„Mother!” – nieproszony gość (ocena 9/10)

November 8, 2017

Darren Aronofski: matematyczne „Pi”, medialne „Requiem dla snu”, zachwycające rozmachem „Źródło”, najbardziej wyważony „Zapaśnik”, nudnawy (dla mnie) „Czarny Łabędź”, biblijny „Noe: wybrany przez Boga”. Reżyser wyróżniający się własnym stylem, niesztampowy, bezkompromisowy. Wiadomo więc, że nie będzie łatwo. Ale „Mother!” to już jazda na maksa.

 

Rozpoczyna się od kilku niejasnych scen: przeobrażenie spalonego domu, tajemniczy kawałek kryształu położony na podstawce.

W łóżku budzi się kobieta (Jennifer Lawrence) po omacku szukając swojego męża. Mieszkają samotnie w dużym domu. Ona stworzyła rodzinne gniazdo, wyremontowała dom z dbałością o szczegóły. Wciąż spędza czas na malowaniu ścian. Bardzo kocha swojego starszego męża (Javier Bardem) – on wydaje się powściągliwy, jakby miał jakiś problem. Jak się okaże, że jest pisarzem (poetą) łatwo sobie wyobrazić przyczynę niepokoju – zapewne w przeszłości sławny, teraz ma problem z tworzeniem, a może najbardziej brakuje mu zainteresowania fanów. Jak więc pojawia się w domu nieproszony gość (Ed Harris), w dodatku zachwycony jego twórczością, oferuje mu dłuższy pobyt w domu. Ona nie jest tym specjalnie zachwycona, szczególnie gdy gość coraz bardziej się panoszy, nie przestrzegając ustalonych reguł. Ale to dopiero początek zamieszania.

 

Tak ... scenariusz jest maksymalnie przegięciowy i zapewne wielokrotnie zaskoczy widza, szczególnie że zwiastun (na szczęście) nie zdradza ani jednej puenty. To co wymyślił Aronofsky przechodzi wszelkie wyobrażenia. Ale uwaga: nie każdemu może się spodobać. Reżyser otwiera bowiem puszkę Pandory: można wydarzenia w tajemniczym domu interpretować na wiele sposobów. Wspomnę o dwóch.

 

  1. To ewidentne nawiązanie do współczesnych obaw przed napływem uchodźców. Własny dom jest alegorią całej zachodniej społeczności. Nie sposób odmówić gościny, gdyż drugi człowiek jest w potrzebie. Ale z czasem zaczyna się panoszyć, wprowadzać swoje zwyczaje. To w sposób naturalny prowadzi do niechęci, przynajmniej niektórych domowników. Latami budowane ciepło domowe staje się zagrożone. Rodzi się nienawiść, złość, agresja.
    Z dedykacją dla tych wszystkich, którzy wciąż tego nie rozumieją. Również w Polsce. Myślę, że tak oczywista aluzja jest jedną z przyczyn, dla których ten film jest również odsądzany od czci i wiary. Oczywiście wykorzystując inne argumenty.

  2. Faktem jest bowiem, że w nawiązaniach biblijnych Aronofsky wprost odleciał, a całą zamkniętą fabułę można nawet interpretować jak wyjaśnienie podejścia Boga do człowieka. Z wyraźnymi inklinacjami do religii chrześcijańskiej. Jaki był zamiar reżysera-scenarzysty nie wnikam. Może jedynie chciał wrzucić otwarty granat dla recenzentów/widzów. Bardem w każdym razie na upartego może sobie wrzucić w CV rolę Stwórcy (a Lawrence - Maryję).

 

Jeżeli jednak ktoś drocząc się scenariusz krytykuje realizację tego filmu to jest w głębokim błędzie. „Matkę!” (brawo za brak tłumaczenia polskiego tytułu, chociaż angielski też jest moim zdaniem przesadną prowokacją) ogląda się wyśmienicie. Aronofsky umiejętnie buduje klimat, mimo ograniczenia akcji do jednego miejsca. Film nie tylko dzieje się w tym samym domu, co wydaje się dziać w głowie bohaterki. Ale także tutaj dawkowane są środki wyrazu dające ten efekt – czyli głównie bliskie kamerowanie. Często kamera daje oddech i filmu zdarzenia z perspektyw, na przykład z innego pomieszczenia, albo z góry. Dobrze, że jest ten oddech, bo jak dochodzi do kluczowych scen trudno widzowi złapać powietrze – groteska miesza się z krwawym horrorem. Aronofsky umiejętnie szafuje gatunkami filmowymi, zaczynając od dramatu psychologicznego, poprzez intrygujący thriller, wchodząc na poziom horroru, a nawet filmu stricte religijno-biblijnego. Zagubieni recenzenci szukają tutaj nawiązań do Polańskiego (Wstręt, Matnia, Dziecko Rosemary, Lokator), czy Haneke (Funny Games). A Aronofsky zdaje się z tego drwić wymyślając co chwilę coś nowego, burząc – często dosłownie, ustalony chwilę wcześniej porządek. Pod koniec nawet odnosi się wrażenie, że film powinien się trzy razy skończyć, ale konsekwentnie budowana fabuła zamyka się dopiero wówczas, gdy chce tego twórca.

 

Powiem szczerze: jestem po tym film skołowany tak bardzo, że oddaje wielką cześć Aronofskiego. Bo jak dla mnie stworzył dzieło, które wymyka się spod jakiejkolwiek kontroli. A takich twórców cenię najbardziej, którzy wiedzą co chcą pokazać nie oglądając się na gusta krytyki, czy widzów. Widać to i po rozbieżności opinii, jak i po dużym wskaźniku wyjść z seansu.

 

Klasą w sobie w tym filmie są aktorzy. Zgodnie z Gosią oceniamy, że Lawrence dała radę w tej ekstremalnie trudnej roli. Dla mnie sukces w budowie klimatu to dzieło Harrisa, ale wiele wniosła również bardziej epizodyczna, ale wyrazista Michelle Pfeiffer.

 

Klaustrofobiczne wielkie dzieło. Celowo przerysowane. Duże wyzwanie dla widzów. Szacunek dla Aronofskiego. Do obejrzenia jedynie w kinach (w telewizji bym raczej nie zdzierżył).

 

Zwiastun:

 

  • Premiera w Polsce: 3 listopada 2017

  • Produkcja: USA

  • Rok: 2017

  • Gatunek: thriller, dramat, horror

  • Reżyseria i scenariusz: Darren Aronofsky

  • Obsada: Jennifer Lawrence, Javier Bardem, Ed Harris, Michelle Pfeiffer

 

Please reload

Ostatnie posty
Please reload

Search By Tags

I'm busy working on my blog posts. Watch this space!

Please reload

Follow Us
  • Twitter Social Icon