"Złe mamuśki 2: Jak przetrwać święta" - depilacja moszny (ocena 5/10)


Trzy przyjaciółki muszą zmierzyć się z niezbyt przez nie lubianym okresem Świąt Bożego Narodzenia. Zwyczaj amerykański jest jeszcze bardziej obciachowy niż u nas: dekoracje, ozdóbki, prezenty, przyjęcia.


Dla Amy (Mila Kunis) to pierwsze święta po rozwodzie, chce stworzyć dzieciom rodzinną atmosferę.

Dla Kiki (Kristen Bell) najważniejsza jest rodzinna atmosfera w skromnym gronie najbliższych: męża i dzieci.

Carla (Kathy Hann) - samotna, pracownicza spa ma na głowie dziesiątki depilacji do wykonania (no właśnie Amerykanki nawet w tym punkcie muszą być gotowe na święta).


Na nieszczęście (dodatkowe) naszym bohaterkom zwalają się na głowę matki. To dopiero kłopot.

Pierwsza jest bowiem apodyktyczną perfekcjonistką, dla której święta muszą być wystawne i prestiżowe. Zatrudnia profesjonalny chór, sprasza miejscowych celebrytów. Wszystko co zrobi córka jest oczywiście niewłaściwe.

Druga dla odmiany to nadopiekuńcza matka nie mogąca rozstać się z ukochaną córką. Nosi swetry z portretem dziecka, kupuje sąsiedni dom, a nawet podgląda małżeński seks córki.

Trzecia natomiast to beztroska imprezowiczka, alkoholiczka, która odwiedza córkę po trzech latach. I tylko żeby pożyczyć pieniędzy albo ukryć się przed kłopotami.


Relacje na linii matka-córka w tak trudnych konotacjach to okazja żeby film nie był li tylko durną komedią przedświąteczną. Nie udaje się to, akurat nie dlatego że akcja toczy się w Chicago. To przede wszystkim wina złego rozłożenia akcentów. Poszczególne wątki są rwane, brakuje sprawiedliwego podziału czasy. Święta organizowane są głównie w wątku Amy i on za bardzo dominuje spinając fabułę klamrą. W problemach rodzinnych dużo lepszy jest drugi wątek nadopiekuńczości (fakt, ze minimalnie przerysowany). Natomiast trzeci wątek jest na uboczy i bardziej odnosi się do poszukiwania mężczyzny życia.


Najgorsze jednak w tym filmie jest to, że nie podaruje sobie obrzydliwych scen komediowych. Z tego depilacja striptizera jest wprost obrzydliwą i równocześnie absurdalną, bo nie wiem kto z kamienną twarzą przetrzyma taką depilację. O rozmiarze o jego ukazaniu przyrodzenia szkoda wspominać.


Film nie radzi sobie również z rozwiązaniem wątków. To, że wszystko jest przewidywalne to małe piwo. Gorzej, ze ciekawy pomysł ze spotkaniem trzech matek odbywa się podczas wigilijnego nabożeństwa (pomijam, że nie ma takowych, jest Pasterka!!!). A już rozwiązywanie rodzinnych problemów podczas nabożeństwa nie ma cienia prawdopodobieństwa. Końcówka, która mogłaby trochę uratować ten film tylko pogłębia problem. Szczególnie, że podczas kolacji wigilijnej, z udziałem dzieci, zafundowano nam męski striptease.


No dobrze, ale nie jest to tak zły film jak "Złe mamuśki". Wprost przeciwnie - już sam scenariusz dawał możliwości. Te wzajemne powiązania córka-matka są bardzo ciekawe. Może lepiej jakby skupiono się na jednym wątku, i to raczej tym z nadopiekuńczością, bo jest faktycznie "życiowy".


Największa zaleta filmu to aktorstwo. Kunis jest jak zawsze urocza, Bell i Hann grają w sposób wyważony. Ale prawdziwy popis to mamusie, a może już babcie: Cheryl Hines i Christine Baranski są wprost doskonałe i trudno ich .... nie znienawidzić. Susan Sarandon na niesprawiedliwie za mało do grania, ale przychodzi co do czego (w kościele) też daje radę.


Film ma głównie problem gatunkowy, bo na siłę chce być komedią. A jest znakomitym materiałem na dramat rodzinny. Nie wykorzystany potencjał niestety boli bardzo, przez co niestety dwójka niebezpiecznie równa do beznadziejnej jedynki.


Dodatkowo film, a konkretnie dystrybutor, przestrzelił falstartując z premierą. To film na grudzień, a nie na listopad.


Zwiastun też fatalny:

Polska premiera: 3 listopada 2017

Produkcja: Chiny, USA

Rok: 2017

Reżyser: Jon Lucas, Scott Moore

Obsada: Mila Kunis, Kristen Bell, Kathryn Hahn, Cheryl Hines, Susan Sarandon, Christine Baranski, Justin Hartley

Ostatnie posty
Search By Tags
Nie ma jeszcze tagów.
Follow Us
  • Twitter Social Icon