"Pierwszy śnieg" – Bałwan (ocena 7/10)


W Oslo, które akurat toczy rywalizację o organizację zimowych igrzysk olimpijskich, nie ma zbyt wielu spraw kryminalnych. Inspektor Harry Hole wciąż jest na cenzurowanych, bo nie potrafi nawet usprawiedliwić swojej nieobecności. Za często najwyraźniej również sięga do kieliszka. Samotność po odejściu partnerki najwyraźniej mu doskwiera. Najlepszy lekarstwem byłaby pewnie nowa sprawa, a nasz detektyw specjalizuje się w seryjnych mordercach.


Na posterunku pojawia się dodatkowo nowa partnerka. I nowa sprawa również. Otóż w środku nocy znika kobieta – matka dziesięciolatka, żona, kobiet poukładana. Sprawa ta pasuje do innych podobnych przypadków. A wszystko łączą opady śniegu w dniu zniknięcia i trochę przerażający bałwan spoglądający w okna domu, z którego znika kobieta. Wszystkie kobiety łączy również ustabilizowana sytuacja materialna i rodzinna. Dla detektywa od seryjnych morderców to wystarczająca wskazówka do działania.


Film jest bardzo poprawnie zrealizowanym kryminałem, w jakże ostatnio popularnym stylu skandynawskim. Klimat budują dobre zdjęcia, a fabułę popędzają kolejne fakty odkrywane przez śledczego w połączeniu z jego życiem osobistym. Wiele interakcji jak na przykład z nowym facetem byłej dziewczyny jest zarysowanych bardzo ciekawie. W odgadnięciu zagadki pomaga (albo przeszkadza) dynamiczny montaż, z licznymi retrospekcjami i skokami w czasie i miejscach. Trochę tego jest za dużo i przed widzem filmowym (to ważne, bo odróżnić go trzeba od widza książkowego) spore wyzwanie żeby wszystko ogarnąć. W każdym razie nie ma czasu na zastanawianie się nad sensem. A po wyjściu z kina też jakoś cała zagadka kryminalna ulatuje. Może w pamięci zostają jedynie białe bezkresne krajobrazy i topiąca się czapa śniegu na odstrzelonej twarzy ofiary. Bo reżyser chciał złapać za wiele srok za ogon: budowanie klimatu poprzez długie ujęcia krajobrazowe, skomplikowany wątek kryminalny, interakcje bohaterów, aż po życie osobiste bohatera. Może z czegoś warto było jednak zrezygnować.


Główny problem jednak w tym, że film jest oparty na znakomitej powieści popularnego (kolejnego) skandynawskiego twórcy kryminałów: Jo Nesbø. Czyli dla czytelników cała misterna intryga jest doskonale znana, a skupiają się głównie na różnicach pomiędzy książkowi faktami, a zmianami dokonanymi przez reżysera. Książka jest za bardzo szczegółowa żeby przenieść na dwugodzinny film, a ciężko zrezygnować z wielu wątków. To z pewnością się nie udało, i reżyser popadł w pułapkę, którą sam na siebie zastawił. Chciał trochę pozmieniać, ale fanom książki taki zabieg spodobać się nie mógł. Stąd pewnie bardzo chłodne przyjęcie filmu przez krytykę. A widzowie też chyba oczarowani nie są.


Pewnie dochodzi tutaj także przesyt skandynawskimi kryminałami, które co rusz pojawiają się w kinach. Zastanawiam się czemu dystrybutor (i książki i filmu) bał się dać oczywistego tytułu „Bałwan”, który lepiej odnosi się do fabuły. Czyżby polscy politycy mogli się poczuć urażeni?


Wszystko to jednak nie zmienia faktu, że Pierwszy Śnieg to film solidny, wciągający nastrojem i zwyczajnie warty obejrzenia. Lepiej pewnie bez znajomości książki, ale jak ktoś potrafi się oderwać od wrażeń z lektury, też powinien docenić taką produkcję. Czyli niby warto, ale niekoniecznie.


Recenzja książki będzie osobno.


Zwiastun:

Ostatnie posty
Search By Tags
Nie ma jeszcze tagów.
Follow Us
  • Twitter Social Icon