowe

  • kompozycja scen bójek

  • kiepskie poczucie humoru

  • discopolowe zakończenie (Martyniuk)

 

Zwiastun:

Polska premiera: 25 stycznia 2019

Dystrybucja: Next Film

Produkcja: Polska

Rok: 2019

Gatunek: komedia

 

  • reżyseria: Kordian Piwowarski

  • scenariusz: Ilona Łepkowska

  • muzyka: Marcin Macuk, Sebastian Krajewski

  • zdjęcia: Filip Marcickiewicz

  • scenografia: Zofia Lubińska

  • kostiumy: Anna Męczyńska

  • montaż: Marceli Majer

  • obsada: Grażyna Błęcka-Kolska, Ewa Kasprzyk, Zdzisław Wardejn, Aleksandra Hamkało, Nikodem Rozbicki, Jerzy Rogalski, Katarzyna Skrzynecka, Maciej Zakościelny, Anna Mucha, Katarzyna Łaniewska, Zenon Martyniuk, Małgorzata Rozenek

     

     

     

     

     

     

     

     

     

 

Please reload

Ostatnie posty
Please reload

Search By Tags

I'm busy working on my blog posts. Watch this space!

Please reload

Follow Us
  • Twitter Social Icon