Fatum Elizabeth – sterylne wizualnie (ocena: 6/10)

August 22, 2018

Bardzo ciekawy pomysł scenariuszowy opakowany w pudełku ze sterylnymi wystrojami wnętrz.

 

Elizabeth (Abbey Lee) dostaje to, czego oczekiwała od życia – kochającego, przystojnego i niebosko bogatego męża. Tuż po ślubie jadą do pięknej posiadłości, gdzie Henry (Ciarán Hinds) szarmancko przenosi się przez próg. Kobieta zachwycona nowym domem zwiedza każdy zakamarek dostrzegając nawet dyplomy świadczące o osiągnięciach naukowych małżonka. Ma jedynie zakaz wchodzenia do jednego z pokoi. Ciekawość jednak będzie silniejsza, a szczęście zastąpi poczucie śmiertelnego zagrożenia.

 

Początkowo fabuła jest bardzo precyzyjnie prowadzona, zaskakuje ciekawym pomysłem (może nie oryginalnym znając historię Sinobrodego) i intryguje. Niestety szybko brakuje pomysłów, a mniej więc od połowy filmu zaczyna się dogorywanie – zarówno w fabule, jak i jej samej. Dochodzi nawet do sytuacji, gdy w ramach retrospekcji widzowi opowiadane są wprost fakty z przeszłości. Po prostu nie ma innego pomysłu na ukazanie genezy sytuacji z początku filmu. Chyba ktoś zapomniał, że w kinie operuje się głównie obrazem, i to za jego pomocą przekazuje linię fabularną. Nie ma również pomysłu jak wybrnąć z całego galimatiasu, w efekcie widz zaangażowany w historię tytułowej Elizabeth może poczuć się zawiedziony. Najgorzej jak twórcy zaczynają uciekać w tony egzystencjonalne – to czasami wychodzi w kinie science-fiction ale pod warunkiem solidnej podstawy. A tutaj tego zaczyna im bliżej do końca, tym bardziej brakować.

 

Luki fabularne nie dyskredytują jednak warstwy wizualnej, utrzymywanej konsekwentnie na wysokim poziomie. Dopieszczona w każdym szczególe scenografia i wystrój sterylnych wnętrz jest niewątpliwym atutem - w zasadzie można przez większość filmu podziwiać krystalicznie czyste pomieszczenia w domu Henry’ego. Także sceny bardziej dynamicznie są sprawnie nakręcone, dzięki interesującym operowaniu światłem i kolorami. Dobrze się to dzięki temu ogląda (mimo rosnącej irytacji fabułą), i o to chodziło. Uatrakcyjnieniem są ciekawe zabiegi z wykorzystaniem dźwięku – rozchodzącego się i przechodzącego od sceny do sceny.

 

Solidnie prezentują się aktorzy, szczególnie Ciarán Hinds subtelnie buduje i odkrywa swoją postać. Dzięki temu przez długi okres jego motywacje pozostają tajemnicą intrygującą widza. Dzięki aktorstwu dobrze wypadają również dwie postacie drugoplanowe (Carla Gugino i Matthew Beard), zdecydowanie nie wykorzystane scenariuszowe. Abbey Lee natomiast to przede wszystkim modelka i jak na dłoni widać braki aktorskie, ale trzeba przyznać że ona także próbuje wykreować intrygującą postać.

 

Zapewne potencjał ta produkcja miała większy. Ale jest i tak ciekawą propozycją do obejrzenia, szczególnie że wchodzi do polskich kin w okresie posuchy wakacyjne anno Domini 2018. Może w czasach platform internetowych i wielu podobnych produkcji „na to samo kopyto” dystrybucja kinowa to małe przeforsowanie, ale chociażby dla dźwięku, światła i kolorów lepiej ten film obejrzeć w wyciemnionej sali kinowej. Ryzyko jedynie w tym, że można się pod koniec zdrzemnąć (ale to już mała strata).

 

Zalety:

  • sterylne wizualizacje wnętrz

  • dynamika i kolorystyka scen

  • realizacja dźwięku

  • ciekawy pomysł początkowy

  • solidne aktorstwo

 

Wady:

  • problemy narracyjne

  • brak pomysłu na rozwikłanie fabuły

  • wymuszane zwroty akcji

  • chybione retrospekcje

 

Zwiastun:

Tytuł oryginalny: Elizabeth Harvest

Polska premiera: 17 sierpnia 2018

Produkcja: USA

Rok: 2018

Gatunek: thriller

 

Reżyseria i scenariusz: Sebastian Gutierrez

Zdjęcia: Cale Finot

Muzyka: Faris Badwan, Rachel Zeffira

Montaż: Matt Mayer

Scenografia: Diana Trujillo

Kostiumy: Camila Olarte

Obsada: Abbey Lee, Ciarán Hinds, Carla Gugino, Matthew Beard, Dylan Baker

Please reload

Ostatnie posty
Please reload

Search By Tags

I'm busy working on my blog posts. Watch this space!

Please reload

Follow Us
  • Twitter Social Icon