Avengers: Wojna bez granic – gdzie kucharek sześć, szesnaście … (ocena 4/10)


Seria Marvela doszła do ściany. Zebrała więc wszystkich bohaterów, aby przez dwie i pół godziny w „Wojnie bez granic” bić głową w mur.


Nie ma w uniwersum Marvela chwili spokoju. Światu zagraża Thanos, wyróżniający się pomarszczoną brodą. Zbiera różnokolorowe kamienie, a jak już nazbiera to stanie się coś złego. Na tyle złego, że aby temu zapobiec w szranki staje cała plejada, która do tej pory została przez studio Marvela wymyślona: do Avengersów (Iron Man, Thor, Hulk, Kapitan Ameryka, Spider-Man, Czarna Wdowa) poprzez Strażników Galaktyki aż po Czarną Panterą. Co za dużo to nie zdrowo? Niestety TAK.


Może dla fanów tego rodzaju filmów (a szczególnie dla maniaków komiksów) to raj i okazja do wielu odniesień z poprzednich odcinków. Brak lub nawet niepełna znajomość serii istotnie jednak ogranicza przyjemność oglądania „Wojny bez granic”. Sama w sobie jest bowiem filmem niezrozumiałym, a może nawet irytującym. Co chwila pojawiają się jakieś nowe postacie, które siłą rzeczy po kilkunastu minutach muszą ustąpić pola kolejnym.

Co gorsza nikt z nich nie ma za bardzo pomysłu na udaremnienie chytrego planu Thanosa, a nadciągające nieszczęście wydaje się nieuchronne. Trudno w takiej sytuacji emocjonować się kolejnymi konfrontacjami, będącymi w istocie zwykłym mordobiciem, tyle że perfekcyjnie doprawionym efektami specjalnymi. Patetyzm (Avengersi) miesza się z poczuciem humoru (Strażnicy Galaktyki), a efektowna scena bitewna nieuchronnie przypomina filmy z całkiem innej, równie kasowej serii.


W tym całym chaosie wyróżnia się co najwyżej Czarny Charakter. Thanos jest wyrazisty, obecny w fabule od początku do końca, jako jedyny przykuwa uwagę wzbudzając zainteresowanie. Tak bardzo, że to jemu można z czystym sercem kibicować, szczególnie że zaczyna rozsądnie uzasadniać swoje niegodziwe plany. Pojawiają się tutaj całkiem znajome tematy: przeludnienia, ograniczoności zasobów naturalnych, potrzeby oczyszczenia gatunku. Nawet jeżeli Thanos pozostaje negatywną postacią, to jest to najlepszy Czarny Charakter ze wszystkich filmów serii i rządzi pod każdym względem w „Wojnie bez granic”.


Pod względem realizacyjnym mamy to samo, co w poprzednich filmach Studia Marvel, tyle .... że dwa razy więcej. A może nie dwa, a pięć. Warto wybrać się do dobrego kina, na wersję trójwymiarową, bo atrakcji jest wiele. Nawet za wiele, bo momentami głowa boli od hałasu, wybuchów i demolki. Tylko, że tak naprawdę dobre kino zaczyna się pod sam koniec, gdy to wszystko cichnie, rozpływa się w powietrzu. Całe zamieszanie, zaangażowanie tylu postaci nabiera wówczas sensu, ale żeby do tego dotrzeć trzeba przemęczyć się prawie dwie i pół godziny. Czy to wysiłek do przełknięcia dla widza nie gustującego w tego rodzaju produkcjach? Raczej wątpliwe. Trudno się zachwycać nawet tak bardzo efektowną produkcją, gdy niezbędna jest znajomość kilkunastu wcześniejszych filmów, a może i lektura komiksowych przygód bohaterów.


Dlatego też, pomimo sukcesu frekwencyjnego i kasowego, najnowsza produkcja Marvela nie zostanie na dłużej zapamiętana. W takim razie może i szkoda, że nie jest ostatnią. Takie bicie głową w mur może się skończyć tylko jednym – rozbiciem głowy. A to akurat pasuje do wydźwięku "Wojny bez granic".


Film zbiera znakomite recenzje krytyków, nasza ocena znacząco odbiega od nawet najniższych. Oczywiście w takich przypadkach pojawiają się zarzuty o płatne protekcje - trudno żeby wszyscy krytycy gustowali w takiej chale. Dla nas najważniejsze są odczucia widzów, a te są mieszane – pierwsza opinia która usłyszałem po seansie była taka, że nawet nie warto czekać na scenę po napisach. Akurat na tą warto. Są też entuzjastyczne, wielu w dało się w polemikę z naszą oceną.


Uwaga - to film w którym nawet "I am Groot" - rozczarował.

MEGA Spoiler: jedyne co mi się podobało w tych "Wojnach bez granic", to to że Thanos wszystkich unicestwił i to w sposób cichy, spokojny - po prostu zmieniają się w pył, i to jest fajne bo mam już serdecznie dość tych wszystkich superbohaterów, więc ... bardzo, ale to bardzo się wkurzę, jak w kolejnej wersji się okaże że wszyscy zmartwychwstaną jak ostatnio Supermen ...


Zwiastun:

Polska premiera: 26 kwietnia 2018

Produkcja: USA

Rok: 2018

Gatunek: fantasy


  • Reżyseria: Anthony Russo, Joe Russo

  • Scenariusz: Christopher Markus, Stephen McFeely

  • Obsada: Chris Hemsworth, Robert Downey Jr., Benedict Cumbebatch, Chris Evans, Josh Brolin, Chris Pratt

Ostatnie posty
Search By Tags
Nie ma jeszcze tagów.
Follow Us
  • Twitter Social Icon