"Pożegnanie" - francuski romans (3/10)

September 13, 2016

Francusko-brytyjski dramat w reżyserii Andrew Steggalla.
Gatunek - LGBT.
Nierozerwalnie przetrwanie seansu skutkuje pytaniem: "czy kino tego "typu" musi być takie nudne?".

 

Fabuła

Nastoletni Brytyjczyk Elliot (ale nie jest to film na miarę Billy Elliot, niestety) przyjeżdża ze swoją matką, dość obcesowo go traktującą, do Francji w celu przygotowania letniego domu na sprzedaż. W chłopaku buzują młodzieńcze żądze, dodatkowo potęgowane słowami matki ("nie masz uczuć") i nieobecnością ojca. Elliot ma inklinację do poezji, czyli taka typowa artystyczna dusza. A jak artysta, to jak mawia spotkany we Francji nastolatek Clemente, może być pedał. No i szybko .. to znaczy wolno jak przystało na produkcję LGBT okazuje się że Elliot takie inklinacje ma, a jego pierwszą miłością będzie imponujący mu męskim ciałem Francuz.

Narracja

Akcja w tym filmie toczy się w tempie biegu eliminacyjnego Adam Kszczota na Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro. Ale jakoś w żółwim tempie dochodzi do scen kluczowych, w tym przewidywalnej i oczywiście słabo nakręconej - erotycznego zbliżenia ("scena na łódce"). 

 

 

Drugi wątek

Równolegle Steggall wprowadza drugi wątek. Od początku zaskakuje nas postawa matki i brak ojca. Z czasem dowiadujemy się o przyczynie rozpadu małżeństwa. Oczywiście zbyt daleko od klimatów homoseksualnych nie odbiegamy ("scena obiadowa").

 

Reguła?

Tak nie wchodząc w dokładne statystyki, 90% filmów o zachowaniach heteroseksualnych jest minimalistyczna i zatrważająco nudna. Możliwe że jest to związane z samym postrzeganiem świata przez takie osoby, które dostrzegają urok w wolnym ukazywaniu rzeczywistości, długim budowaniu nastroju, braku dialogów.

Recenzje

Co dziwne recenzje akurat tego filmu wcale nie się specjalnie entuzjastyczne (poza Mossakowskim z Wyborczej, którego oczywiście klimat filmu o takiej tematyce ... urzekł). Ale już inny narzekają, że film jest wątły w fabule, pretensjonalny, wyeksploatowany.

 

Frekwencja

Film przetrwał na ekranach, w Warszawie w dwóch kinach, wszystkiego dwa tygodnie, a na moim seansie byłem sam. Społeczeństwo odmiennej orientacji jest takie głośne, przygotowuje jakieś idiotyczne plakaty ze znakiem pokoju, a jak do kina to nie ma komu pójść. Dla kogo wiec twórcy robią takie filmy? Dla samych siebie? I jaki interes ma dystrybutor wprowadzając film, który w skali całego kraju obejrzy może kilkadziesiąt osób?

Please reload

Ostatnie posty
Please reload

Search By Tags

I'm busy working on my blog posts. Watch this space!

Please reload

Follow Us
  • Twitter Social Icon