Viktoria – niechciane dziecko bez pępka (ocena 4/10)

February 4, 2018

 

Bułgaria 1979 rok. Komunizm jeszcze bardziej toporny niż w Gierkowej wówczas Polsce. Boryana (Irmena Chichikova) marzy o emigracji, najlepiej do nie tak znowu odległej Wenecji. Plany komplikuje jednak niechciana ciąża i panująca inwigilacja. Nawet matka, komunistka stanowi tutaj zagrożenie. Na nic więc próby poronienia, dziecko się rodzi. Symbolem niechcianej ciąży jest jednak brak pępka u noworodka - to symbol bardzo prostackiej symboliki nadużywanej w tym filmie.

Dziecko rodzi się tuż przed świętem socjalistycznym i przywódca bułgarskich komunistów Todor Żiwkow (widzowie w moim wieku doskonale kojarzą to nazwisko) wybiera je jako symbol rozwoju socjalistycznej Bułgarii, traktując od tej pory jako własną wnuczkę. Viktoria dostaje mieszkanie, obiecany ma samochód, obdarowywana jest zabawkami (o jakich jej rówieśnicy mogą tylko pomarzyć w ustroju niedoboru), ma bezpośredni kontakt z przywódcą, który na pytanie co robi, odpowiada „rządzę krajem”. Sama dziewczynka zdecydowanie bardziej woli swoich komunistycznych rodziców, od tych właściwych nie przyjmując nawet życzeń na urodziny. Nie ma co się dziwić, jak matka jej nie chciała, a Żiwkow jest na każde skinienie.

Tyle że akurat w wieku 11 lat komunizm upada, a sam Żiwkow okazuje się nie zbawcą narodu, ale przestępcą skazanym za nadużycia władzy. Świat komunistyczny się wali, a równolegle przewraca się postrzeganie rzeczywistości przez dorastającą dziewczynę.

 

Fabularnie ten film jest kompletnym niewypałem. Nawet nie wiadomo o kim opowiada. Tytuł wskazuje na dziewczynkę, ale akcja obraca się głównie wokół wyborów matki, w końcówce wygląda że główna nić prowadzi do babki, a po drodze jest oczywiście jeszcze dziadek Pierwszy Sekretarz. Nie bardzo również wiadomo, czy jest to film o upadku komunizmu w Bułgarii, czy o niechcianym rodzicielstwie, czy może o rodzeniu się w bólach nowego porządku, a może o chorobie i umieraniu. Reżyserka, autorka scenariusza i producentka w jednym - Maja Vitkova postanowiła chyba wszystko co jej wpadło do głowy w tym filmie umieścić, z żadnego pomysłu nie rezygnując. Powstało dzieło rozwleczone, za długie i bez konkretnej idei.

 

A szkoda, bo narzędzia którymi operowała Vitkova są nawet ciekawe. Symbolikę można pominąć, bo jest ona zbyt nachalna. Ale realizacyjnie w wielu momentach film urzeka. Szczególnie niektóre ujęcia są zachwycające typu: tryskająca mlekiem kobieca pierś, wielki palec przewracający człowieka (palec Boga?), przekształcanie widokówki z Wenecji. Gdyby jeszcze było wiadomo co reżyserka chciała nimi przekazać widzowi.

Pochwalić należy również trafnie ukazany obraz schyłku komuny (plenum jako smutni dziadkowie, wszechobecne donosicielstwo), a także obraz przemian po upadku (symboliczna kolejka do sklepu, czy demonstracja opozycyjnej partii).

 

Gdyby film trwał półtorej godziny, wybrano do niego najlepsze sceny, skrócone przy okazji o połowę, i miał spójną ideę mógłby być warty polecenia. Ale nie jest i obejrzy go góra kilkanaście osób.

 

Trafił na polskie ekrany, na pojedyncze seanse, po czterech latach od bułgarskiej premiery. Szlak mnie dodatkowo trafiał, że takie małe bułgarskie arcydzieło „Kierunki” pewnie się polskiej dystrybucji nie doczeka - chyba że tak gdzieś koło 2021 roku.

 

Zwiastun:

Polska premiera: 19 stycznia 2018

Rok: 2014

Produkcja: Bułgaria, Rumunia

Gatunek: dramat, historyczny

 

  • Reżyseria i scenariusz: Maya Vitkova

  • Obsada: Irmena Chichikova, Kalina Vitkova, Mariana Krumova, Dimo Dimov, Georgi Spasov

 

Please reload

Ostatnie posty
Please reload

Search By Tags

I'm busy working on my blog posts. Watch this space!

Please reload

Follow Us
  • Twitter Social Icon