Zimna wojna – beznadziejna miłość (ocena: 5/10)

June 8, 2018

Beznadziejna miłość = beznadziejny film? Aż tak źle nie jest. Aczkolwiek nagradzanie Pawła Pawlikowskiego za reżyserię pozostaje jedną z ciekawszych zagadek współczesnego polskiego kina.

 

Powojenna Polska. Wiktor (Tomasz Kot) z Ireną (Agata Kulesza) prowadzą nabór do zespołu pieśni i tańca „Mazurek”. Nad organizacją czuwa „polityczny” menadżer (Borys Szyc). Na jednym z castingów zostaje wybrana Zula (Joanna Kulig), harda blondynka podająca się za góralkę. Nad dziewczyną wisi wyrok w zawiasach, a plotki głoszą nawet o próbie zamordowania ojca. Mazurek robi wielką międzynarodową karierę, a Zula staje się ostoją zespołu. Jednak czy takie talenty muzyczno-taneczne nie marnują się w ogarniętej stalinizmem Polsce?

 

Jeżeli przyjąć, że najważniejszym elementem filmu jest scenariusz, a tak w zasadzie powinno być, to Pawlikowski zawodzi. Zresztą już po raz drugi, bo w tym aspekcie bardzo mierna była również „Ida”. „Zimna wojna” jest czystym melodramatem. Problem w tym, że napięcia uczuciowego pomiędzy bohaterami zupełnie nie widać. Film to zbiór kilkunastominutowych scen rozgrywających się w odstępie kilku lat i kilkuset kilometrów. Zamiast okazywania uczuć bohaterowie próbują naprowadzić odbiorcę filmu, co się z nimi w tych odstępach wydarzyło. Uwierzyć w to, że Wiktora z Zulą łączy wielka miłość nie sposób. Jakby pokazać te sceny w oderwaniu to co najwyżej można by orzec, że łączy ich stosunek czysto zawodowy.

 

Tomasz Kot, który tak znakomicie radził sobie w rolach Ryszarda Riedla i Zbigniewa Religi jest zupełnie bezbarwny i nieprzekonywujący. To najsłabsza rola w karierze tego znakomitego aktora. Na ile jest to wina słabego ukierunkowania reżysera (po raz kolejny cieniem kładzie się nagroda za reżyserię), ubogich dialogów, a na ile braku pomysłu samego Kota – nie ma sensu dociekać. Joanna Kulig jest znakomita jak śpiewa, jak tańczy i jak droczy się z partnerem. Ale również u niej nie widać cienia wielkiego uczucia, jakie powinno wynikać z fabuły. Kwintesencją nieudanie ukazanego związku uczuciowego jest kuriozalna scena finałowa, mogąca aspirować do najbardziej pretensjonalnego zakończenia polskiego filmu. Po takim finale trudno rozkoszować się poziomem artystycznym produkcji Pawlikowskiego.

 

A szkoda, bo jednak wiele artyzmu w tym filmie można wyodrębnić. Pawlikowski po raz kolejny zdecydowany się na surowy styl: czarnobiały, prawie kwadratowy kadr. Trochę jest to powtórzeniem pomysłu zabiegu z „Idy”. Ale w „Zimnej wojnie” pasuje jeszcze bardziej. Ta surowa forma koresponduje z przedstawionym obrazem rzeczywistości, zresztą nie tylko polskiej, i nawet nie tylko komunistycznej. Jest to bowiem wizja raczej karykaturalna i groteskowa, niżli ponura i przygnębiająca. Komunizm jest tutaj potraktowany jako ustrój, w którym można było żyć, kochać się, a nawet osiągać międzynarodowe sukcesy. Co więcej ucieczka z niego to były zwykły spacer podczas zagranicznego turnee. Szczytem okrucieństwa aparatu władzy jest podwiezienie na dworzec i wsadzenie do pociągu. Fantastycznie wprost obrazuje to trzy wybitne, acz drugo-, a nawet trzecioplanowe kreacje aktorskie: Borysa Szyca, Adama Ferency i Adama Woronowicza. Sceny z ich udziałem to prawdziwy rarytas.

 

Przy okazji Pawlikowski unika tym filmem krytyki, która dotknęła, w wielu aspektach słusznie, jego poprzedni film, pomimo tak wielkiego sukcesu jakim była nagroda oscarowa. „Zimna wojna” w dużej mierze abstrahuje od stosunków polityczno-społecznych w Polsce, a jeżeli już to ukazuje je w, paradoksalnie do formy, kolorowych barwach.

 

„Zimna wojna” to tak naprawdę film muzyczno-taneczny. Sceny występów estradowych nakręcone są z niezwykłych wyczuciem, i to niezależnie, czy wykonywane są fragmenty ludowe, na cześć Wodza Stalina, czy to jedynie potańcówka w rytmach rock'n'rolla. Wielka zasługa w tak doskonale zrealizowanych zdjęć. Łukasz Żal jako operator w dużej mierze uratował tę produkcję. Fantastycznie ujął zarówno tańce, jak ujęcia statyczne. W zasadzie przenosząc się z kraju do kraju, zmieniając lata, dzięki przemyślanym kadrom czujemy klimat każdego z ukazywanych miejsc. Co prawda jak to słusznie stwierdzono w filmie: „Warszawa to Paryż Europy Wschodniej”, ale jednak ukazać samymi zdjęciami różnicę pomiędzy tymi stolicy było zadaniem trudnym, a Żal w sposób znakomity sobie z tym poradził.

Pod względem muzycznym może co najwyżej irytować motyw przewodni, ale to także dlatego że jest niemiłosiernie katowany w procesie promocji filmu.

 

Można jeszcze w wielu aspektach krytykować Pawlikowskiego, chociażby zupełnie zbędna, przerwana kreacja Agaty Kuleszy, która chyba tylko wystąpiła jako łącznik do Idy. Ale trzeba uczciwie przyznać, że film Pawlikowskiego ogląda się z dużą przyjemnością, dla wielu pewnie nawet z sentymentem. Co prawda od filmów nagradzanych i tak bardzo promowanych medialnie można oczekiwać więcej. „Zimną wojnę” należy jednak potraktować jako słabą historię opowiedzianą w sympatyczny sposób. Tylko tyle i aż tyle. Ogląda się dobrze, zapomina się szybko. Kto by się przejmował tak beznadziejnym uczuciem?

 

Widzów wybierających się do kina (film w dystrybucji od 8 czerwca) należy jeszcze uprzedzić, że tytuł nie odnosi się do napięcia politycznego pomiędzy dwoma blokami w II połowie XX wieku. Tytułowa zimna wojna to napięcie pomiędzy kochankami. Napięcie, które niestety jest najbardziej widoczne wyłącznie w tym tytule.

 

Zwiastun:

Polska premiera: 8 czerwca 2018

Dystrybutor: Kino Świat

Produkcja: Francja, Polska, Wielka Brytania

Rok: 2018

Gatunek: melodramat, historyczny

 

  • Reżyseria: Paweł Pawlikowski

  • Scenariusz: Paweł Pawlikowski, Janusz Głowacki

  • Zdjęcia: Łukasz Żal

  • Obsada: Joanna Kulig, Tomasz Kot, Borys Szyc, Agata Kulesza, Cédric Kahn, Jeanne Balibar, Adam Ferency, Adam Woronowicz

 

Please reload

Ostatnie posty
Please reload

Search By Tags

I'm busy working on my blog posts. Watch this space!

Please reload

Follow Us
  • Twitter Social Icon