Wieża. Jasny dzień – suplement do Szumowskiej (ocena 3/10)


Ogólnie z polskiego najnowszego kina można wysnuć jeden wniosek: największym złem współczesnej Polski są uroczystości komunijne w małych parafiach.

Zupełnie przypadkowo wybraliśmy się na ten film tuż po „Twarzy”, ale to była dobra kolejność. Debiutancki obraz Jagody Szelc to taka Szumowska dla ubogich: uderza w podobny temat, ale reżysersko jest na bardzo niskim poziomie.


Miejscowość na Mazurach. Do domku na prowincji przyjeżdża biologiczna matka przygotowującej się do pierwszej komunii świętej dziewczynki. Warunkiem jej pobytu jest utrzymanie tajemnicy. Nie było jej, z niewyjaśnionego w filmie powodu, sześć lat, a dziewczynka przystosowała się do nowej rodziny. Nie wiadomo tylko dlaczego film dzieje się w niedalekiej przyszłości, jak informuje plansza na początku filmu.


Fatalna reżyseria to główny zarzut do tego filmu. Szelc nie wie chyba sama o czym chce opowiedzieć, i w jakim gatunku do zrobić. Naciąga krytyków na niejednoznaczność zarówno tematyczną, jak i gatunkową. To typowa pułapka, gdy dochodzi do rozważań co autor(ka) miał na myśli – problem w tym że najprawdopodobniej sam nie wiedział. Krytycy się na to nabierają, film dostał nawet nagrody. Ale już publiczność wychwyci to bez trudu. To film dotykający tak wielu problemów, z których żaden nie został odpowiednio potraktowany. No bo może jest to film o problemie matki, która nie chciała swojego dziecka, a może o dorastającej dziewczynce, która obawia się swojej dojrzałości, a może wszystkich, szczególnie podczas obrzędu religijnego, opętał jakiś szatan? To naprawdę jest tylko dorabianie idei do dzieła, które jest wybrakowane. Brakuje tutaj jasnego przekazu od reżyserki.


Szelc nie potrafi poprowadzić aktorów, żaden z nich, nawet dziewczynka, nie są wyraziści. Szamoczą się w tym chaosie niemożebnie nie dostając żadnej pomocy od niedoświadczonej reżyserki. Inna sprawa że nie mieli większych szans, poziom dialogów jakie muszą toczyć to filmowy rynsztok. A później krytykuje się Patryka Vegę …


Osobna kwestia to dźwięk. Cos koszmarnego. I tak mieliśmy szczęście oglądać film z angielskimi napisami, bo inaczej chyba w ogóle się nie da. Można co prawda powiedzieć, że żadna strata, ale jakoś tak naturalnie widz ma ochotę wiedzieć co bełkoczą bohaterowie.


Film oprócz nagród w Gdyni (dla reżyserki i za scenariusz, czyli za to co jest w tym filmie najgorsze) zbiera pozytywne recenzje krytyków. Głównym powodem to areligijność tak uwielbiana przez środowiska kulturalne (w Polsce i nie tylko). Epicentrum fabuły przypada na uroczystość pierwszej komunii. Tej prowincjonalnej prostej religijności polskie środowisko twórcze znieść najwyraźniej nie może. Sama scena obrządku to prawie opętanie przez diabła: nawet ksiądz wydaje się mieć problem z odprawieniem nabożeństwo. No i oczywiście zarzut podstawowy, czyli że religijna uroczystość zostaje sprowadzony do picia wódki przy obiedzie i prezentów dla dziecka. Wszystko dodatkowo przyprawione małomiasteczkową obłudą – „co też ludzie powiedzą jak dziecko nie pójdzie do komunii?”. Szelc żeby się przypodobać środowiskom lewicującym wyciąga nawet temat uchodźców (w tym przypadku uchodźcy w marginalnych trzech scenach), który pasuje do reszty fabuły jak pięść do nosa.


Ciekawie jest za to operatorsko: kilka ujęć się udało (chociażby to pierwsze ukazujące jadący samochód), ale głównie tych krajobrazowych (Kotlina Kłodzko nigdy nie zawodzi). W przypadku obserwacji wydarzeń i interakcji międzyludzkich kamera się gubi, chaotycznie przeskakuje, czym dodatkowo irytuje i tak wydumaną fabułę – taki zapewne był zamysł, żeby przerodzić dramat w mroczny thriller, a może nawet horror. Musi więc to wszystko być zamglone, niejednoznaczne, gdyby jeszcze było wiadomo w jakim celu, to może miałoby to jakiś sens. Wydaje mi się, że operator jako jeden z niewielu zdołał się w tej chaotycznej wizji odnaleźć.


„Wieża. Jasny dzień” jest więc zwyczajnie słabym filmem niezależnie od tego ile się w nim podtekstów będą dopatrywać krytycy (kliniczny przypadek TUTAJ). Omijać z daleka, z resztą i tak kinowa dystrybucja patrząc na ilość seansów nie była dobrym pomysłem. Nie ma w tym grama Kubricka, Lyncha, czy innych mistrzów kina na których próbują oprzeć wizję Szelcówny pretensjonalni krytycy.


Zwiastun:

Polska premiera: 23 marca 2018

Produkcja: Polska

Rok: 2017

Gatunek: dramat, thriller


  • Reżyseria i scenariusz: Jagoda Szelc

  • Zdjęcia: Przemysław Brynkiewicz

  • Obsada: Anna Krotoska, Małgorzata Szczerbowska, Dorota Łukasiewicz-Kwietniewska, Rafał Kwietniewski, Rafał Cieluch

Ostatnie posty
Search By Tags
Nie ma jeszcze tagów.
Follow Us
  • Twitter Social Icon