Anihilacja – Iskrzenie z Natalie Portman (ocena 7/10)


Niezwykle plastyczny, z ciekawym scenariuszem dramat psychologiczny science-fiction, który nie dostąpił zaszczytu dystrybucji kinowej, a zasłużył nawet na IMAX.


Lenę (znakomita Natalie Portman) poznajemy gdy wyczerpana siedzi przesłuchiwana przez opatulonych w skafandry naukowców. Najwyraźniej samotnie wróciła z wyprawy, na której nikt nie przeżył. Chwilę później dowiadujemy się, że pracuje (pracowała?) jako biolożka wykładając studentom medycyny zasady podziału komórek. Od roku unika życia towarzyskiego z powodu utraty męża.


Pierwszy zwrot akcji jest praktycznie po paru minutach więc nie zdradzam więcej. Scenariusz oparty na książce Jeffa VanderMeera zapewne był dużym wyzwaniem, szczególnie ze reżyser Alex Garland (chwalona, ale nie do końca udana scenariuszowo „Ex Machina”) celuje do szerokiej publiczności. Film ma więc łączyć zagadkę bardzo trudną do przekazania językiem filmowym, a jednocześnie utrzymać tempo akcji. Pomimo kilku mankamentów udaje mu się to z dużą łatwością.


To co zwraca uwagę jeszcze przed kluczowym rozpoczęciem akcji jest muzyka, która tworzy nastrój idealnie dopasowując się do nastroju konkretnych scen. Duży nacisk reżyser położył również na realizację dźwięku, słychać prawie wszystko: wyciągany przedmiot z torby, szum wiatru, a nawet kroki na plaży. Głównym atutem jest jednak niezwykła plastyczność filmu, aż po napisy końcowe. Wiele wysmakowanych kadrów, pomysłowość (OK, pewnie część zaczerpnięta z książek) i przemyślana kompozycja scenograficzna. Nie ma tutaj zbytniego napawanie się widokami, często aż szkoda że bohaterki przechodzą dalej. Ten niedosyt również podnosi atrakcyjność scen (przy okazji nie pozwala dostrzec mankamentów, które są wymuszone trudnym do wyrażenia jeżykiem filmowym scenariuszem). Reżyser (operator Rob Hardy) świetnie radzi sobie w otwartych przestrzeniach, ale także w scenach ciemnych, dusznych i klaustrofobicznych. To prawdziwy majstersztyk operatorski, który traci poprzez decyzję o braku dystrybucji kinowej. Nie jest to tym razem winą polskiego dystrybutora, sprawa rozstrzygnęła się gdzieś wyżej: w Stanach film był w kinach, ale w Europie wpadł w sidła Netflixa – podobno współpraca reżysera z producentami nie była idealna, więc pewnie za karę. W każdym razie tego niezwykle kolorowego filmu w kinach nie obejrzymy, co najprawdopodobniej obniża jego odbiór (chociaż może dźwięk lepiej wychwycić na słuchawkach).


Nie wiem jak daleko reżyser (a jednocześnie scenarzysta) odszedł od pierwowzoru książkowego, ale upiekł wiele pieczeni na tym jednym ogniu. Przede wszystkim stworzył niezwykłą wizję świata i kontaktu z inną cywilizacją – co zapewniła mu wspomniana plastyczności kadrów. „Anihilacja” jest jednak także dramatem psychologicznym – udało się nakreślić motywację kilku kobiet (choroba nowotworowa, utrata męża, rozpad związku, zdrada, narkomania, alkoholizm, depresja … mało? może nawet za dużo). Ten feministyczny oddźwięk to kolejny atut: jesteśmy przyzwyczajeni że takie misji są na głowie płci brzydkiej. Nie zapomina się tutaj także o scenach bardziej sensacyjnych, a nawet bliskich horrorom: są strzelaniny, są przerażające stwory, jest sporo krwi – nie dominuje to fabuły, ale uzupełnia w idealnej dawce. To naprawdę duża sztuka połączyć w jednym filmie sceny melodramatyczne, plastyczne science-fiction, wyprawę badawczą, horror i dramat psychologiczno-filozoficzny, a nawet rodzinny. Co ciekawe praca operatorska jest tak udana, że prawie niezauważalny jest w tym filmie montaż, także w tych scenach dynamicznych. Lekkim rozczarowaniem mogą być jedynie efekty specjalne przy walkach ze stworami, ale są one praktycznie kilkunastosekundowe i chyba reżyser również stawiał w nich na jakość tworząc klimat poprzez dobre dopasowanie muzyki i nastrój strachu (i tak szacunek dla piątki kobiet, że tak dzielnie znosiły znoje swojej wyprawy).


Oczywiście rozkładając wątek science-fiction, jednak kluczowy, na czynniki pierwsze odnajdziemy całą masę nawiązań: od „Obcego” po „Nowy początek”, zahaczając o „Bliskie spotkania trzeciego stopnia” Spielberga, a nawet „Solaris” czy „Stalkera” Tarkowskiego. Radziecki reżyser też pewnie zaadaptował był powieść VanderMeera, jednakże w sposób pretensjonalny i niestrawny dla szerszej publiczności. Garland sprawdza się natomiast wzorowo, bo nawet końcowe rozwiązanie, mimo że nie jest trudne do pełnego zrozumienia, pozwala pozostawić widza z pozytywnym odbiorem.


Znakomita jest w swojej nietypowej roli Natalie Portman (chociaż trochę zagrała na jednej minie). Motywacja jej bohaterki jest bardzo trudna do oddania, a nie ma na nią specjalnie dużo czasu (bo są jeszcze inne panie, także z nie małymi problemami). Portman wyszła z tego zadania obronną ręką dodatkowo uatrakcyjniając „Anihilację”. Całkiem dobrze jest też wśród aktorów drugoplanowych (pani w białej bluzce chociażby, czy kierowniczka wyprawy), a nawet męski rodzynek intryguje, mimo że ma mało dynamiczną rolę.


Najtrudniej ten film polubić w kontekście ostatecznego przesłania i tym różni się chociażby od genialnego „Nowego początku”. Owszem ma to ręce i nogi, zachęca do zastanowienia po seansie, ale jednak brakuje jakiegoś przełomu. Może w kontekście wielu podobnych filmów, za wcześnie staje się przewidywalne.


W każdym razie wyszło dzieło bardzo dojrzałe. Garland plastycznością i pomysłowością błysnął już w Ex-Machinie, tutaj dołożył jednak ciekawy i wciągający scenariusz z wielowymiarowymi wątkami. I tylko jeszcze raz szkoda braku „Anihilacji” w kinach …


Zwiastun:

Polska premiera: brak – z różnych powodów, film dostępny w serwisie Netflix

Produkcja: USA, Wielka Brytania

Rok: 2018

Gatunek: science-fiction, dramat, wojenny


  • Reżyseria i scenariusz: Alex Garland

  • Na podstawie: „Unicestwienie” Jeff VanderMeer

  • Zdjęcia: Rob Hardy

  • Obsada: Natalie Portman, Jennifer Jason Leigh, Tessa Thompson, Gina Rodriguez, Tuva Novotny, Oscar Isaac, Sonoya Mizuno

Ostatnie posty
Search By Tags
Nie ma jeszcze tagów.
Follow Us
  • Twitter Social Icon