7 uczuć - szkoła lat 80-tych

Miażdżąca ocena rodzinnych i szkolnych metod wychowawczych w najnowszym filmie Marka Koterskiego.

Powraca po latach Adaś Miauczyński, tym razem w kreacji syna reżysera Michała, w sentymentalnej wariacji o latach dzieciństwa. Obrazie smutnym i przygnębiającym, na komedię nie ma co liczyć.

 

Dorosły Miauczyński, zdewastowany doświadczeniami życiowymi, ląduje na kozetce u psychoterapeuty. Terapia polega na wspomnieniach z lat dzieciństwa. Tych z domu rodzinnego oraz ze szkoły.


Koterski kreśli obraz dziecięcej rzeczywistości w nastroju skrajnie pesymistycznym. Wizję szczęśliwego i beztroskiego dzieciństwa można włożyć miedzy bajki. Nie ma w tym filmie dziecka spełnionego, wychowywanego w miłości, rozsądnie przygotowywanego na trudy dorosłego życia. Każdy ma mniejsze lub większe problemy, najczęściej większe. Ten film może trochę podprogowo, ale stanowi totalną krytykę systemu wychowawczego. Nie sprawdza się ani rodzina, ani szkoła. Ta pierwsza pozostaje w pamięci dzięki dosadnie ukazanemu procederowi topienia szczeniaka, ta druga to bezsensowne odpytywanie o dopływy Nilu zakompleksionych nauczycieli. Koterski nierównomiernie rozkłada akcenty, więcej miejsca poświęcając szkolnym perypetiom bohatera. Jeżeli robi to celowo, to aby wskazać na ten ważniejszy element procesu wychowawczego. Testem dla widza mogą być jego własne wspomnienia – pewnie wielu częściej pamięta szkolne rozterki.


Ten film to sentymentalna podróż dla pokolenia, którego edukacja przypadła na końcowy okres epoki polskiego socjalizmu. Klimat szkoły lat 80-tych jest odtworzony wyjątkowo wiernie, zarówno pod względem dialogowo-tekstowym (szkolne przyśpiewki), scenograficznym, jak i kostiumowym. Może dla młodszego widza trudna będzie do zrozumienia forma spędzania wolnego czasu, ale tak było – bez komputerów i telefonów komórkowych.


Ten most pomiędzy pokoleniami umacnia trafny pomysł na aktorstwo. Dzieci są tutaj odgrywane przez dorosłych aktorów (cała plejada znanych polskich aktorów z Kasią Figurą, Marcinem Dorocińskim, Robertem Więckiewiczem i Tomaszem Karolakiem na czele), a postacie ich rodziców i nauczycieli również przez aktorów z podobnych roczników (Maja Ostaszewska, Adam Woronowicz, Tomasz Sapryk, a nawet gwiazda ostatnich miesięcy Joanna Kulig). Samo podziwianie kunsztu aktorskiego (okazuje się, że nawet Karolak posiada talent) i odnajdywanie dodatkowych smaczków – wiadomo środowisko aktorskie też ma swoje koniugacje, jest wartością samą w sobie filmu Koterskiego. Prawdziwym majstersztykiem są drugoplanowe role: kujonki – Gabrieli Muskały i nieprzystosowanego piątoklasisty – Andrzeja Mastalerza. Dodatkowym smaczkiem jest głos Krystyny Czubówny, który powoduje że pierwsza część („rodzinna”) jest stylizowana na film przyrodniczy – także charakterystyczny dla lat 80-tych. Szkoda że w momencie przeniesienia na fazę „szkolną” reżyser ten pomysł zarzuca.


Można Koterskiemu sporo kompozycyjnie w zakresie scenariusza zarzucić. Tyle, że zawsze może go wybronić kontekst wspomnień zaledwie 400 godzin z dzieciństwa. A bohater pamięta głównie odpytywanie z geografii i zaloty do Kasi Figury (w sumie nie dziwota). Pewnie pod koniec wydaje się, że niektóre wątki dopiero się rozkręcają, ale dwugodzinna konwencja to maksimum dla tej produkcji. Szczególnie, że część widzów po nieodpowiednim zwiastunie będzie próbowała doszukać się przede wszystkim elementów komediowych. Dla tych, którzy jednak właściwie odczytają intencje reżysera będzie to sentymentalna podróż do czasów własnego dzieciństwa. A że przy okazji przygnębiająca? Trzeba się pogodzić że rolą filmu nie jest tylko rozśmieszanie.


Zwiastun (ten właściwy):

 

 

Please reload

Ostatnie posty
Please reload

Search By Tags

I'm busy working on my blog posts. Watch this space!

Please reload

Follow Us
  • Twitter Social Icon