Paradoks Cloverfield – dwa wymiary (ocena 7/10)


Kryzys energetyczny na Ziemi. Powstają plany rozwiązania poprzez uwolnienie tajemniczej energii w kosmosie. Sprawa jednak jest bardzo skomplikowana, a niepowodzenie grozi całkowitą zmianą rzeczywistości. Jednak z uczestniczek projektu rozważa z mężem udział w misji. Z jednej strony chciałaby zostać, z drugiej widząc kłopoty energetyczne zostaje namówiona do udziału w misji. Może uda się za pierwszym razem, a może trzeba będzie próbować kilkanaście miesięcy.


Nie wypada zdradzać fabuły, bo film był okryty wielką tajemnicą. Pojawił się ni stąd ni zowąd w serwisie Netflix. W sumie to mi się podoba, bo unikam jak ognia zwiastunów i spoilerów – film ma przede wszystkim zaskakiwać. Tyle że przez ten cały Netflix do kin oczywiście już „Paradoks Cloverfield” nie trafił, a już ze względu na same efekty specjalne byłoby to zdecydowanie odpowiedniejsze miejsce. Jeżeli taka ma być rola tych serwisów filmowych, które wyrastają jak grzyby po deszczu, to ja dziękuję za taka przyjemność. Filmy tego typu są przeznaczone do kin, a nie do ślęczenia nad malutkim ekranikiem tableta. Zaskakująca premiera wywołała chyba więcej dyskusji niż sam film, umniejszając niewątpliwy wysiłek twórców tej bardzo ciekawej produkcji. Historia powstawania tego filmu sama w sobie mogłaby być materiałem na scenariusz.


Film Juliusa Onaha jest też zupełnie niepotrzebnie odnoszony i porównywany do tzw. uniwersum Cloverfield obejmującym dwa wcześniejsze filmy: „Projekt: Monster”, „Cloverfield Lane 10”. „Paradoks …” należy jednak traktować jako zupełnie osobny film, bo na to zasługuje pod wieloma względami. Jeżeli już do czegoś porównywać do bardziej do „Grawitacji”, „Pasażerów” czy niedawno obecnego w polskich kinach „Geostorm”.


Wyzwaniem była fabuła. Zabawy z kilkoma wymiarami zawsze budzą wątpliwości i nastręcza trudności. Autorzy scenariusza jednak nie bali się mocno powikłać fabułę, a ewentualne nieścisłości albo przemilczają, albo przeobrażają w żart (znakomita sekwencja z ręką). I wszystko wygląda na spójne, gdyby nie jeden feler, który został zupełnie zepsuty. Otóż główna bohaterka Anna to kobieta wiodącą szczęśliwe życie, a jej - wydaje się – jedynym problemem wizja kilkumiesięcznego rozstania z mężem. Tymczasem twist scenariuszowy ujawnia wydarzenie z przeszłości, które powinno być traumatyczne dla kobiety. Nie ma siły, żeby po takiej tragedii zachowywała się tak zrównoważenie. To zupełnie burzy jej obraz psychologiczny budowany przez pół filmu. Scenarzyści chcąc zaskoczyć i pokazać zupełnie nową perspektywę wpadki w pułapkę, którą zastawili na widza. Ten dysonans scenariuszowy pozostaje do końca, bo wokół dylematu Anny toczy się główny wątek. Z drobnego błędu zrobił się wielbłąd, który po części niweczy cały wysiłek w dużo trudniejszych (dwa wymiary, duplikacja bohaterów) elementach. Dla wielu może to być zarzut grzebiący ten film, ale należy jednak docenić pozytywne elementy.


Przede wszystkim sprytnym zabiegiem udało się przybliżyć widzowi cała załogę. Podobnie jak w „Geostormie” misja jest wielonarodowa, a bohaterów można identyfikować po krajach pochodzenia, o których informują zarówno nazwiska, jak i flagach na kombinezonach. Łatwo więc odróżnić Niemca od Ruska, niż anonimowych członków załogi. Zresztą może to zapoczątkować pewna modyfikację zasady, że w horrorach zawsze pierwszy ginie czarny, na to że pierwszy ginie Rosjanin. Co prawda twórcy uciekają się do narodowych stereotypów, ale to tylko dodaje smaczków.


„Paradoks …” ma ambicje być dramatem psychologicznym, stąd nacisk na zachowania ludzkie w obliczu kryzysu oraz wzajemne interakcje. Katalizatorem zaistniałem sytuacji jest poczucie humoru, dawkowane na odpowiednim poziomie. W sposób nieunikniony film przeradza się w thriller, przejście to jest jednak bezbolesne.

Aktorsko jest bardzo przeciętnie, także dialogi nie rzucają na kolana. Nie można mieć wszystkiego, w końcu to „tylko” film skierowany … na platformę filmową.


Fani kina science-fiction psioczą szukając wielu pierwowzorów wykorzystanych pomysłów (od Obcego po ubiegłoroczny „Life”), ale pomimo tego „Paradoks …” ma własną wizję i pomysł na fabułę. Nie jest łatwym zadaniem powrócić do punktu wyjścia, co jest konieczne. Udaje się to z niemałym trudem zarówno scenarzystów, jak i bohaterów, jednak ciekawy pomysł końcowy ratuje całość.


Pod względem realizacyjnym warto zauważyć dbałość scenograficzną, elementy promu kosmicznego są zaprojektowane ze szczegółową skrupulatnością. Jest wiele bardzo ciekawych pomysłów, jak chociażby mechaniczny sposób uszczelniania. Nie zapomniano również o apokaliptycznej sytuacji na naszej planecie, gdzie dominuje mroczna scenografia. Efekty specjalne zapewne lepiej byłoby oceniać po wizycie w IMAXie, ale pomimo perturbacji budżetowych nie zabrakło rozmachu. Netflix ma się więc czym pochwalić.


Zwiastun:

Do obejrzenia w serwisie Netflix

Produkcja: USA

Rok: 2018

Gatunek: science-fiction, dramat


  • Reżyseria: Julius Onah

  • Scenariusz: Oren Uziel, Doug Jung

  • Obsada: Gugu Mbatha-Raw, David Oyelowo, Daniel Brühl, Chris O’Dowd, Aksel Hennie, Ziyi Zhang, Elizabeth Debicki, John Ortiz

Ostatnie posty
Search By Tags
Nie ma jeszcze tagów.
Follow Us
  • Twitter Social Icon