41 dni nadziei – 10 w skali Beauforta (ocena: 6/10)

July 11, 2018

Polscy dystrybutorzy najwyraźniej chcą obrzydzić żeglarzom tegoroczne wakacje. To już kolejny w przeciągu ostatnich dni film, który pokazuje niebezpieczeństwa jakie czyhają w trakcie rejsu.

 

Dziewczyna – 23-letnia Tami (Shailene Woodley) budzi się na zdemolowanym jachcie na środku oceanu. Cofamy się kilka tygodniu w czasie i równolegle do walki o przetrwanie poznajemy genezę rejsu. Zbuntowana Amerykanka podróżuje po całym świecie poszukując ekscytujących przeżyć. Poznaje trochę starszego od siebie brytyjskiego żeglarza Richarda (Sam Claflin). Pomiędzy parą pojawia się uczucie, a wydaje się szczęśliwym zrządzeniem losu dostają okazję do odbycia romantycznego rejsu na wypasionej łodzi. Problem w tym, że trzeba przebyć wiele mil morskich na niebezpiecznych wodach Pacyfiku.

 

Na pewno lepiej fabuła trzymałaby w napięciu (w końcu nie jest to powszechnie znana historia), gdyby nie kretyński pomysł dystrybutora na polski tytuł zdradzający nie tylko zakończenie, ale nawet okres czasu do niego prowadzący. Zamiast zainspirować się oryginalnym „dryfowanie”/”na fali”. Na szczęście nie wszystko udało mu się zepsuć i jeden zwrot akcji jest autentycznie zaskakujący.

 

Filmy „morskie” zaczynają być powoli samograjem, co pokazała chociażby seria „Ocean strachu”. Bezmiar przestrzeni, samotność, konieczność radzenia sobie bez pomocy, brak łączności – to cechy powodujące, że sytuacja rozbitka jest na tyle trudna, aby zaprezentować ją w emocjonujący sposób. Nawet nie potrzeba jakiś kosmicznych budżetów („Adrift” kosztował 35 mln USD). Problemem może być co najwyżej monotonia samotności na morzu. W tym przypadku rozwiązano to poprzez równoległą narrację, czyli na przemian obserwujemy walkę Tami o życie (a kto wie, może również Richarda) z genezą tego jak doszło do ich poznania i samego rejsu. Te retrospekcje nie zawsze są udane, rażą trochę przeciągane sceny (typu kolacja), jednak stanowią odskocznię do walki o przetrwanie.

 

Niewątpliwą zaletą filmu są zdjęcia, o które nie trudno szczególnie podczas uroczych zachodów słońca, oraz realizacja scen dynamicznych – montaż w trakcie sztormu wbija w kinowy fotel. Nawet przestaje przeszkadzać wiedza, że cała gehenna będzie trwała dokładnie 41 dni.

 

Mało przekonująca, a w wielu fragmentach wręcz irytująca jest Shailene Woodley. Ale można w rzeczywistości też taka była. A każdym razie autentyczna Tami Oldham Ashcraft nie tylko nie porzuciła po tej przygodzie żeglarstwa, ale wręcz pozostała fanką, więc może też film nie zniechęci do wakacyjnych rejsów.

 

Islandzki reżyser Baltasar Kormákur, po przyjeździe do Stanów kręci już drugi film o przetrwaniu, najpierw był górski „Everest”, teraz morski „Adrift”. Nawet jeżeli nie wszystko jest w obu filmach idealny to trzeba docenić specyficzny styl reżysera.

 

Na koniec jeszcze jeden kamyczek do ogródka dystrybutora. Film, mimo że idealny do multipleksów, nie jest wyświetlany w jednej z sieci kin, co stanowi nie miłą niespodziankę dla klientów programu lojalnościowego tej sieci, w dużej mierze skazując na wizytę w kinie studyjnym, co obniża komfort seansu.

 

Zalety:

  • równoległa narracja

  • zaskakujący twist

  • sceny sztormowe

  • zdjęcia

  • napięcie

 

Wady:

  • spoiler w tytule

  • przeciągane sceny w retrospekcjach

  • irytująca Woodley

  • słaba promocja żeglarstwa

  • brak dystrybucji w CC

 

Zwiastun:

Tytuł oryginalny: Adrift

Polska premiera: 6 lipca 2018

Dystrybutor: Monolith Films

Produkcja: USA

Rok: 2018

Gatunek: dramat

 

  • Reżyseria: Baltasar Kormákur

  • Scenariusz: Aaron Kandell, Jordan Kandell, David Branson Smith

  • Muzyka: Volker Bertelmann

  • Zdjęcia: Robert Richardson

  • Scenografia: Heimir Sverrisson

  • Montaż: John Gilbert

  • Obsada: Shailene Woodley, Sam Claflin, Jeffrey Thomas, Elizabeth Hawthorne

 

Please reload

Ostatnie posty
Please reload

Search By Tags

I'm busy working on my blog posts. Watch this space!

Please reload

Follow Us
  • Twitter Social Icon