Happy End – Haneke na maksa (ocena 3/10)

March 28, 2018

Polski dystrybutor, Gutek Film, zamiast obejrzeć film i chwilę pomyśleć zdecydował się na szeroką dystrybucję, także w multipleksach. Tamtejsi widzowie zachęceni tytułem, zwiastunami i plakatem dają się nabierać na tą produkcję, przeznaczoną jedynie do kin typu „warszawski Muranów”. I przeżywają katusze: połowa sali wychodzi, a druga połowa nie może się nadziwić że przetrwała.

Bo tym razem Haneke przeszedł samego siebie (jednak poprzednie dzieła: „Pianistka”, „Miłość”, „Funny Games”, Biała Wstążka” miały konkretne przesłanie) tworząc film niestrawny dla przeciętnego widza, zawoalowany tak bardzo, że nawet jego fani mogą się w tym wszystkim zagubić. A przede wszystkim nic nie wnoszący – zabawa długimi ujęciami i nużącymi sekwencjami, która do niczego nie dąży. Nie ma tutaj nie tylko Happy Endu, nie ma tutaj żadnego celu do którego reżyser by podążał. O ciekawe tematy się co prawda ociera, ale robi to na odwal się.

 

Zaczyna się od formatu smartfonowego, malutki prostokącik pokazuje nam codzienne wydarzenia: poranną toaletę, czy też eksperyment z chomikiem. Przez moment można mieć obawę (jak się nie widziało zwiastuna), że cały film będzie w takim, męczącym formacie. Na szczęście resztki litości dla widzów Haneke przejawia przechodząc do normalnego ekranu. A na nim najbardziej dynamiczna przedstawiona w najmniej dynamicznie możliwy sposób scena - katastrofy budowlanej. To punkt wyjścia fabuły odnoszącej się do francuskiej rodziny klasy średniej (może nawet wyższej): starego dziadka marzącego o eutanazji, matki – właścicielki firmy budowlanej i syna odpowiedzialnego za kierownictwo  na budowie. Sprowadza się do nich jeszcze trzynastoletnia dziewczyna – córka której matka zachorowała i trafiła do szpitala. Ale to nie tylko choroba, rozwód pomiędzy rodzicami wisi na włosku (współczesne problemy europejskiej rodziny), a dziewczynka nie tylko z chomikiem postępuje bezceremonialnie.

 

Haneke porusza również temat uchodźców (umiejscowienie akcji w Calais, czy scena zakłócenia przyjęcia), ale jakby bał się i wycofywał. To mógł być temat przewodni tego filmu, który może i by go ratował, ale reżyser – nie wiadomo zresztą czemu – nie poszedł w ta uliczkę.

 

No więc jakaś tam fabuła jest, ale stanowi ona jedynie pretekst do realizacyjnych pomysłów Haneke, który zresztą wrzuca wiele scen zupełnie „z czapy”, z opowiadaną (?) historią nie mające wiele wspólnego. Haneke bawi się w tym filmie głównie ujęciami i sposobem ukazywania rzeczywistości – bardzo rozmaite perspektywy, specyficzne umiejscowienie kamery, eksperymenty z oświetleniem. Do tego dochodzi jeszcze odpowiednie dawkowanie muzyką i dźwiękiem. Pod względem realizacyjnym można więc austriackiego reżysera analizować godzinami. Ale nie o to w sztuce filmowej chodzi. Za bilet do kina ludzie płacą żeby obejrzeć ciekawą historię, a sposób jej ukazania jest narzędziem, a nie celem samym w sobie. Dlatego nowy Haneke jest niestrawny i należy unikać tego filmu nie bacząc na zachwyty w zwiastunie, … nie jest to arcydzieło współczesnego kina.

Jak ktoś się jednak wybierze, to niech dodatkowo uważa, bo nawet polski dystrybutor postanowił zamieszać i w scenach „komputerowych” polskie napisy są trudne do odnalezienia.

 

PS. Gosia by chyba dała jedynkę, z trudem wytrzymała ….

 

Zwiastun:

Polska premiera: 16 marca 2018

Produkcja: Austria, Francja, Niemcy

Rok: 2017

Gatunek: dramat, komediodramat

 

  • Reżyseria i scenariusz: Michael Haneke

  • Obsada: Jean-Louis Trintignant, Isabelle Huppert, Mathieu Kassovitz, Fantine Harduin, Franz Rogowski, Toby Jones

 

Please reload

Ostatnie posty
Please reload

Search By Tags

I'm busy working on my blog posts. Watch this space!

Please reload

Follow Us
  • Twitter Social Icon