Wieś pływających krów – agroturystyka (ocena: 3/10)


Gdyby Pani Reżyserka Katarzyna Trzaska zrobiła taki film za swoje pieniądze - to OK. Ale korzysta z dofinansowania PISF, czyli poniekąd z naszych publicznych pieniędzy. Powstaje więc pytanie co chciała przekazać. Bo to, że na zabitej dechami wiosce mieszkańcy nie znają języków obcych i uparcie starają się porozumieć po polsku to chyba nie powód żeby katować ten motyw przez godzinę. Ponad godzinę.


Gdzieś na wieś na ścianie wschodniej przyjeżdża trójka specyficznych Niemców. Nie mają oni zahamowań: kapią się nago, ubierają dość swobodnie, prowadzą wolną miłość (dziewczyna nie chce mieć dzieci i stałego związku). Konfrontuje się to z postawa konserwatywnej wiejskiej społeczności. Przybysze zamieszkują wynajęty lokal ze stuletnią tradycją, bez wygód, bez kontaktu ze światem zewnętrznym – wyzbywają się bowiem współczesnych gadżetów elektronicznych. Coś na kształt takiej małej komuny, czy wyznawców skrajnie lewackiej percepcji świata. Polska gościnność nakazuje z grzecznością przyjąć przybyszy, acz niektóre postawy budzą zaciekawienie. Także Niemcy mają okazję na żywo zobaczyć wartość ciężkiej pracy i trudy wiejskiego życia. Nie do końca odpowiada to ich wyobrażeniom.


Głównym elementem tego filmu są rozmowy polsko-niemieckie. Tylko, że jedni drugich nie rozumieją, a twardo mówią we własnym języku. Dominują w tym Polacy, którzy przejawiają potrzebę nawiązania kontaktu, ale zupełnie się nie przejmują, że ich gadanina jest niezrozumiała. Nawet jeżeli te próby kontaktu (dużo mniej skuteczne niż w filmie „Nowy Początek”) początkowo są komiczne, chociaż nie są, to i tak w natężeniu ponad godzinnych stają się irytujące. Zresztą ich ukazanie ma nawet wydźwięk lekceważący dla tradycyjnej polskiej wsi, której mieszkańcy wydają się gościnni, ale na tyle mało rozgarnięci, że nie ogarniają braku zrozumienia mowy polskiej. O tym, że nie znają ni w ząb języków obcych nie wspominając.


Jeżeli więc zamiarem reżyserki miała być konfrontacja postaw życiowych: lewacki styl życia przybyszów kontra tradycjonalizm polskiej wsi to zostało to zupełnie pogrzebane w warstwie dialogowej. Coś z tego przenika wizualnie, bo Niemcy dostrzegają trudy wiejskiego życia i pracowitość mieszkańców, ale jest to epizodyczne i przykryte wspomnianym chaosem bezproduktywnych rozmów.


Realizacyjne film Trzaski również pozostawia wiele do życzenia. Sceny są słabo skomponowane, za długie, kiepsko ułożone, słabo zmontowane i nieumiejętnie sfilmowane. Nie przykuwają uwagi, a jeżeli niewiele ponad godzinny film nuży – to chyba najlepszy dowód na "skopaną" reżyserię. Dokument nie jest samograjem, nie wystarczy postawić kamery, a potem losowo to wrzucić w postprodukcji. To wbrew pozorom trudny do zrealizowania gatunek filmowy, wymagający wprawnej ręki i wyczucia reżyserskiego. Ten film wskazuje, że Pani Trzaska tego nie posiada, a polski podatnik poprzez PISF zmarnował kilka złotych.


Ograniczona dystrybucja kinowa to też chybiony pomysł. Szybciej ten film zniknie z ekranów kin studyjnych, niż się pojawił. A jak ktoś niechcący jednak obejrzy to raczej nie doceni decyzji o dofinansowaniu. Ostatni przytyk za tytuł – który jeszcze bardziej zniechęca, chociaż plakat całkiem intrygujący.


Plusy:

  • konfrontacja lewak – wiejski tradycjonalista

  • odważna scena wiejskiej kąpieli

  • plakat


Minusy:

  • dialogi polsko-niemieckie

  • kompozycja scen

  • nużące tempo

  • braki reżyserskie

  • tytuł


Zwiastun:

Polska premiera: 5 października 2018

Dystrybucja: Solopan

Produkcja: Polska

Rok: 2017

Gatunek: dokument


  • reżyseria i scenariusz: Katarzyna Trzaska

Ostatnie posty
Search By Tags
Nie ma jeszcze tagów.
Follow Us
  • Twitter Social Icon