Hard Paint – neonowy homoseksualizm (ocena: 3/10)


Kino spod znaku LGTB, w dodatku rodem z Południowej Ameryki. Efekt może być tylko jeden: pretensjonalne nudy.


Homoseksualista Pedro z małego miasteczka (zapadającego się skądinąd – co też ma mieć jakąś ukryta symbolikę) prezentuje swoje seanse erotyczne poprzez internet. Ich motywem przewodnim jest neonowa poświata ukazująca męskie ciało także w ciemności. Chłopak ma swoich stałych obserwatorów, a jego pokazy są na żywo komentowane. Są oczywiście tacy, którzy życzyliby sobie spotkania na żywo, albo chociaż indywidualnego spotkania. Chłopak odkrywa jednak, że znalazł naśladowcę: Leo. Jak nietrudno przewidzieć panowie się spotykają i rodzi się uczucie. Film w trzech rozdziałach pokazuje rozwój związku pomiędzy internetowymi homoseksualistami.


Klasyka kina homoseksualnego: męcząca narracja, irracjonalne wybory bohaterów, płaskie dialogi, obsceniczne sceny erotyczne, pretensjonalne zakończenie. Oglądanie tego to prawdziwa męka, ale widać niektóre orientacje seksualne lubują się w tego typu produkcjach. Już pierwsze sceny pokazujące fragmenty internetowych pokazów nie pozostawiają złudzeń co do poziomu realizacyjnego. To, że bohater stara się być kolorowy, nie oznacza że podobnie ukazana jest rzeczywistość. To szary świat, pokazany w stonowanych barwach. Po raz kolejny życie homoseksualisty jest smutne, śmiertelnie poważne i szaro-bure. Może tak jest, a może tylko to kwestia celowego używania takich technik filmowych w tym gatunku.


Najbardziej jednak odrzucają dosłowne sceny intymne. Nie dla każdego widza tak ukazana męska nagość jest do akceptacji. Ociera się to wręcz o pornografie, granica tutaj jest bardzo cienka, ale jednak pokazanie onanizującego się mężczyzny nie powinno być akceptowane w kinie. Są odpowiednie kanały, czy strony internetowe i tam można tego typu rzeczy pokazać. Szczególnie, że nie widać konieczności ukazywania tego typu rzeczy dla samej fabuły. Niedopowiedzenie, dyskretne ustawienie kamery mogłoby tutaj przynieść dużo lepszy efekt. Widać jednak twórców (duet reżysersko-scenariuszowy: Filipe Matzembacher, Márcio Reolon) nie było stać na taki poziom przekazu artystycznego. Woleli pokazać kotłujących się nagich mężczyzn (najgorsza scena w całym filmie).


Żenujące jest również doprawianie do fabuły pretensjonalnych zakończeń. Tutaj naprawdę nie ma jakieś wielkiej tragedii – ot jeden z kochanków musi wyjechać. Sytuacja jakich wiele także w standardowych związkach, więc trudno tutaj dostrzegać jakieś wielkie przemiany, próby poszukiwania własnej drogi. A to ma symbolizować pretensjonalnie ukazane ostatnie sceny.


Realizacyjnie jest oczywiście na bardzo niskim poziomie. Jeżeli pokazy bohatera są tak toporne, to naprawdę trzeba mieć „chcicę” na męskie ciało żeby je oglądać. Jedynie muzyka jest dosyć ciekawa.


Na szczęście kino Luna zadbało o dodatkową atrakcję: bardzo ciekawe spotkanie z przedstawicielem kultury Queer - Maciejem Gąsiem Gośniowskim. Facet przyszedł umalowany i w szpilkach, a przede wszystkim bardzo rozsądnie mówił.


Na szczęście filmu nie uświadczy się w normalnej dystrybucji – pokaz w Lunie był jedyny w Warszawie po oficjalnej dacie premiery. Niby to środowisko homoseksualne takie aktywne, ale o ile widać to podczas parad równości, to na płaszczyźnie dystrybucji filmowej wciąż tkwią w podziemiu. A może jest po prostu tak, że nawet w tym środowisku te nudne i pretensjonalne filmy nie budzą zainteresowania?


Plusy:

  • obraz małomiasteczkowości

  • muzyka

  • spotkanie po filmie z Gąsiem


Minusy:

  • sceny erotyczne

  • mozolna fabuła

  • szary świat

  • kiepska realizacja


Zwiastun:

Tytuł oryginalny: Tinta Bruta

Polska premiera: 5 października 2018

Dystrybutor: Tongariro Releasing

Produkcja: Brazylia

Rok: 2018

Gatunek: dramat


  • reżyseria i scenariusz: Filipe Matzembacher, Márcio Reolon

  • obsada: Shico Menegat, Bruno Fernandes, Guega Peixoto, Sandra Dani, Frederico Vasques

Ostatnie posty
Search By Tags
Nie ma jeszcze tagów.
Follow Us
  • Twitter Social Icon